Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

U pana Sialloni -
 
U pana Sialloni



W poprzednim rozdziale Berthrand i jego drużyna zostają zaatakowani przez zabójcę nasłanego przez Davica, oraz najętych również przez niego bandytów. Z pojedynku Berthranda z bratem młodzieniec ledwo uchodzi z życiem. Walkę kończy przybycie strażników miejskich oraz elitarnej kapłanki Rega, która wymierza sprawiedliwość zabójcy oraz obiecuje pomóc Berthrandowi jeżeli ten mówi prawdę o sobie i Davicu. Bohaterowie trafiają do więzienia.

Berthrand, Peric oraz Grumn, trzej przestępcy z Birki których Marled rozpoznał jako poszukiwanych i bardzo niebezpiecznych, zostali wprowadzeni na plac przed więzieniem. Tam czekały na nich trzy szubienice. Przed nimi zebrał się niewielki tłum gapiów. Niedaleko stali także pozostali: Amand, Ulfgar, Brad oraz Irina, którzy również zostali tam przyprowadzeni, aby zobaczyli co stanie się, jeżeli prawo nie będzie należycie szanowane.
Dwoje ludzi oraz krasnolud zostali już wprowadzeni na podwyższenie. Kat bez pośpiechu zakładał im pętle na szyje.
- A więc tak ma wyglądać nasz koniec? – zmartwił się Grumn – Gdzie jest ta cała „Święta”, która miała nas uratować?
- Tylko jeżeli Berthrand mówiłby prawdę – odparł z wyrzutem Peric – Jak widać było inaczej. A pomyśleć, że ja ci zaufałem… Dobrze wiedzieć przed śmiercią komu pomagałem.
- To ty jesteś złodziejem! – odparł zdenerwowany Berthrand – Nie ja!
- Wolę nie wiedzieć kim ty jesteś – odparł Peric – Ale widać, że Reg uznał, że zasłużyłeś na śmierć.
- Może tej kapłance potrzeba więcej czasu...
- Czasu?! Skąd tu wziąć czas?
- Kacie czyń swoją powinność – rzekł Marled, kiedy kat podszedł do dźwigni mającej opuścić zapadnię.
- Czekajcie, dajcie nam chwilę! – wołał Berthrand – Jesteśmy niewinni…
Kat nie przejmował się jego wołaniami. Pociągnął za dźwignię. Pod Grumnem otwarła się zapadnia. Krasnolud zawisł w powietrzu. Napiął mięśnie swej grubej i mięsistej szyi, choć wiedział, że mu to tak naprawdę wcale nie pomoże.
Następnie kat uruchomił zapadnię pod Periciem. Ten, zrezygnowany nie opierał się. Kat już miał podejść do Berthranda, gdy ten nagle zawołał:
- Patrzcie! – wskazał palcem na nadbiegającą kobietę – To ona!
Kapłanka w pośpiechu przedzierała się przez tłum gapiów. Strażnicy patrzyli zdezorientowani to na nią, to na swego przełożonego.
- Łapać ją głupcy! – krzyknął Marled. Strażnicy rzucili się w pogoń, kobieta była jednak szybsza. Wskoczyła na podwyższenie, dobyła miecza i przecięła sznur na którym zwisał Grumn. Krasnolud z trudem łapiąc oddech spadł na ziemię. Tak samo zrobiła z Periciem a następnie stanęła między katem a Berthrandem.
- Stójcie! – krzyknęła do nadbiegających strażników podnosząc w górę wolną rękę. Ci, wystraszeni zatrzymali się.
- Kogo wy słuchacie?! – krzyknął Marled – Brać ją! I powiesić obok nich!
- Czy wiecie kim jest bóg któremu służę? – zawołała do strażników.
