Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Narada! - Maciej Nowak
 
Wydarzenia przedstawione w następującym opowiadaniu mogły mieć, a mogły nie mieć miejsca. Charakterystyka występujących tu bohaterów mogła zostać lekko zmieniona dla lepszej gry zestawionych charakterów w utworze bądź z powodu niewiedzy autora. Ponadto, sporadycznie może się pojawić wulgarny język. W związku z tym utwór ten nie powinien być czytany przez nikogo.

Narada!



Pióra Lyara (Maciej Nowak)
Izba była całkiem wygodna, pomyślał Owizor Rożenek, rozglądając się po pomieszczeniu na wypadek zapomnienia o jakichś dokumentach, które nie powinny ujrzeć światła dziennego.
Papiery dotyczące dyslokacji dematerializującej na odległość powinny być w skrytce z tyłu komody. Warstwa przywołanej przez maga ziemi zaschniętej gliny w cieniu wyglądała w cieniu jak drewno, więc nie musiał się o nic martwić. Na razie.
W tym sęk, że fucha imperialisty była pełna zmartwień. Wiele trzeba było po prostu zapamiętać. Kto wie jakie informacje, jak wzbudzić najmniejsze podejrzenia u kogo… Mimo wszystko obecne życie Owizora nie było takie złe. Dostawał podwójną wypłatę, zarówno jako cesarski poszukiwacz jak i przyszły nauczyciel kniaziątka. Był ważną figurą w Karantanii, a bliskość Uniwersytetu gwarantowała mu możliwość planowania zemsty na tym przeklętym rektorze. Chociaż postulaty Imperium były bliskie osobistym poglądom młodego maga, nie podchodził do spraw tej organizacji tak idealistycznie jak jego towarzysze. Widział w niej raczej środek do osiągnięcia celu. Mimo to, nie był niewdzięczny. Naprawdę nie był. Wiedział, jaką szansę na odbicie się od dna dali mu Cesarscy.
Mimo wszystko, jedna sprawa nie dawała mu spokoju. Odkąd jego drużyna zasiadła w grodzie wojewody teralskiego, był zobowiązany uczestniczyć codziennie w naradach całej grupy. Mogło się to nie wydawać zbyt wygórowanym wymaganiem, ale był pewien szkopuł. Zebrania odbywały się na dachu opuszczonej strażnicy w forcie horodeckim, która obecnie straciła swoją funkcję ze względu na ekspansję grodu i poszerzenie murów. Co prawda nikt tam nie chodził, a Leclerc wyciszał otoczenie swoją magią. Jednak prawdziwym kłopotem dla Owizora było dostanie się w to miejsce niezauważenie. On i Kalmar byli jedynymi członkami drużyny, których przykrywka nie została wyjawiona (byli co prawda jeszcze Trawułt, Dottir i Adrilen, ale to nowi rekruci, im nie można było dostatecznie ufać). W związku z tym mag ziemi nie mógł sobie pozwolić na to, aby ktoś go przyuważył na skradaniu się na potajemne schadzki z Batiarusem… jakkolwiek by to nie brzmiało.
Jakby tego było mało, drewniane schody prowadzące do miejsca spotkania strasznie skrzypiały, a korytarz na jednym z pięter prowadził prosto do izby Kietliczy, którzy ostatnimi czasy stali się bardzo wrodzy Imperium. Za każdym razem, gdy dziedzic Rożenków tędy przechodził, serce stawało mu w gardle. Musiał stawiać tak ostrożne kroki, że dotarcie na miejsce zajmowało mu czasem ponad godzinę. Doszedł do wniosku, że po naradzie musi spytać się Batiarusa, czy nie mógłby pozwolić mu na ograniczenie obecności na zebraniach na raz w tygodniu.
Doszedłszy na górę, Owizor zapukał w dębowe drzwi.
- Kenny? – Zapukał trzy razy – Kenny? – Kolejne trzy – Kenny?
Odpowiedziały mu trzy kolejne puknięcia.
