Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Pierwsze polowanie - Artur Teodorski
 
Pierwsze Polowanie



Światło Ekratha i Trzech Białych Sióstr przebijało się przez z trudem przez gęste korony egzotycznych drzew. Dżungla nocą była bardzo cicha, tylko nieliczne dźwięki nocnych ptaków i przebiegających w poszyciu małych stworzeń mąciły spokój nocy. Przerażająca, pochłaniająca rozum i siłę cisza. Pośród niej czworo młodych współplemieńców przedzierało się przez gąszcz, torując sobie drogę mieczami i nożami.
Gozdrik, uzbrojony w tarczę z płytek z zielononiebieskiego kamienia oraz miecz – tasak z wulkanicznego szkła szedł na czele. Swym ostrzem torował drogę dal; reszty młodych orków. Wierny przyjaciel Gozdrika, Tonki i orczyca – Naghaki, szli za nim, uzbrojeni w łuki z rogów potężnych, leśnych bestii. Formację zamykała uzbrojona we włócznię Khiga. Mieli dość łatwe zadanie. Kazano im przedrzeć się do pewnego miejsca w dżungli, drogę oznaczono symbolami wymalowanymi białą farbą na pniach drzew. Droga wydawała się dziecinnie łatwa.
- Tonki, nie masz wrażenia, że mijamy to drzewo już któryś raz? – zagadnął nagle Gozdrik.
- Hymm?
- To drzewo – Gozdrik wskazał pomalowany pień. – Mam dziwne wrażenie, że widzę je po raz kolejny...
- Gadasz od rzeczy, my się nie gubimy w lesie – dołączyła się Naghaki.
- Może i tak, a może i nie – mówiąc to Gozdrik wyciął w pniu znak X. – Zobaczymy.
Ruszyli dalej. Gozdrik systematycznie nacinał kolejne pnie drzew, aż wreszcie napotkali drzewo noszące już znak X. Czwórka młodych orków stała dłuższą chwilę wpatrując się w drzewo.
- Pffy... Wiedziałem – rzucił Gozdrik zirytowanym tonem. – Kręcimy się w kółko już od dłuższego czasu.
- Świetnie – Khiga była mocno zdenerwowana. – Masz jakiś pomysł jak znaleźć teraz drogę?
- Myślę, że należy nam...
Nie zdołał dokończyć. Z pobliskich krzaków wypadł ogromny kot. Jeden z potężnych drapieżców władających dżunglą. Wspaniały, dorosły samiec. Z potwornym impetem spadł na Gozdrika, który tylko dzięki instynktowi zdołał zasłonić się tarczą. Mimo że jedna łapa i łeb bestii nic mu nie zrobiły, jednak druga łapa boleśnie uderzyła Gozdrika w plecy. Poczuł jak pazury kota zagłębiają się w jego ciało. Z zarośli wyskoczyły dwa kolejne koty. Młody samiec i jedna samica. Rzuciły się na Khigę. Dziewczyna zdołała odepchnąć samicę celnym uderzeniem drzewca włóczni. Samiec jednak wyskoczył na nią, celując w gardło. Nagle jego głowa wybuchła kłębem krwi. To Tonki trafił zwierzę prosto w potylicę. Strzała przeszła przez środek czaszki zabijając kota na miejscu.
Gozdrik siłował się ze swoim przeciwnikiem. Wiedział, że musi jak najszybciej zrzucić z siebie kota. Zaprał się mocno o ziemię i wykorzystując tarczę jako dźwignię odepchnął kota, wyrywając jego pazury ze swoich pleców. Przez kilka chwil ból był wprost niedopisania, ale wkrótce przypływ bitewnego szału załagodził to uczucie, pozwalając Gozdrikowi skupić się na walce. Kot powarkiwał gniewnie przykucając do kolejnego skoku. Ork przyjął postawę i natarł na zwierzę całą powierzchnią tarczy. Kot nie zdążył się usunąć. Siła uderzenia rozkrwawiła mu pysk i oszołomiła. Gozdrik ciął zamaszyście od dołu, chcąc trafić w szyję kota. Zwierzę zaryczało z bólu gdy strumienie jego krwi zrosiły poszycie. Szybko jednak znów zaatakował.