- Zostajesz oskarżona o pomoc w ucieczce więźniom i udział w…
- Jest nim Reg, najwyższy sędzia – ciągnęła dalej kapłanka – Bóg sprawiedliwości, obrońca uczciwych, kat dla tych którzy nie przestrzegają prawa. Czy chcecie aby był katem również wam? Nigdy bym się tego nie spodziewała po stróżach prawa i porządku.
- Kobieto o czym ty mówisz? – zapytał zdziwiony Marled – Nie słuchajcie jej, ona jest z nimi!
- Sędziego nie da się przekupić – odparła kapłanka – Gdyby tak się stało, zostałby on potępiony na zawsze przez swego pana. Ci ludzie są niewinni.
- Nie tylko ludzie! – zawołał Grumn.
Kapłanka nie zwróciła na niego uwagi.
- Mogę zrozumieć wasz niesłuszny wyrok – ciągnęła dalej – Takowe niestety się zdarzają. Reg wybaczyłby go, choć pogardziłby wami przez waszą nieostrożność i pochopność. Ale teraz wiecie, że są niewinni więc puśćcie ich, tak jak nakazuje sprawiedliwość.
- Skąd ty niby wiesz, że oni są niewinni, co? – zapytał Marled
- Reg oraz jego pomocnik Wessi którzy upodobali sobie mówienie prawdy, wiedzą kto kłamie a kto nie. Ci zaś mówili prawdę, gdyż tak powiedział mi mój bóg.
- Kapitanie, ja bym zostawił tą kobietę w spokoju – odezwał się nagle któryś ze strażników.
- Właśnie, niewiadomo co za klątwę może na nas zesłać – dodał drugi.
- Tchórze! – rzekł zdenerwowany Marled – To zwykła nawiedzona kobieta!
- Mylicie się – rzekła kapłanka – Nie ja ześlę na was klątwę, ale Reg was osądzi.
Marled zrezygnowany westchnął. Sam bał się tej kobiety jednak nie miał zamiaru tego pokazać. Zamiast tego należało pokazać, że powoli i rozważnie zaczyna przekonywać się do jej zdania.
- No dobrze, ale w takim razie kto jest winny zabójstwu matki Berthranda?
- Jej drugi syn, Davic – odparła kapłanka – jego powinniście aresztować…
Berthrand nie wytrzymał, próbując powstrzymać się od tej uwagi:
- I o tym wam cały czas mówiłem! – wybuchnął – Już tyle razy! Byliśmy kilka razy o krok od złapania Davica, ale nam to uniemożliwialiście! Jeszcze w Birce można go było powstrzymać…
- Berthrandzie, nie pomagasz – rzucił Peric. Berthrand umilkł. Nikt nie wznawiał rozmowy. Marled zaczął się zastanawiać.
Ruszyło go trochę sumienie. Jego kapitan nie pochwaliłby go. Czekał w Birce, aż ten złapie Berthranda. Tu jednak wyszły na jaw inne fakty. Przypomniał sobie sytuację w domu Iriny. Faktycznie, kiedy straż weszła do domu, Davic uciekł przez okno. Ba! Jeszcze wcześniej uciekł z Birki, mimo tego Berthrand poszedł do więzienia. Teraz jeszcze ta kapłanka… Tak naprawdę, po chwili rozmowy z nią był już pewien, że jest prawdziwą służebnicą Rega. Ona również zeznawała przeciwko Davicowi.
Podniósł głowę. Wiedział już co zrobi.
- Dobrze więc, idźcie wolno – rzekł – Ja… uniewinniam was.
* * *
Minęło kilka powolnych i nieciekawych dni. Cała drużyna Berthranda obozowała w domu Iriny, przysparzając przy tym pani domu wielu problemów. Ta jednak była wyrozumiała. Nie skarżyła się ani razu.