- Sander? – Puk, puk, puk – Sander? – Puk, puk, puk – Sander?
Owizor uśmiechnął się. To on wpadł na hasło i odzew. Pomysł podali mu kompani z fortalicji, miłośnicy biesiad. Czarodziej usłyszał kliknięcie metalowej kłódki i po chwili drzwi się otworzyły i powitała go wyszczerzona, śniada twarz Kalmara. Przyjaciel dał mu rękę i poklepał go mocno po plecach, budząc jego uśpiony dotąd kaszel. Prot Kalmar, pomniejszy fiordyjski jarl pochodzący z Messyny czasem nie znał swojej siły. Dlatego właśnie przy imperialnej inicjacji wybrał drogę wojownika, podczas gdy Owizor został poszukiwaczem. Jako Ofirczycy, obaj wstąpili do Imperium między innymi z powodu śmierci Izosa, choć dużą rolę odgrywały również nieszczęścia, które ich spotkały.
Kolejnym wojownikiem w drużynie był właśnie Batiarus, lider ich oddziału. Był to Messyńczyk z mysim kucykiem kręconych włosów, obok niego charakterystyczna lanca i pawęż zwany Drzwiczkami. Wykrzywił usta w lekkim uśmiechu i wyciągnął rękę do czarodzieja.
- Usiądź, przyjacielu i powiedz… jak sytuacja z małym?
Owizor zawahał się.
- Nie mam siedzenia – mag podrapał się w głowę.
- Oj, Owizorku, z tobą to zawsze problemy! – wywróciła oczami zrezygnowana Primula, po czym wymamrotała parę słów i z drewnianej palisady niczym gałąź wyrósł prowizoryczny taboret. Czarnowłosa druidka z Velidy nigdy nie przestawała zadziwiać czarodzieja. Właściwie to wydawało się aż nazbyt dziwne.
- Zaraz, zaraz, czy takich rzeczy nie powinnaś robić w ostateczności? – uniósł brew Owizor – Jak zdołałaś przekonać Matkę Naturę, że krzesło w tej chwili jest nam niezbędne do życia?
- Powiedz mi, Owizorku, znasz ty się na druidyzmie?
- Nie, ale…
- No to z łaski swojej stul dziób! – krzyknęła hobbitka. Owizor wzdrygnął się i usiadł posłusznie, wciąż mając wątpliwości.
- No, Owizorku, odpowiedz naszemu dowódcy – odrzekł uśmiechnięty, brodaty starzec – wyduś to z siebie, jak mówi przysłowie! Yohohoho!
Był to Glaton Leclerc, mistrz Rożenka i mag powietrza z Mercji. Jego największym zamiłowaniem było opowiadanie powiedzonek, w których kryło się tyle samo mądrości, co i głupoty. Jego drugim ulubionym zajęciem była lewitacja różnorakich karteczek, czym zajmował się obecnie. Delikatnie, bezszelestnie, złożył naciskiem many kawałek papieru w strzałę, która wylądowała między włosami Primuli.
- Ehm, tak… - odchrząknął Owizor – Niestety, od czasu waszego powrotu kniahini Samboja nie dopuszcza nikogo do swojego dziecka. Nie jestem nawet w stanie odczytać poziomu jego mocy.
- Tego mogliśmy się spodziewać… - mruknął dowódca, podczas gdy Prim zgniotła kawałek papieru na swojej głowie i rzuciła go w Leclerca. Chybiła jednak i trafiła w niczego nie spodziewającą się szamankę kruka, Tuuli. Teralka wytrzeszczyła oczy i zaczęła się wpatrywać w kulkę papieru leżącą na jej oliwkowym płaszczu – Samboja nie jest aż tak głupia, na pewno się domyśliła, że Owizor i Kalmar są od nas… Ktoś nieznany będzie się musiał zbliżyć do Ziemowita… Na przykład Dottir.
- To nie rozwiązuje dokładnie problemu… - pogładził swój wąsik łowca skarbów Tell, po czym wyciągnął swój flet – Mamy teraz ograniczony dostęp do przyszłego Imperatora... Przepraszam, ogrodnika… Poza tym musimy też zmierzyć jego poziom magii, mahii, czy co tam w nim siedzi.