Samica walcząca z Khigą stała się jeszcze bardziej zawzięta po śmierci samca. Dziewczyna uniknęła dwóch potężnych ciosów łap. Po atakach zwierzęcia orczyca pchnęła błyskawicznie przebijając zwierzęciu od przodu klatkę piersiową. Wyszarpnęła włócznie. Uderzyła znów, od prawej, z całej siły. Grot miękko zanurzył się w ciele, zwierzę zaryczało. Khiga przekręciła włócznię w prawo i w lewo. Samica znieruchomiała. W tym samym czasie Naghaki zauważyła kolejną samicę skradającą się pośród buszu. Nie czekając na atak napięła łuk i wypuściła strzałę w kierunku świecących oczy kota. Tonki także zauważył kocicę i również do niej wystrzelił. Po chwili kot wypadł z krzaków. W ciele zwierzęcia tkwiły dwie strzały. Naghaki wystrzeliła ponownie trafiając w łeb i zabijając zwierzę.
Potężny samiec znów rzucił się na Gozdroka. Lecz tym razem Ork się tego spodziewał. Gdy kot skakał Gozdrik przykucnął lekko i ciął szeroko przez brzuch zwierzęcia, uwalniając jego wnętrzności. Zwierzę runęło na ziemię miotając się w konwulsjach. Ork przyklęknął przy piersi kota. Zwierzę było godnym go przeciwnikiem, zasługiwało na dobrą śmierć. Wyjął długi nóż. Kot poruszył się niespokojnie, jakby wiedział czym jest trzymane przez orka narzędzie i jaki jest jego cel. Jedno szybkie pchnięcie przebiło serce kota, a on sam znieruchomiał. Gozdrik wyprostował się i rozejrzał. Z krzaków nieopodal dobiegało niskie, groźne warczenie. Orkowei ostrożnie zbliżyli się do niego i rozchylili splątane gałęzie. Ukazała im się trzecia samica stająca na środku kamienistej polanki. Naghaki i Tonli bez zastanowienia wystrzelili, Khagi rzuciła włócznią. Wszystkie pociski dosięgły celu. Samica szybko umarła.
- Całkiem dobrze nam poszło jak na pierwszy raz, nie? – głos Tonkiego przepełniała duma, Gozdrik go jednak nie słuchał i szedł w stronę ciała trzeciej samicy. – Pięć kotów przeciw czwórce. Bardzo dobrze!
- Zgadzam się, choć niestety najlepsze futro przypada w udziale Gozdrikow – Khagi udawała zazdrość, też cieszyła się ze starcia. – Prawda, Gozdrik? Gozdrik?
- Co ty tam robisz przyjacielu, szukasz kolejnych drapieżców, nie dość masz już chwały, co? –Żartował Tonki.
- Zamknijcie się wszyscy – warknął rozjuszony Ork. – żadne z was nie poświęciło nawet kilku chwil by zastanowić się dlaczego ta ostatnia kotka nie walczyła – mówiąc to sięgnął do miejsca ukrytego za załomem kamienia i wyciągnął stamtąd kwilące, szamoczące się kocię. – I co? Nagle zamilkliście. Co macie takie głupie mordy? Tu jest z ... cztery kocięta. Dzięki naszej lekkomyślności niema ich kto wychować.
- Duchy będą bardzo zawiedzione... – Khagi naprawdę się bała, oni wszyscy się bali, zabicie matki wychowujące młode było poważną zbrodnią.
- Lepiej się nad tym nie zastanawiać i ruszać dalej.
