Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Nowy Cesarz
 
Nowy Cesarz



Słońce leniwie chyliło się ku zachodowi rozświetlając Ekratha i jego pierścienie milionami krwawo złotych refleksów. Niesamowity teatr świateł przenosił się na powierzchnię i oświetlał potężną stolicę Cesarstwa Świtu – Tile Caer.
Elidis podziwiał niesamowite zjawisko z tarasu Domu. Był to centralny budynek miasta i siedziba władz. Budynek maił formę obwodu kwadratu z dużym wewnętrznym ogrodem, zgodnie ze starożytnymi tradycjami. Dzielił się na cztery skrzydła, wschodnie, zwieńczone najwyższą wieżą gdzie rezydował sam cesarz, południowe, pełne bibliotek, szklarni i warsztatów w których władca mógł oddawać się rzemiosłu, ufortyfikowane zachodnie skrzydło z bramą wjazdową i północne, gościnne skrzydło. To właśnie t w nim znajdował się Elidis oraz wszyscy zaproszeni goście.
A okazja była niepospolita. Tydzień wcześniej na tron Cesarstwa wstąpiła nowa osoba, Cesarz Metlanar Loothel zastąpił starego Caitha Loothela. Obyczaj nakazywał nowemu władcy wyprawić bal, na cześć swoją i swojego poprzednika, bal na który zaprasza się najwyższych władców i najważniejsze figury wszystkich ras i państw. W gronie zaproszonych znalazł się też Elidis.
Srebrno włosy elf spoglądał wzdłuż półkolistego tarasu wyrastającego ze środka skrzydła gościnnego i otoczonego ze wszystkich stron spokojnymi wodami jednego z jezior wewnętrznego ogrodu. Patrzył na stoły przycupnięte tuż nad samą wodą. Większość z nich uformowano w półkole otwierające się na jezioro. Najdłuższy stuł ustawiono naprzeciw innych wzdłuż. Pośrodku znajdowało się najwyższe krzesło, miejsce cesarza. Krzesła ciągnęły się dalej wzdłuż stołu, jednak Elidis nie patrzył na żadne z nich. Spoglądał na liche, w porównaniu do innych, miejsce na końcu stołu, przy jego krótszym boku, po lewej ręce cesarza. To było jego miejsce.
Na samą myśl o tej hańbie palce elfa zacisnęły się mocniej na srebrnym kielichu. Jak można było zrobić mu coś takiego!? Być może dziś jego ród nie cieszył się ani bogactwem, ani potęgą, ale nie bez kozery stolica Cesarstwa nosiła nazwę Tile Caer, a siedziba władcy Dom Caernathów! Hańba.
- Lordzie Caernoth – głos wyrwał Elidisa z rozmyślań, rozluźnił uchwyt. – Jak podoba się panu zabawa?
Elidis odwrócił się do rozmówcy i pobieżnie obejrzał salę. Na środku, na małym podwyższeniu stała orkiestra i przygrywała leniwego walca. Pary elfów, ludzi i khijiraan tańczyły powoli dookoła. Krasnoludy ze Starego Imperium pozostały przy stołach, popijając miód i rozprawiając z elfami i ludźmi, podczas gdy przedstawiciele Nowego Imperium przechadzali się po sali rozmawiając z erathianami. Jednak były to rozmowy czysto kurtuazyjne, Elidis wiedział że prawdziwa polityka rozgrywa pod zacienionymi ścianami sali i w okalających ją pokojach.
- Nie dostrzegam w nic nazbyt interesującego przyjacielu – rozmówcą Elidisa był Litujen, odziany w czarny płaszcz agent Cienistych, agentów Cesarstwa, ponoć dowódca organizacji.
- Hmm... Myślę, że za bardzo przejąłeś się kwestią usadzenia gości mój drogi. Dlatego nie zauważasz tego co ja.
- Sugerujesz, że ma puścić tę zniewagę płazem? – Elidis ledwie zdołał utrzymać maskę obojętnego rozbawienia i nie wybuchnąć.
- Oczywiście nie, przyjacielu, ale ty powinieneś wiedzieć najlepiej, że wszystko ma swoją przyczynę.
- Możliwe, ale ja nie dostrzegam nic prócz arogancji.