- Aaa, z tym nie ma problemu! – z szybkością kuli ognia odpowiedziała podekscytowana Tuuli – Możemy do tego zrobić rytuał z Prim, jak poprzednio!
- Nie no… panowie… powaga! – odrzekł Regins, Ofirski zbrojny i nowo powstały dyplomata – Nic to nie zmienia, jeśli Samboja nam nadal nie ufa.
- Nie jestem pane-
- Nieważne – przerwał szamance Kalmar – Ten, no, ogrodnik jest bezpieczny póki jest w Karantanii. A jak trza, będziemy się bić z jego chędożoną matką.
- Masz rację, Kalmar – kiwnął głową lider grupy – Jeśli będziemy musieli to zrobić, rozdzielimy się… Tutaj będzie musiała zostać jakaś grupa szybkiego reagowania. Słyszałem od Danusa, że wysyłają nas na misję ofensywną do Wergundii.
- W porządku, moi drodzy! – starzec pogładził brodę – Mamy dwóch magów, ja w takim razie w tym wypadku zajmę się małym Ziemowitem.
Batiarus i Tell popatrzyli po sobie.
- Właściwie… - zaczął dowódca ariergardy – Myśleliśmy, że bardziej nadawałbyś się do misji w Akwirgranie.
- Dlaczego? Jako ojciec… - przez chwilę mercyjczykowi załamał się głos – Jako ojciec lepiej chyba dogadałbym się z kniahinią.
- Nie, Leclerc, nic nie rozumiesz – wywróciła oczami Primula – Przecież to logiczne, że do dyplomatycznej misji wysyła się młodego, niedoświadczonego maga, a do misji polowej starszego człowieka, który ledwo potrafi się poruszać. Jakże mogłoby być inaczej?
- Do czego by to doprowadziło? – mruknął Owizor.
- No cóż… Stary, ale jary, jak mówi przysłowie. Yohohoho! – zaśmiał się wiekowy czarodziej. Pozostali postanowili zareagować chwilą milczenia.
- Dobrze… Kolejny punkt do omówienia to sprawa styryjska – odezwał się wreszcie dowódca.
- Właśnie, hm, moje dzieci, tego nie do końca rozumiem! – Leclerc poprawił okulary, marszcząc swe białe, krzaczaste brwi – Może coś mi umknęło, ale jakim cudem organizacja antyteistyczna znalazła się w sojuszu z państwem praktycznie rządzonym przez boginię? Czy to nie jest zjawisko, którego powinniśmy unikać jak ognia, jak mówi przysłowie? …Yohohoho!
- Leclerc ma rację, to niedorzeczne – Tell przerwał grę na flecie by włączyć się do rozmowy – Wydawałoby się, że najlepszą opcją dla nas byłoby sprzymierzenie się z Wergundią, która za wszelką cenę chce się pozbyć Tavar.
Batiarus westchnął, zakładając ręce na skórzanej lamelce.
- Słuchajcie, nic nie możemy teraz z tym fantem zrobić. Izbor wyruszył już z poselstwem do Aenthil, a castorom wydaje się podobać jego pomysł, jeśli można wierzyć słowom wuja Danusa. Poza tym nasz kozioł niekoniecznie przepada za Olafem po jego upokorzeniu w Akwirgranie.
- Możemy mu ufać? – mruknęła Dottir, tryntyjska dziewczyna z oddziału wojowników.
- Kozłu?
- Izborowi.
Owizor przypomniał sobie, że jego znajoma z wydarzeń pod Lisogrodem nie poznała nigdy imperialnego zabójcy z Terali. Uśmiechnął się do niej.
- Nie sądzę, żeby jakikolwiek Teral miał jakieś prywatne interesy w Styrii – zauważył młodszy mag - Może ta chęć współpracy i wydaje się podejrzana, ale pamiętajmy, że i jego zobowiązuje przysięga inicjacyjna. Jeżeli by zdradził, prawdopodobnie byśmy wiedzieli.
