Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Tylko przeżyć- Natan Murlik
 
- Powiadają, że wielmożny książę zamknął się w pałacu i nie chce widzieć nikogo, prócz swoich prywatnych gwardzistów…- Zaczął Orin, jak zawsze, próbując umilić sobie i swoim towarzyszom conocną wartę na murach wokół Akwizgranu. Noc jak zwykle była zimna, a niebo przysłonięte było przez ciemne, granatowe chmury, więc nawet księżyc nie był dziś łaskawy dla wergundzkich wartowników, skazując ich na ciągłe doglądanie płonących pochodni i drobnych ognisk, rozpalanych wewnątrz jednego z wielu pokojów wartowniczych.
Odpowiedzi na domysły chłopaka nie było. Hastiata Tornvil tylko prychnął, nie zaszczycając młodzika nawet spojrzeniem, dalej wpatrując się w nieprzeniknioną ciemność panującą poza murami wergundzkiej stolicy. Dwójka żołnierzy triari, których Orin znał z treningów bojowych, również dziwnie milczała, niemrawo pociągając na zmianę z miedzianego kubka, prawdopodobnie wypełnionego rozcieńczonym ale. Orin westchnął cicho, co zwykł robić gdy inni go ignorowali i odwrócił się do swych towarzyszy plecami, powracając do poprzedniej pozycji. Jego kolczuga zabrzęczała lekko, gdy oparł się o kamienną balustradę, okalającą cały mur obronny niczym korona skronie króla. Wiatru tej nocy nie było, więc flaga czerwonego tymenu zwisała smętnie z czubka drewnianego kija, na którym ją zatknięto. Chłopak dołączył do regularnych wojsk tymenu całkiem niedawno, bo zaledwie parę tygodni temu. Przydzielono go do jednej z lepszych centurii kohorty strażniczej, której zadaniem było codzienne strzeżenie murów miasta. Początkowo Orin był zachwycony. Otrzymał własny miecz oraz migdałową tarczę, oraz dobrze naoliwioną kolczugę i krwistoczerwoną cotte z trzema skrzyżowanymi włóczniami, symbolem czerwonego tymenu. Jednakże, po drugim tygodniu nocnego stróżowania na murach, w towarzystwie mało rozmownych towarzyszy, bardziej skupionych na swoich fantazjach i chłeptaniu nielegalnie przemyconego trunku, niż na zaszczytnym zadaniu jakie im przypadło, Orin stwierdził, że wolałby już pracować w kohorcie milicyjnej, bo tak przynajmniej mógłby się jakoś wykazać, powstrzymując jakiegoś groźnego bandytę, lub nie dopuszczając do wszczęcia zamieszek. Centurion Linner, dowódca centurii północno-wartowniczej, twierdził jednak, że przypadło mu jedno z najbardziej odpowiedzialnych zadań. Gdy chłopak spytał go dlaczego, ten odpowiedział tylko, że to właśnie z północy mogą nadejść wrogowie.
Wrogowie…
W ostatnich latach, na ziemiach Imperium Wergundzkiego było coraz gorzej. Z południa wciąż nadchodziły wieści o posuwającej się do przodu hordzie dzikusów, dowodzonej przez nawiedzoną Szamankę z Zapołudnia. Dodatkowo, od północy nadeszły niepokojące raporty mówiące o armii Samnijczyków, która naruszyła północną granicę Imperium.
Akwirgran do teraz był ostoją spokoju i bezpieczeństwa, jednakże gdy zaczęli do niego docierać uchodźcy z innych miast, w stolicy zaczęły pojawiać się niepokoje, których szybkim tłumieniem zajęli się żołnierze czerwonego tymenu. Książe Arnulf, następca tragicznie zmarłej księżnej Ermengardy, mimo wyniosłego usposobiania, okazał się podłym tchórzem. Gdy tylko do jego uszu dotarły plotki o początkowych zamieszkach, natychmiast rozkazał straży miejskiej wprowadzenie godziny strażniczej, a także nakazał szczegółowe rewizje co ważniejszych osób w mieście. Ludność stolicy nie była zadowolona. Ludzie szeptali różne rzeczy. Niektórzy mówili, że inwazja Zapołudnia to kara od Bogów, inni twierdzili, że to nadejście nowych bóstw. Co odważniejsi mówili głośno, że wojska czerwonego tymenu mogą nie wystarczyć, aby obronić miasto. Tacy ludzie najszybciej byli odnajdywani i likwidowani przez specjalnych ludzi Arnulfa. Dla miasta nadeszły ciężkie dni.