- Och! Tej oczywiście jest dużo, czego można się spodziewać po Loothelach? Jednak spróbuj przebić się przez zasłonę tej głupiej wyniosłości i dostrzec właściwe powody.
- Przebić się przez arogancję Loothelich? Najlepszy krasnoludzki świder by nie podołał.
- Może masz rację, a może z nerwów wypiłeś zbyt dużo wina. Ale nie przyszedłem tu by rozprawiać o cesarzu. Jestem tylko małym posłańcem.
- Doprawdy? A któż posyła?
- Panna Inala Eithelet, pragnie odbyć z tobą taniec – po usłyszeniu nazwiska proszącej Elidis zmarszczył brwi.
- Zaraz do niej się udam, pozwolisz? – powiedział kłaniając się i kładąc prawą rękę na mostku. Dopił wino i odstawił kielich po czym odszedł.
Elidis był zdziwiony zaproszeniem. Eithelet byli jednym z najpotężniejszych rodów Cesarstwa, od lat konkurującym z Loothelami i Nalaerami i o tron Cesarstwa. W dodatku Inala, choć młoda, była głową całego rodu. Jej zaproszenie było wielkim zaszczytem. Elfka przechadzała się powoli wzdłuż parkietu, jej bursztynowe oczy zdawały się spoglądać na tańczących, ale Elidis widział, że patrzy gdzieś w cień, na stojących pod ścianą rozmówców. Przechadzała się tam i z powrotem, nie spuszczając z nich wzroku, a jej długie, falowane brązowe włosy lekko unosiły się przy każdym nawrocie.
- Chciałaś mnie widzieć, pani?
- Lord Elidis! Jakże miło mi cię widzieć, rozumiem, że mój uczynny posłaniec do ciebie dotarł.
- Tak, pani – Elidis uklęknął na jedne kolano i wyciągnął ku niej prawą rękę. – Czy mógłbym prosić?
- Z rozkoszą.
Weszli na parkiet i przez kilka chwil Elidis pozwolił ogarnąć się muzyce. Wirował w rytm dostojnego walca, patrząc jak jedwabna, biało złota suknia Inali wiruje wokół nich. Jej kreacja nie miała pleców, ani rękawów, a wzdłuż przodu lewego uda ciągnęło się rozcięcie, była idealnie dopasowana. Podziwianie ruchów Inali w tańcu sprawiało Elidisowi dużą przyjemność, tak samo jak dotyk jej skóry, tak delikatnej, że tylko wzrok pozwalał ją odróżnić od jedwabiu sukni. A jednak elf wiedział, że to była ułuda. Wiedział dużo o Inali i nawet teraz czuł pod palcami sploty jej mięśni, delikatnych i smukłych, ale zabójczych. Niewielu było wstanie dorównać jej gracją i zwinnością w bitewnym tańcu.
- Tuszę, że porozmawiałeś nieco Litujenem? – szepnęła mu delikatnie do ucha, czar tańca prysł.
- Tak, ale nie sądzę by cię to interesowało.
- Być może. Rozmawialiście tylko o krzesłach, czy o czymś jeszcze.
Więc temat rozmowy był jej pomysłem.
- Tylko o krzesłach pani.
- Szkoda. Cóż, czy zauważyłeś gdzie ja siedzę?
- Po lewej stronie, tuż obok cesarza – powiedział tracąc lekko cierpliwość.
- Nie złość się, wiem, że to powinno być twoje miejsce, a ja powinnam siedzieć krzesło dalej.
Elf uniósł pytająco brew.
- Nie wiesz nic o przebiegu elekcji.
- Pracowałem podczas jej przeprowadzania.
- Wiem. To co robiłeś wtedy dla Talaerenu było bardzo ważne, fakt. Jednak osoba twojego pokroju powinna się orientować w takich kwestiach.
Elidis niemal wybuchnął jej śmiechem w twarz.
- Pani, a cóż ja mam do polityki tak wysokiego szczebla?
- Wszystko się zmienia Elidisie. A twoja... praca, powinna pozwolić ci to sobie uświadomić – nie zdążył zadać jej pytania. – To był bardzo miły taniec, dziękuję – rzekła kłaniając się.