Wciąż trwało śledztwo w sprawie Davica. Tym razem jednak wydawało się o wiele prostsze. Nie musieli się wreszcie ukrywać przed strażą miejską, która zaczęła im nawet pomagać! Marled kazał rozstawić straż przy bramach miasta i podał strażnikom dokładny rysopis brata Berthranda. Mimo to młodzieniec i jego przyjaciele zachowali wzmożoną czujność. Davic z pewnością wiedział, że musi się pośpieszyć. Wprawdzie uważał, Bertrhanda za zmarłego, ale zdawał sobie sprawę z aktywności straży miejskiej. Berthrand przypuszczał, że jego brat będzie próbował jak najszybciej opuścić miasto, oczywiście o ile jeszcze tego nie zrobił.
Szczególnie Peric miał nieco obawy co do pomocy straży miejskiej. Ich misja wymagała dużej dyskrecji której strażnicy nie potrafili zachować – lub nie mieli w ogóle takiego zamiaru. Berthrand pocieszył go mówiąc, że dzięki temu że Davic skupia się na strażnikach, oni mogą działać tak jak uważają za słuszne. Dlatego właśnie codziennie w pojedynkę lub we dwoje ktoś wyruszał na miasto, na targ, do gospody – jednym słowem wszędzie gdzie można czegoś się dowiedzieć.
Pewnego poranka w domu Iriny rozległo się pukanie. Goście oraz pani domu wymienili niespokojne spojrzenia. Ostatnio pukanie zwiastowało zabójcę, bardzo kulturalnego wprawdzie, ale nie mieli zamiaru powtórzyć spotkania z kimś takim. Zeszli do przedpokoju całą drużyną. Otworzyli drzwi. Ich obawy na szczęście okazały się niepotrzebne.
Przed progiem stała elitarna kapłanka Rega, ta sama której zawdzięczali życie.
- Och, to ty! – odezwał się Berthrand po chwili milczenia – Nie miałem jeszcze okazji ci podziękować! Naprawdę nie wiem co mogę powiedzieć, żeby wyrazić mą wdzięczność! Zawdzięczamy ci…
- Nie musisz mi dziękować – przerwała kapłanka – Nie mnie, ale bogu któremu służę. To on przykazał Sędziom aby pomagali ludziom w potrzebie. Ja tylko sumiennie wykonywałam swoje obowiązki. Czy byłeś w świątyni aby podziękować Regowi?
- Ehm… jeszcze nie… Ale oczywiście mam to w planach!
Kapłanka nie skomentowała jego odpowiedzi choć uśmiechnęła się pod nosem.
- Interesuje cię może cel mojej wizyty tutaj? – ciągnęła dalej.
- Tak, oczywiście – odparł Berthrand – Jesteśmy niezmiernie ciekawi.
- Bardzo dobrze.
Kapłanka nie pytając nikogo o zgodę weszła do środka, co też bardzo nie spodobało się Irinie. Nie odezwała się jednak w obawie o powodzenie misji. Przybyszka weszła do pierwszego pomieszczenia jakie zobaczyła. Trafiwszy na jadalnię z dużym stołem, bez słowa za nim zasiadła i ręką dała znak aby inni uczynili to samo.
- Jak wiecie Reg nie jest bogiem zemsty, lecz sprawiedliwości – zaczęła.
Wszyscy bez słowa pokiwali głowami.
- Jednakże według prawa ludzkiego i boskiego Davicowi należy się kara za swoje przewinienia. Po to tu jestem. Pomogłam wam udowodnić waszą niewinność, jednak tu moja misja się nie kończy. Zadaniem Sędziów, jest również wymierzenie sprawiedliwej kary.
- A więc chcesz nam pomóc? – zapytał podejrzliwie Grumn – Tak bezinteresownie?
- Wy krasnoludy widzicie tylko pieniądze – odparła kapłanka – Takie są zasady życia które wybrałam. Mam wymierzyć mu karę i nie oczekiwać za to nagrody.
- Gdzie tam widzimy tylko pieniądze! – oburzył się krasnolud – A właśnie, że przyjmiemy twoją pomoc z chęcią! Prawda Berthrandzie?