Świątynie Modwita oblegane były przez wiernych, stale modlących się o boską ochronę i wsparcie. Orin nie widział tego na własne oczy, gdyż sam korzystał z usług wojskowego kapelana, ale nie trzeba było zobaczyć ludzkiego strachu, by w niego uwierzyć.
Rozmyślania młodzika przerwały nerwowe głosy, dochodzące z pobliskiego pokoju wartowniczego. Towarzysz Orina jakby ocknęli się z transu i stanęli na baczność, gdy na murze pojawił się centurion Linner, w towarzystwie paladyna Modwita, służącego za kapelana wojskowego, imieniem Grogin. Kapłan wyglądał na spokojnego, w porównaniu do dowódcy centurii, który bardziej biegł w ich kierunku, niż szedł. Grogin spokojnie owinął się swoim ciemnym płaszczem z wyhaftowanym nań mieczem, zasłaniając burą cotte i skórzany pas, z przytoczonym doń bastardem. Linner stanął przed swymi podwładnymi i chwycił się za pierś, jakby marsz potwornie go zmęczył. Jego rumiane policzki były jakby nieco bladsze, gdy zaczął mówić:
- Wrócili nasi velici. Parę godzin drogi stąd znajdują się już oddziały Zapołudnia. Wszystkie twierdze i miasta na południu podbite, zielony i bury tymen poszły w rozsypkę. Akwizgran jest ostatnią przeszkodą stojącą przed Zapołudniem w drodze na północ.- Wysapał Linner jednych tchem i znów zaczął ciężko oddychać.
- Jakie są rozkazy księcia, centurionie?- spytał cicho Tornvil, jednak zamiast Linnera, odpowiedział kapłan:
- Książe Arnulf milczy. Chodzą plotki, że chce poddać miasto bez walki…- Syki oburzenia przerwały wypowiedź sługi Modwita.
- Co takiego?!- wykrzyknął wzburzony Orin, dość przesadnie wymachując dłońmi, co było dość niestosownie w obecności dowódcy. Opróżniony miedziany kubek potoczył się po kamiennej posadzce, podczas gdy młodzik kontynuował:
- Nie może poddać miasta! Przecież mamy wojska, mamy magów i kapłanów, mamy…- Orin zaczął z pasją, jednak ostry ton centuriona mu przerwał- Wiem o tym wszystkim, Orin, naprawdę. Jednakże armie Zapołudnia są znacznie liczniejsze od wojsk czerwonego tymenu. A nawet gdyby książę wyszedł naprzeciwko wojskom tych dzikusów, to kto broniłby miasta?- Orin nie odpowiedział na pytanie centuriona. Grogin odchrząknął i stanął obok Linnera:
- Kto wie, może książę Arnulf otworzy oczy i zarządzi odpowiednią obronę miasta. Na razie jedyne co nam pozostało, to modlić się. Modlić się do wszechmocnego Modwita o pomoc i ochronę przed plugawymi poganiami… O wielki Modwicie, towarzyszu wojen i władco wszystkich wojowników…- Zaczął śpiewać Grogi, a żołnierze po chwili mu zawtórowali. Połączony chór ich głosów niósł się echem po kamiennych murach Akwizgranu. Tej nocy wiele takich chórów wypełniło swymi potężnymi głosami domy, podziemia, świątynie, szkoły i wszelkie inne budynki miasta. Jednego z ostatnich wolnych miast Wergundii.
***
- Cholera…- zaklął Orin pod nosem, gdy sos z pieczonego kurczęcia ochlapał jego wełnianą bluzę. Zdenerwowany chłopaka nieskutecznie starał się wytrzeć plamę skrawkiem swej cotte.
- Co się dzieje, Orin?- Spytał półgłosem siedzący obok Grogin, obserwując bezskuteczne działania chłopaka. Paladyn nie miał już na sobie płaszcza. Zastąpił go żelazną kolczugą, spiętą skórzanym pasem z przytoczonym doń bastardem.