Zdjęli skóry zwierząt tak szybko jak tylko mogli i ruszyli dalej. Zmęczenie, które pojawiło się po walce nie pomagało im w przedzieraniu się przez dżunglę. W dodatku rany Gozdrika zaczęły go znów boleć. Znów kilka razy gubili i znajdowali drogę, aż w reszcie ich oczom ukazał się cel ich podróży. W pewnym momencie gęsty las nagle się urwał. Szli teraz po płytach z szarego żółtoszarego kamienia. Pod nie wciskały się korzenie drzew, przekrzywiające je i podważające, w wielu miejscach płyty popękały na mniejsze lub większe fragmenty, a pomiędzy nimi rosła zielona trawa. Ale to nie płyty ich zafascynowały, tylko budowle wzniesione na nich. Rozciągało się przed nimi potężne miasto, a raczej jego ruiny. Stały tu liczne wieże – piramidy, wyglądające jak szereg tarasów zbudowanych na centralnym trzonie, które w niewielkim stopniu zwężały się do płaskiego zakończenia, które było jednak wciąż dość szerokie względem podstawy. Gdzie niegdzie stały znacznie większe, piramidy o gładkich, lub schodkowych ścianach. Wzdłuż szerokich ulic zbudowano domy o prostej bryle, lecz za to o bardzo bogatych kamiennych płaskorzeźbach i reliefach. Domy miały nawet po siedem pięter. Były ściśnięte jedne obok drugiego tak, że miały wspólne ściany. W różnych miejscach ulice przecinały głębokie rowy, zapewne kanały komunikacyjne, którymi niegdyś płynęła woda. Nad kanałami wzniesiono kamienne mosty i kładki, nie zakłócające żeglugi. Ale najciekawszy elementem dla młodych orków były licznie występujące pomniki na kolumnach i na cokołach. Pomniki przedstawiające wielkich i dawno zapomnianych bohaterów. Wojowników tryumfujących nad straszliwymi bestiami, magów spisujących wiedzę tajemną, czy dobrych władców przemawiających do swego ludu. Niezależnie od tego jaką scenę przedstawiał pomnik, ten kogo wyobrażał był zawsze orkiem lub orczycą. Wszyscy, bez wyjątku.
Pomniki były niezwykle imponujące, ale ich stan dobitnie świadczył o całym mieście. Wszystko tutaj było ruiną. Kanały wyschły i nie pozostał nawet najmniejszy strumyk na ich dnie. Misternie rzeźbione elewacje domów poodpadały, czasem całe domy były zawalone, a z ich zgliszczy wyrastały drzewa. Potężne niegdyś piramidy były oplecione grubym kokonem pnączy, jakby wielki pająk osnuł je pajęczyną. Całe ściany wież pozawalały się, gdyż nikt od wieków ich nie konserwował. Pomniki pospadały z kolum i cokołów i potrzaskały się o ziemię. Zostały oplecione przez roślinność. Ze wszystkich stron do ruin miasta wdzierała się roślinność. Chciwa, nieustępliwa dżungla chciała na powrót zagarnąć tereny, które niegdyś do niej należały. Młodym okrokom zrobiło się niewytłumaczalnie smutno i ciężko na sercach gdy pomyśleli, że za kilkanaście lat tego miejsca nie będzie dawało się już odróżnić od lasy, a wszystko tutaj przemieni się w gróz i pył.
- Gdzie mu jesteśmy? – zdołał wreszcie wydusić Tonki.
- Słuszne pytanie, dziecko, pozwólcie ze mną, a być może się dowiecie – głos należał do szaman, który stał na stopniach najbliższej piramidy, po tych słowach odwrócił się do nich plecami i ruszył w górę schodów.
Orkowie bez słowa poszli w jego ślady. Szaman zaprowadził ich do obszernej, prostokątnej komnaty na samym szczycie piramidy. Pochodnie już się paliły. W ich świetle Gozdrik dostrzegł serię przepięknych i niezwykle skomplikowanych płaskorzeźb, które pokrywały ściany na całej długości pomieszczenia. Na środku pomieszczenia znajdowało się wgłębienie, w którym szaman rozpalił ognisko. Śaldy sadzy dookoła i lekko popękany kamień świadczyły, że ogniska palono w tym miejscu już od dawna, bardzo dawna. Szaman kazał młodym orkom zając miejsca przy ognisku, tyłem do wejścia, sam zaś stanął przed nimi. Wzniósł ramiona do góry i stał w tej pozycji przez jakiś czas. Światło płomieni tańczyło na brunatnej skórze umięśnionych ciał orków, oraz w ciężkim dymie z kadzidła, który płożył się po ziemi i który Gozdrik zauważył dopiero teraz. Całość nadawał scenie dziwny, mistyczny wygląd.