- Będziemy czuć się zaszczyceni przyjmując cię do naszej drużyny – odparł spokojnie Berthrand – Nie liczyliśmy, że otrzymamy pomoc od boga.
Kapłanka po raz pierwszy odkąd ją spotkali uśmiechnęła się. To oznacza, że kapłani niekoniecznie są co do jednego pozbawieni poczucia humoru. Młodzieniec zanotował ten fakt w głowie, a tym czasem kobieta odpowiedziała mu skromnie:
- Niestety nie pomoc od boga, jedynie od jego skromnego sługi. Ale obiecuję, że dołożę wszelkich starań aby powstrzymać Davica.
- Oczywiście. Jeszcze jedno. Jak mamy cię nazywać.
- Elinor. Tak się nazywam.
***
Po południu do pokoju w którym nocował Bertrhand nieśmiało zapukała Irina.
- Och, to ty – ucieszył się Berthrand – wiadomo coś nowego?
- O Davicu? Niestety nie – odparła – Ale mam inną sprawę.
- Słucham – powiedział młodzieniec i odsunął się pozwalając Irinie siąść obok niego na łóżku.
- Widzisz, śmierć twojej matki, ucieczka z więzienia, przyjazd tutaj… To wszystko stało się tak szybko. Pewnie bardzo źle się z tym czujesz…
Berthrand spochmurniał:
- Tak, to prawda. Ale nie podoba mi się do czego zmierza ta rozmowa.
- Nie, nie, nie chciałam cię urazić… Ale widzisz, oprócz tego wszystkiego wciąż musimy jakoś normalnie żyć!
- Tak jakby nic się nie stało? Minie jeszcze długo czasu zanim się z tym wszystkim pogodzę. Ale co proponujesz?
- Widzisz… - Irina po raz kolejny zaczęła od tego słowa – Dostałam niedawno zaproszenie od pana Sialloni. Słyszałeś o nim?
- Nie – odparł zdziwiony Berthrand – a powinienem?
- To zadaje się jakiś Ofirski dyplomata. Wielce zamożny jegomość. Mieszka w środkowej części miasta. Organizuje dzisiaj bal maskowy, jako obchody swoich urodzin.
- Bal maskowy?
- To chyba jakaś tradycja z jego rodzinnych stron – zaśmiała się Irina – Pójdziesz ze mną?
- A więc o to chodzi – Berthrand przez chwilę się zawahał – Niech ci będzie. Pójdę.
Pod wieczór Irina razem z Berthrandem udali się na przyjęcie do pana Sialloni. Ku ich zdziwieniu Grumn nie oporował. Przyzwyczaili się już do jego krasnoludzkiej cechy, która kazała mu kłócić się w każdej możliwej sytuacji, a tym razem sprawiał wrażenie nawet zadowolonego z takiego obrotu spraw. Mniejsza o to.
Dotarli wreszcie do domu pana Sialloni, odziani oczywiście w nienagannie czyściutkie stroje. Irina wręczyła gospodarzowi prezent. Była to książka, kolejna do jego wielkiej kolekcji. Należy również dodać, że pan Sialloni miał jedną z największych kolekcji książek w całym mieście, znajdowało się tam również kilka takich których nie można było spotkać nigdzie indziej.
- Och dziękuję ci, nie trzeba było kupować czegoś aż tak drogiego! – odrzekł zgodnie z zasadami dobrego wychowania brodaty gospodarz biorąc do ręki książkę.
- Jakie przyjęcie, taki prezent – odparła równie uprzejmie uśmiechnięta szeroko Irina.
I na tym skończyła się ich rozmowa z gospodarzem.
Berthrand pokręcił się trochę po przyjęciu. Otrzymał oczywiście maskę, wszak był to bal maskowy. Nie przypadł mu ten zwyczaj zbytnio do gustu, ale cóż! On jest tylko gościem.