- W każdym razie – ciągnął Batiarus – nasz sojusz ze Styrią ma luźny charakter, z tego co mi się wydaje. Pomogliśmy sobie w fortalicji, ale przecież gdyby Tavar była w niebezpieczeństwie, nie będziemy jej bronić, prawda? Większość z nas pochodzi z Ofiru i Tavar była przecież między innymi powodem naszego wstąpienia do Imperium, nie?
- Racja, Batiarku – odchrząknął mercyjski starzec – prędzej kopnąłbym w kalendarz, jak mówi przysłowie, tu i teraz, niżbym miał oddać życie za bezpieczeństwo jakiejś bogini. Czy nie byłaby to kompletna ironia losu?
- Macie rację!
- No jasne!
- Rzeczywiście.
- Też.
- Dobrze gada!
- Mhm!
- Tak…
Nastała chwila ciszy. Owizor obejrzał się wokół zebranych. Miał złe przeczucie, że los bywa złośliwy. A czasem bezsensowny. Nie dziwota, jeśli o losie decydują bogowie.
- Dobrze… Kolejne pytanie do ciebie, Owizor – Batiarus usiadł wygodniej na swoim taborecie – Co z Wędrowcem? Miałeś z nim jakiś kontakt od czasu waszego rytuału? Wiesz, czy lustro jest już tam, gdzie być powinno?
- Nic nie wiadomo – westchnął mag – Być może wysłał je tam, gdzie trzeba, być może zapomniał, a może… chwasty były za silne dla naszych mackowatych przyjaciół.
- Matka Natura nie wyczuła spadku mocy stonek, więc na razie nic nie wskazuje na zmianę – odrzekła Primula.
- Nie wiem, czemu my właściwie ufamy tej Matce Naturze – zmarszczył brwi Regins – Z tego co wiemy, to może być nawet zamaskowana bogini.
- Teraz to już przesadza dobrodziej – odezwał się dotąd nieśmiały kmieć Trawułt, nowy nabytek imperialnego oddziału Astoriego. Jako jedyny z zebranych utrzymał pozycję stojącą, prawdopodobnie z szacunku dla starszych stażem – Matka Natura to je samo dobro, toż to lędy, lasy, ziemia…
- Stonki…
- Ale nie TE stonki, Regins – zaznaczyła Dottir.
- Po prostu mówię, że ten cały kult Matki Natury niebezpiecznie się zbliża do wyznawania bogów i to wcale mi się nie podoba – wzruszył ramionami Ofirczyk – Poza tym, rezerwuję sobie prawo do powiedzenia „a nie mówiłem”, na wypadek gdyby ktoś chciał nas zniszczyć od środka.
Wszystkie oczy nagle zwróciły się na Primulę, która uniosła brew.
- Regins, czy ty mi grozisz, mój drogi? – popatrzyła na Arethyńczyka mściwym wzrokiem hobbitka.
- Nie grożę ci – odpowiedział dyplomata – Nie ja.
- A kto?
- …W sumie to nie wiem.
Owizor zauważył, że Leclerc już przysnął i pozazdrościł mu tego. Czasem sam miał ochotę uciąć sobie drzemkę podczas jednej z narad, ale wiedział dobrze, że Prim od razu zrobiłaby mu reprymendę. Leclerc mógł uniknąć tego losu ze względu na zaawansowany wiek, ale młodszy mag nie miał takiego szczęścia. Nawet nie zdążył dokończyć tej myśli, gdy zauważył, że zaczęła się ognista dyskusja.
- Jeśli kogoś miałabym podejrzewać o sabotaż, byłby to Izbor! – podniosła się Dottir – Nie można mu ufać! Co o tym myślisz, Kalmar?
- E tam… - zaczął od niechcenia jarl, chowając piersiówkę – Stara się chłopaczek…
- Ja tam wciąż nie ufam Eriemu – rzekł łowca skarbów – Wszyscy wiedzą, że jest poczwórnym szpiegiem!