- Dziś jest wasza najważniejsza noc życia – zaczął szaman. – Ale to już wiecie. Dzisiaj jest noc naszej tradycji, noc naszej historii. Noc rytuału przejścia, jak nazywają to inne rasy. Dziś staniecie się dorosłymi. Duchy i Przodkowie będą dziś na was patrzeć i ocenią kto z was jest godzien miana orka. Przyjmijcie ich ochronę i błogosławieństwo.
Szaman sięgnął do wcześniej przygotowanej miski z białą farbą. Zanurzył w niej palce i po kolei, śpiewając niezrozumiała pieś, zaczął nakładać farbę na ciała orków, Malując ich w specjalne wzory.
- Poznacie dziś historię naszego ludu i przekonacie się co to znaczy być Orkiem Czerwonym, Orkiem Prawdziwym! – cisnął w płomienie pył, który zabarwił je na jasno żółto. – Słuchajcie mnie, bo oto skąd się wzięła nasza rasa! Niegdyś my i elfy mieliśmy tego samego przodka. Nie byliśmy jednak ani elfami, ani orkami, byliśmy czymś pierwotniejszym, gorszym. Ci, którzy mieli się stać elfami udali się na północ, na wyspę Caethilien, by żyć bliżej magii, która tak ich fascynowała. Natomiast ci, którzy dali początek nam podążyli za przewodnictwem Duchów i zamieszkali w dżunglach południa.
Mówiąc to szaman pokazywał relief na którym dziwne, zgarbione postacie ruszyły w podróż, jedne na północ, te stały się wysokimi, szczupłymi istotami, inne zaś na południe, ich ciała niebyły tak wysokie jak poprzednich istot, ale znacznie bardziej muskularne.
- Wtedy rozdzieliliśmy się na zawsze. To był początek drogi Orków! – szaman znów cisnął coś do ognia, który tym razem przyjął zieloną barwę. – Naszym pierwszym i istniejącym do dziś wrogiem jest sama dżungla. Jej mordercze zarazy i groźne bestie – szaman przejechał po płaskorzeźbie wyobrażającej muskularne istoty walczące z dzikimi zwierzętami, ścinające drzewa, zbierające owoce i zwijające się w konwulsjach na ziemi. – Jednak orkowie pokonali dżunglę i nauczyli się żyć z nią w zgodzie. To dało nam siłę – relief przedstawiał dzikie bestie leżące na plecach z włóczniami sterczącymi z ich brzuchów, orkiwe jedli ich mięso i nosili ich skóry, ale jednocześnie, nieco niżej widać było orka, który opatrywał ranę jednej z bestii. – Orkwie bowiem czerpią siłę z tych, których zabiją, jeżeli ci byli na równi. Nie masz pożytku w zabijaniu słabszych, ale pokonanie równego przeciwnika daje nam wiedzę i siłę.
Szaman zamilkł na dłuższą chwilę. Przysiadł naprzeciw młodych i patrzył się na nich nie mrugając. Jego wzrok był ciężki i oskarżający. Tak jakby stary Ork czekał, aż młodzi powiedzą mu coś o czym on doskonale wie, ale co musi zostać powiedziane. Jego spojrzenie z czasem stawało się coraz bardziej gniewne i coraz bardziej świdrujące. Wreszcie Gozdrik nie wytrzymał.
- Czcigodny, w lesie spotkaliśmy stado dzikich kotów, dwa samce i dwie trzy samice. Samce i dwie samice rzuciły się na nas i zabiliśmy je. Ostatnia samica nas nie atakowała, ale zabiliśmy ją, myśląc, że zaraz to zrobi, ale okazało się, że ona chciała nas tylko odstraszyć od kociąt.
- A może reszta stada też chciała wasz odstraszyć od potomstwa? To co zrobiliście rozgniewa Duchy, ale wybaczą wam, gdyż jesteście młodzi. Cieszę się też, że sami się do tego przyznaliście – dodał po chwili patrząc się na całą czwórkę.
Wstał i otrzepał szatę. Przez chwilę zastanawiał się nad czym ze zwieszoną głową, by znów zacząć mówić.