Ojciec Berthranda był zamożnym kupcem. Młodzieniec niekiedy bywał w Birce na przyjęciach… i szczerze nigdy mu się tam nie podobało. Być może był za młody na tego typu poważne rozrywki?
Nie znał tu nikogo oprócz Iriny, co zmusiło go do obracania się w wąskich kręgach znajomości. Ta jednak co chwila widziała jakiegoś swojego znajomego i rzuciwszy krótkie „Jak tam?” wdawała się w rozmowę. W końcu zirytowany Berthrand oddalił się nieco. Zauważył stół z przekąskami. To było coś czym mógł się zająć. Podszedł do niego i postanowił skosztować kilka z nich.
***
Grumn cicho zakradł się do przedpokoju. Rozejrzał się, czy nikt go nie widział. Udało się. Podszedł do drzwi wyjściowych i ostrożnie je otworzył. Świeże powietrze owiało mu twarz. Wyszedł powoli na zewnątrz i zamknął drzwi, mając nadzieję, że nikt tego nie usłyszał.
Krasnolud ostatnio cierpiał na drażniące uczucie pustki w środku. Jakby czegoś mu brakowało… Oczywiście wiedział co to oznacza. Nie chodzi tu o niedobór snu, jadła ani nawet niedobór przygody. Biedny Grumn cierpiał na niedobór karczmy.
Ach tak, siwemu krasnoludowi zrobiło się ciepło w środku, kiedy pomyślał o miejscu do którego zmierzał. Nie chodziło mu o zwyczajny łyk czegoś mocnego. Chodziło o całokształt! To uczucie, kiedy wchodzisz do karczmy i nagle wszyscy obracają się w twoją stronę, a gdy widzą, że jesteś równym gościem zapraszają cię do siebie. Kiedy siądziesz przy ciepłym kominku a ktoś opowie nieśmieszny żart, a jednak wszyscy, nieco już podchmieleni co prawda, wybuchną śmiechem. Kiedy wreszcie podadzą ci twój trunek który wysączysz po krasnoludzku jednym łykiem. Tak Grumn miał zamiar spędzić ten wieczór. Jeżeli Berthrand imprezuje, to czemu on nie?
***
Sialloni oznajmił, że ma zamiar przemówić. Wszyscy goście zwrócili się w jego stronę.
- Mam wielki zaszczyt powitać wasz wszystkich na tej uroczystości – zaczął gospodarz – Zebrało się nas tu bardzo dużo. Cieszę się ogromnie, że uważacie, że jestem sympatyczny!
Goście zaśmiali się. Jedni szczerze, inni udawali, jeszcze inni uznali to za sarkazm. Sialloni ciągnął dalej:
- Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni z uroczystości. Dołożyłem wszelkich starań, aby był to mile i przyjacielsko spędzony czas. Widzę wielu moich starych przyjaciół, ale też parę nowych twarzy. Zapewniam, że nie musicie się krępować! Wszyscy tutaj to mili ludzie, którzy z pewnością chętnie poznają nowe osoby, tak jak i ja…
„Bla, bla, bla” – pomyślał Berthrand. Przestał interesować się przemową. Pan Sialloni był faktycznie bardzo sympatyczną osobą, ale przemówienia nie interesowały młodzieńca. Zamiast tego korzystając z faktu, że wszyscy skupili się w jednym miejscu, zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Było obszerne, pięknie zdobione. To architektura której Berthrand nie znał. Pewnie Ofirska. Jego uwagę przykuły schody prowadzące na górne piętro. Ciekawe czy gościom wolno tam wchodzić – zastanowił się. Nagle zobaczył coś co na chwilę sparaliżowało jego ruchy. Na schody wchodził mężczyzna bez maski. Berthrand w ułamku sekundy poznał kto to jest. Był to Davic.
***
Grumn wypił już dwa kufle. A może trzy? Najważniejsze było to, że ten który trzymał w ręce stał się właśnie pusty. Należy znowu go napełnić.