- A widzisz, Tell! – ciągnęła Dottir – A kto pierwszy mówił, że Eri może być szpiegiem? Izbor!
- A może to dobrodziejka je szpiegiem, hę? – zauważył Trawułt – Coś ta żwawo rzuca oskarżenia!
- Moment… A może to ja jestem sabotażystką? – zaczęła panikować Tuuli.
Nagle narada zmieniła się w kompletny chaos. Jeden imperialista zaczął przekrzykiwać drugiego. Batiarus starał się wszystkich uspokoić. Wtem Leclerc się obudził i zaczął myśleć, że jest sprzedawcą pethabańskich kabaczków. Tymczasem Owizor, korzystając z okazji, wyjął z kieszeni kolbę kukurydzy i zaczął ją zajadać.
- DOSYĆ! – warknęła Primula, wstając gwałtownie – Jak dzieci, po prostu jak dzieci! Nie wytrzymam tu w waszym towarzystwie! Zabieram swoje zabawki i wracam do komnaty!
Hobbitka prychnęła, zamknęła drzwi i wkrótce dało się słyszeć tylko jej gniewne tupanie po skrzypiących dodatkowo schodach. Owizor dałby głowę, że nigdy nie słyszał głośniej poruszającego się niziołka. Miał nadzieję, że Kietlicze mocno śpią. Zaraz po wyjściu druidki siedzenia, które wyczarowała wrosły się z powrotem w palisadę.
- Cóż, er-hem, to była lekka hipokryzja… - odchrząknął Leclerc, zdejmując swoją pelerynę i składając ją w kostkę, aby utworzyć sobie wygodną poduszkę – Co w nią wstąpiło?
- To na pewno nic poważnego – Tell również usiadł na podłodze - Dajcie jej trochę czasu, mówię wam. Znam ją lepiej niż ktokolwiek z was…
- Em, Tell, ale ja byłam jej przyjaciółką jeszcze zanim została druidką-
- Tuuli, proszę cię, nie przerywaj mi! – zmarszczył brwi łowca skarbów - O czym ja to mówiłem? Ach tak, znam ją lepiej niż ktokolwiek z was…
- Wracając do meritum – przerwał mu Batiarus – chyba wszystko już omówiliśmy, co powinniśmy byli… Skoro Prim już poszła, moglibyśmy powoli kończyć.
- Nie osiągnęliśmy za wiele, co? – zauważyła szamanka – Co właściwie ustaliliśmy?
- Nic konkretnego – odparł z uśmiechem Kalmar – Gadamy sobie i gadamy, ale tak naprawdę to trzeba, kurdę, iść na żywioł!
- Nie do końca się z tym zgadzam, Kalmarku – wtrącił Leclerc – Narady są ważne, ale rzeczywiście, to zebranie miało niewielkie znaczenie.
- Fakt – kiwnął głową Owizor – Nasza rozmowa była tak mało ważna, że byłoby niedorzeczne, gdyby ktoś chciał opisać to w jakimś opowiadaniu, czy czymś takim.
- …O czym ty mówisz? – uniósł brew dowódca.
- A nic, nic, tak mi coś przyszło do głowy – wzruszył ramionami mag.
Nastała kolejna chwila milczenia, przerywana jedynie odchrząknięciami Leclerca. Batiarus westchnął i wstał, opierając się plecami o palisadę.
- W porządku – oznajmił po chwili – Możecie się rozejść. Do zobaczenia rano.
Wszyscy zaczęli podnosić się z ziemi. To była szansa Owizora. Musiał teraz zapytać się o możliwą rzadszą frekwencję, jutro na pewno nie byłoby okazji. Zebrał całą swoją pewność siebie, podszedł do dowódcy i pociągnął go za rękaw.
- Bati, jedno pytanie. Mógłbym przychodzić tylko co tydzień na narady?
- Nie.
- …Kurwa.

Koniec i bomba, a kto czytał, ten Hodor.
M. N.
 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.