- Dziś wy także, jak nasi pierwsi Przodkowie, starliście się z dżunglą i pokonaliście ją, pokonując tym samym pierwszy krok na drodze naszego ludu.
Szamna znów zmienił barwę płomieni, tym razem na zielononiebieską, taką samą, jak kamień na tarczy Gozdrika. Wskazał orkom duży fragment płaskorzeźby, na którym orkowie wyłupywali kamienne płyty ze skał, nosili je i układali, wznosząc wspaniałe miasta i monumenty, wśród których następnie zamieszkali. Płaskorzeźba przedstawiała dalej kilkanaście miniatur różnych miast w różnej odległości, nad każdym umieszczono symbol, a pomiędzy miastami podróżowali orkowie.
- Oto jak żyliśmy. Pierwszą cywilizacją byli nasi bracia, elfowie, ale my byliśmy zaraz po nich. Wznieśliśmy wiele wspaniałych miast, a nasza cywilizacja prosperowała. Aż do pewnego momentu – szaman znów przerwał swoją opowieść. – Ochoćcie ze mną – powiedział wychodząc z pomieszczenia.
Skierowali się w głąb miasta, mijając wiele świadectw dawnej chwały. Wiele zniszczonych budowli i pomników. Dotarli do sporej wielkości placu, na środku którego stał wielki, kamienny łuk. Był pokryty tablicami, na których wyryto wiele znaków, z których większość się zatarła, a reszta popękała.
- Nasz lud zawsze żył blisko Duchów, najbliżej nawet – mówiąc szaman nie odrywał wzroku od łuku. – Dlatego wznieśli budowle takie jak ta. To jest przejście do Świata Dusz. Przez wiele lat nasi przodkowie żyli w komunii z Duchami i zmarłymi. Znaki ochronne i same Duchy broniły wrót. Ale nie mogliśmy ich obronić przed nami samymi – po tych słowach szaman nagle rozpłynął się w powietrzu.
Gozdrik szukał wzrokiem szamana, ale nigdzie nie mógł go wypatrzyć. Zauważył za to jakiegoś innego orka, który stał przy kamiennym łuku. Młodzi orkowie ruszyli w jego kierunku. Mężczyzna pod łukiem był dziwnie ubrany, nie przypominał nikogo z ich plemienia. W rękach trzymał dłuto i młotek i wyraźnie przymierzał się do jednej z dolnych tablic. Gdy orkiwe do niego podchodzili dostrzegli, że mężczyzna próbował nawet uderzyć w jeden z symboli, ale jego ręka zatrzymywała się tuż przed znakiem, nie pozwalając mu dosięgnąć płyty.
- A żeby to wszystkie...
- Co ty robisz? – z miejsca zapytała Naghaki.
- Hę...? – mężczyzna był wyraźnie zdziwiony i jakby zaniepokojony. – Nie mam czasu! Jeżeli nie zetrę tego symbolu to my wszyscy trafimy do Przodków!
- O czym ty mówisz? – powiedział Tonik.
- Czy nie widzisz? – zirytował się mężczyzna. – Ktoś naniósł dodatkowy symbol na znaki ochronne wrót. Wypacza on ich działanie i zaraz mogą się tu pojawić tysiące Czarnych Duchów! Niestety, ktokolwiek narysował ten znak otoczył go jakąś ochroną, która blokuje magów jak ja...
- Potrzebujesz pomocy? – zaoferowała się Khagi.
- Z miłą chęcią, nie bardzo jest tu komu mi pomóc – Ork przekazał jej dłuto i młotek. – wystarczy, że uderzysz w ten glyph i powinnaś go od razu zerwać. Ot tak! – Khagi uderzyła mocno w symbol, magiczna ochrona się nie pojawiła i dłuto odłupało spory kawał kamienia. – Tak! TAK! Wy durniem, hahahahahahahaha! I wy macie się stać dorosłymi orkami!? Bzdura, nonsens!