- Ty się jeszcze pytasz?- syknął rozdrażniony młodzieniec, nadaj zmagając się z tłustą plamą.- Miasto jest oblężone, dzikusy kpią z nas. A my? A my nic! Siedzimy w kwaterach i koszarach, czekając na rozkaz księcia, który i tak nie nadejdzie!-
- Rozumiem twój ból chłopcze. Ale spróbuj zrozumieć Arnulfa. Jego jedynym marzeniem jest przeżyć tę wojnę. Tylko przeżyć. Zrobiłby wszystko, aby pozbyć się dziedzictwa, ale krewni księżnej uznali go za odpowiedniego kandydata na tron. Dobrze wiemy, że książę nic nie zrobi, aby stanąć w obronie Zapołudnia. Już nas skreślił. Ale to nie oznacza, że my nic nie możemy zrobić. Chodź, pomodlimy się…- chłopak z wściekłością strącił rękę, którą paladyn położył na jego ramieniu.- Na co mi modlitwy do Modwita!? Na co mi modlitwy do jakichkolwiek bogów, skoro i tak pozostają głusi! Tavar nie uchroniła Styryjczyków przed wojskami ludu Qa, więc czemu Modwit ma być inny? Bogowie mają teraz własną wojnę i my ich już nie obchodzimy.- Chłopak hardo spoglądał na ciemniejącą twarz duchownego wojownika. Ciemne plamy na jego wychudłym obliczy zwiastowały nadchodzący wybuch gniewu. Jednak Grogin pokręcił tylko głową i usiadł przy stole, samemu biorąc kurczęce udo:
- Jeśli Modwit nas nie ocali chłopcze, to już nie ma nadziei. Jednakże ja nie zwątpię w jego potęgę i choćby te dzikusy pod groźbą śmierci kazały mi się jego wyprzeć, to ja nawet w obliczu topora będę śpiewał na jego cześć!- wykrzyknął kapłan, uderzając pięścią w dębowy blat stołu.
- Piękne słowa, Grogin…- głos Linnera przerwał ich rozmowę. Centurion stał nieruchomo w wejściu do kwatery. Pięści miał zaciśnięte, a głowę spuszczoną.- Przyszły polecenia od księcia. Wpuszczamy Zapołudnie do miasta.
***
Któż mógł przewidzieć reakcję żołnierzy czerwonego tymenu na decyzję księcia? Któż mógł przewidzieć, że będą złorzeczyć, przysięgać, że się nie poddadzą, pluć pod nogi zapołudniowcom. Nikt tego nie przewidział. Nikt też nie przewidział, że tylko nieliczni tak naprawdę się zbuntują. Nikt nie przewidział, że Orin, jeden z najmłodszych żołnierzy, usłyszawszy o nadchodzącej kapitulacji, porwie miecz i wybiegnie na ulice Akwirgranu. Nikt nie przewidział, że ten dzielny młodzieniec pobiegnie pod bramy miasta, gdzie książe Arnulf klękał przed najeźdźcami. Nikt nie przewidział, że samotnie się rzuci na wroga, by walczyć. O wolność, tradycję, honor. O to, czym kiedyś była Wergundia, o wielkie Imperium Emeryka, które zawdzięczało swą potęgę wierności książąt i dyscyplinie wojsk. Młody Orin chciał walczyć o wartości, które zniknęły wraz z nadejściem Zapołudnia i jego bogów. I zrobił to.
I chociaż nikt tego nie przewidział, każdy był w stanie przewidzieć tego koniec.
Gdy książe Arnulf skruszył się przed najeźdźcami, Orin z okrzykiem na ustach rzucił się na niego i nadchodzących żołnierzy Qa. Dzierżył tylko miecz, a ubrany był w cotte czerwonego tymenu i wełnianią bluzę, pobrudzoną tłustym sosem. Za nim jednak dobiegł do pierwszych wojowników wrogich wojsk, w jego piersi znajdowały się trzy strzały, zaś krtań przeszyła oszczep. Młodzik upadł tuż przed kolanami klęczącego księcia, ostatkami sił rzucając mu miecz pod stopy. Nikt jednak nie podjął walki zaczętej przez Orina. Nikt. Nawet Grogin, kapłan dzielnego Modwita, stał tylko wśród licznych mieszkańców i żołnierzy Akwirgranu. Nikt nie pomścił krwi młodego Wergundczyka, przelanej przez niewierną strzałę pod bramą siedziby Imperium. Nikt nie wystąpił, nikt się nie sprzeciwił. Bo każdy chciał tylko przeżyć…
Koniec
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.