Oczywiście to nieprawda, że Grumn tylko pił i kłócił się z pijakami. Prowadził również z nimi bardzo kulturalne rozmowy, w stylu krasnoludzkim.
Wtem drzwi karczmy otworzyły się i do środka wszedł mokry mężczyzna. Wyglądał na rybaka, który wrócił właśnie z pracy. Usiadł koło Grumna i zamówił coś do picia. Krasnolud zagadnął go:
- Mocne trunki tutaj podają!
- Prawda – odparł rybak – Ale nie można przesadzić. Moja matka kiedyś mawiała, że jak za dużo będę pić to na dnie kufla zobaczę moją przyszłość.
Grumn postanowił sprawdzić.
- Ale… tu nic nie ma!
- Dokładnie.
Nieco przygaszony Grumn zmienił temat rozmowy.
- Jak tam połów?
- Dziś dobrze. Ale jutro tam nie wypłynę.
- Czemu?
- Nie słyszałeś? – zdziwił się rybak – Dziś skradziono barkę rzeczną a najdziwniejsze, że pustą!
Krasnolud wysilił wszystkie zmysły aby się zastanowić… Barkę mogła ukraść tylko zorganizowana szajka. Ale pusta barka? Tak jakby szukali transportu nad morze lub do Birki…
Grumn nagle wszystko zrozumiał. Strażnicy strzegli bram miasta, ale rzeka…
- Dzięki! – rzucił do rybaka i jak szalony wybiegł z karczmy
***
Berthrand chwycił nóż, schował go do rękawa i pobiegł schodami za Daviciem, zakładając maskę.
„Nareszcie się na coś przyda” – pomyślał.
Znalazł się na górnym piętrze. Wszedł do biblioteki pana Sialloni. Była faktycznie ogromna. Większa niż się spodziewał. Przy jednej z półek stał Davic, wyjmując właśnie książkę. Odwrócił się w stronę Berthranda, lecz dzięki masce nie poznał go.
Berthrand odezwał się zmieniając głos jak najbardziej potrafił, choć wciąż pilnując aby brzmiał naturalnie:
- Widzę, że pan również tu przyszedł.
- Tak, nie lubię tłumów – odparł Davic – Interesuję się za to książkami. Na przykład ta, widzisz? Legenda o zaginionym artefakcie.
- Interesuję się pan legendami?
- Szczególnie artefaktami. Z chęcią poczytałbym tu sobie ją – w głosie Davica wyraźnie słychać było życzenie aby zostawić go samego. Berthrand nie zamierzał odpuścić.
- Doskonały pomysł. Też znajdę coś do czytania.
Davic zaklął w duchu. Musiał teraz ogłuszyć ciekawskiego gościa i zostawić go tu nieprzytomnego. Gdy się obudzi, Davic i tak będzie daleko…
Zaczął się zakradać do Berthranda od tyłu. Ten jednak spodziewał się ataku ze strony Davica. Wysunął nóż z rękawa i gwałtownym ruchem obrócił się aby zadać cios. Zaskoczył całkowicie brata którego zranił w ramię.
- Ach! – zawołał Davic – kim ty jesteś?
- Nie poznajesz mnie? – odparł Berthrand i ściągnął maskę.
Davic nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. W nagłym przypływie furii rzucił się na brata który uderzył w półkę z książkami. Część ksiąg posypała się na Berthranda chwilowo go przygniatając. Davic nie miał czasu aby go dobić. Za moment wbiegnie tu ktoś kto usłyszał hałas. Zamiast tego Davic szybko wyrwał kilka interesujących go stron i wyskoczył przez okno.
Berthrand zaklął w duchu. Na szczęście nic mu się nie stało oprócz tego, że wszystko go bolało. Ale Davic znowu mu uciekł mimo, że był tak blisko. I to znowu przez okno. Miał nadzieję, że tam gdzie się spotkają następnym razem nie będzie okien.
Jego marzenie miało się spełnić.
 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.