Gdy mężczyzna się śmiał powietrze wewnątrz kamiennego łuku sczerniało. Młodzi zaczęli słyszeć dziwaczne głosy. Nagle z kamiennego łuku wyłoniła się dziwaczna, groteskowa ;ostać. Stwór miał dwie krótkie nogi i troje rąk różne długości, zdawał się nie mieć głowy. Za nim przez portal przeszły kolejne groteskowe stwory niedopisania. Powietrze zaczęło się wypełniać cielskami latających istot. Z ulic dookoła zaczęły dobiegać ich przerażające krzyki konających w męczarniach orków. Kamienne płyty w różnych miejscach zaczynały być czerwone od krwi.
Młodzi orkowie patrzyli na tę scenę sparaliżowani strachem. Byli w szoku. Pierwszym, który się otrząsnął był Gozdrik. Ujął pewniej miecz i ciął szeroko, płasko, obracając się na lewej stopie. Mężczyzna płynnie wyminął jego cios, śmiejąc się opętańczo. Zaraz za Gozdrikiem zaatakowała Khagi, jej włócznia otarła się o cel, upuszczając mu nieco krwi. Mężczyzna zasyczał wściekle i uderzył gołą ręką Khagi od dołu. Siła i prędkość ciosu były nadludzkie. Dziewczyna pofrunęła dobre trzy metry do tyłu, a z jej twarzy trysnęła krew. Tonki i Naghaki zaczęli szyć z łuków, ale stwór z gracją wymijał ich pociski. Khagi zdołała podnieść się z ziemi. Odnalazła swoją włócznie i rzuciła się na wroga. Udało jej się nawet dwa razy musnąć cel, jednak nie miało to praktycznie żadnego znaczenia dla całokształtu starcia. Mimo że orkowie nie byli w stanie go trafić zmuszali mężczyznę do ciągłęgo cofania się. Gozdrik postanowił to wykorzystać. W chwili kiedy stwór odrzucił Khagi, a pozostała dwójka zaczęła strzelać, Gozdrik wykorzystał zamieszanie by zajść wroga od tyłu. Stał teraz idealnie na linii, po której wycofywał się mężczyzna. Wystarczyło jedno celne, silne pchnięcie i miecz wyszedł przez brzuch mężczyzny. Konający odwrócił głowę w stronę Gozdrika na ile tylko mógł.
- Ty będzie świetnym orkiem, nie tak jak oni – po tych słowach skonał.
Po jego śmierci wszystko wróciło do normy. Groteskowe postacie zniknęły, krzyki ucichły, a miasto i kamienny łuk znów były tylko smutną ruiną. Ciało mężczyzny również zniknęło. Orkwie znów stali oszołomieni, przez dłuższą chwilę nie wiedzieli czy wrócili do prawdziwego świata, czy może tamta rzeczywistość była prawdziwa, a miejsce, w którym się teraz znaleźli było tylko iluzją. Ich wątpliwości rozwiały się wraz z przybyciem szamana.
- Jak wam się podobał upadek nasze kultury?
- Co się właśnie stało!? – Tonki był mocno roztrzęsiony, Gozdrik znał dobrze swojego przyjaciela, wiedział, że w tej chwili niewiele było trzeba by zacząć walkę.
- To był jeden z Czarnych Wiedzących. Starożytnej sekty, która wierzyła, że powinniśmy zacząć wyznawać mroczne duchy, Czarne Duchy, że to w nich leży nasza przyszłość. Ich kultyści używając różnych sposobów zniszczyli zabezpieczenia wrót i wpuścili Czarne Duchy prosto do naszych najludniejszych miast. Rezultatem było niema trzydzieści cykli nieustannej wojny i zabijania. Ta wojna zniszczyła nasz lud. Sprawiła, że staliśmy się nomadami, którymi jesteśmy di dziś. Lecz to jeszcze nie jest ostatni rozdział naszej historii – mówiąc to szaman ruszył przez ulice, reszta orków poszła bez zastanowienia za nim. – Walczyliśmy z Duchami, ale wielu z nas nie potrafiło się im długo przeciwstawiać. Poddawali się złudnym obietnicom i pustym słowom Czarnych Duchów, przysięgając im posłuszeństwo w zamian za moc i przetrwanie. Tak narodzili się nasi najgorsi wrogowie, nasi wynaturzeni bracia...
Powietrze rozdarł potworny ryk. Ryk jakiego nie wyda żadna dzika bestia, a tylko gardło rozumnej istoty. Ryk pełen bezmyślnej nienawiści i żądzy krwi. Spomiędzy drzew wyłoniły się trzy sylwetki. Kolejne cztery zamajaczyły na ulicy po ich lewej i dwie za nimi. Były to wielkie, groteskowe stworzenia, o skórze zielonej jak liście roślin. Z ogłuszającym rykiem Stwory zaczęły pędzić przez ulice. Gozdrik przyjął pozycję. Khagi oparła się o jego plecy i uczyniła podobnie. Naghaki wskazał Tonkiemu pobliską piramidę i oboje ustawili się na jej schodach, szyjąc to potworów tak szybko jak mogli. Dwaj orkowie atakujący od tyłu zginęli zanim przebiegli połowę dystansu. Naghaki strzelała lepiej gdy zagrożenie było większe. Tonki za to spisywał się gorzej. Zdołał zabić tylko jednego orka biegnącego z lasu i okaleczając drugiego zużyć na to niemal wszystkie strzały. Bardzo częstą nie trafiał.
Starli się. Cztery brunatne sylwetki z sześcioma zielonymi. Pierwszy cios Gozdrik zablokował tarczą. Ciął z góry drugiego orka, ale ten sparował cios. Ciął raz jeszcze wspinając się na wyżyny swojej szybkości. Trafuł. Z ukośnego cięcia na piersi wroga trysnęła jasno zielona krew. Gozdrik dokończył roboty rantem tarczy, łamiąc wrogowi kręgosłup. Zbliżył się do niego okulawiony ork. Strzała malowniczo sterczała mu z uda. Niewiele myśląc kopnął w nią, a gdy przeciwnik zwijał się z bólu poderżnął mu gardło.
Pierwszy zginął Tonki, kiedy w panice chciał zmienić swoją pozycję. Wpadł prosto na orka, który zachodził Gozdrika od boku. Ork jednym ciosem topora zdjął chłopakowi głowę z ramion. Strzała przeszła przez lewy oczodół orka. Naghaki była naprawdę świetna pod presją. Kolejna była Khagi. Dziewczyna wbiła grot włóczni nadbiegającemu orkowi pod gardło. Następnie, obracając się na prawej stopie, uderzyła drzewcem drugiego orka wytrącając go z równowagi. Znalazła się teraz naprzeciw trzeciego napastnika. Skorzystała z okazji. Pierwszy cios chybił celu. Drugi został zablokowany. Dopiero trzeci trafił celu i włócznia przebiła orkowi pierś. Niestety, dziewczyna zapomniała o orku za nią. Ochydny dźwięk rozległ się, gdy tor orka przeszedł przez wnętrzności Khagi i zatrzymał się na kręgosłupie, od którego zresztą mógł odłupać spory kawałek kości, może nawet złamać. Gozdrik chciał przyjść Khagi z pomocą, ale dostał bokiem topora prosto w twarz gdy Ork Zielony się obracał. Otuliła go ciemność.
Gozdrik obudził się na czymś twardym, niewygodnym i mokrym. Ciekło mu coś lepkiego i ciepłego po twarzy. Potrzebował chwili by rozpoznać w tym płynie własną krew. Z trudem otworzył oczy, odgarniając juchę. Miał złamany nos i rozwalony łuk brwiowy, wydawało mu się, że czoło też ma rozcięte, ale nie był pewien. Nad sobą zobaczył zalaną krwią Naghaki. W jednej ręce trzymał łuk, a w drugiej krótki miecz, z którego ściekała zielona posoka. W jej oczach wciąż huczała bitwa, ale rodził się już w nich smutek i tęsknota za poległymi, oraz troska o Gozdrika. Ork zauważył też, że nieco dalej stoi szaman pogrążony, w zadumie.
- Naghaki, Gozdriku, Duchy i Przodkowie są zadowoleni z waszych uczynków. Od dziś nie jesteście już dziećmi, a stajecie się pełnoprawnymi członkami naszego plemienia. Zasłużyliście na miano Orka.





Artur Teodorski
 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.