Elidis odwzajemnił gest i zszedł z parkietu. Słowa Inali krążyły mu w głowie odbijając się zwielokrotnionym echem. Znudzenie i gniew opuściły jego umysł ustępując miejsca rozbudzającej ciekawości, wywołanej przez tajemniczość odbytych rozmów. Chciał zrozumieć to, co zostało mu powiedziane, ale wiedział, że obraz, który się przed nim maluje jest złożony z kilku innych, rozmytych obrazów. Postanowił zacząć od poznania szczegółowych wyników elekcji. Znał tylko jedną osobę dość bezstronną pośród wiecznej plątaniny intryg elfickich domów by zachować szczerą bezstronność. Był to ambasador Koalicji Rajahaanu, stary kot imieniem Tha’rri.
Znalezienie go pośród tłumu bawiących się gości zajęło elfowi kilka minut. Kot krążył w pobliżu stołów. Jego wypłowiała, ruda sierść dobrze współgrała z pomarańczową tuniką Kasty Słowa. Tha’rri na głowie miał tylko sierść, ale wzdłuż policzków pyszniły się wypielęgnowane bokobrody, które łącząc się z brodą nadawały mu wyglądu lwa. Ambasador właśnie dolewał sobie wina. Elidis wiedział, że było to jego osobliwością, kotu o jego randze na ogół towarzyszyły służki, ale Tha’rri odmówił ich przyjęcia. Nie przepadał za byciem obsługiwanym.
- Witaj szlachetny, ty który znasz dziesięć tysięcy słów – Elidis starannie wymawiał mruczące głoski ojczystego języka khijiraan, nawet dla elfów była to trudna mowa.
- Aaa, Lord Elidis! Miło mi cię widzieć. Powiedz, masz ochotę na odrobinę wina? – rzekł Tha’rri unosząc dzban. Wiedząc, że w przypadku odmowy rozmówca by się obraził, elf skinął potakująco głową. – Powiedz mi, cóż się sprowadza do wyliniałego kota? – zniżył głos. – I czmu mówisz do mnie w języku, którego większość tu nie pojmuje?
- Chciałem cię zapytać, szlachetny, o elekcję cesarza, której jak wiem byłeś świadkiem.
- Ach tak... Rozumiem, cóż chciałbyś wiedzieć?
- Na którego kandydata głosowali Nalaerani, a na którego Eitheletowie?
- Nie wiesz? – szczerze zdziwił się khijiraan. – Jedna z najbardziej zaskakujących elekcji, a ty... Wybacz. Nalaerani jak większość głosowali na obecnego cesarza, a Eitheletowie i kilka innych bliskich i dalszych im rodów na... ciebie.
Maska Elidisa opadała na kilka sekund ukazując ogromne zdziwienie elfa. Nikt nie głosował za Caernathami od wielu, wielu lat. Wiedza o wynikach głosowania wcale nie przybliżyła go do prawdy, a jedynie namnożyła pytań.
- Wyglądasz na zaskoczonego mój drogi.
- Bo jestem niezwykle zaskoczony – Elidis zapytał o nazwiska rodów, które opowiedziały się za nim, poczym zamienił jeszcze kilka czysto kurtuazyjnych zdań i pożegnał się.
To była jedna z najbardziej nieoczekiwanych odpowiedzi. Wyjaśniała dlaczego cesarz posadził go w takim miejscu. Chciał pokazać mu kto tu rządzi kim, obawiając się, że Elidis może próbować odebrać mu tron, głupiec. Ale dlaczego rody głosowały właśnie na niego? Oczywiste było, że inicjatywa wyszła od Eitheletów, ale po co? Musiał się tego dowiedzieć, ale także chciał wiedzieć skąd Inala wiedziała o jego „pracy”, jeżeli uganianie się po mieście za jakimś horrorami razem z Gotarnem można było nazwać pracą... Ten incydent musiał mieć zatem znacznie większe znaczenie niż myślał.
Słońce już całkiem zaszło i zapalono pomarańczowe lampy. Biała marmurowa posadzka odbijała ich światło tworząc na suficie i ciałach gości niesamowitą mozaikę błysków. Orkiestra zaczęła przygrywać bardziej wesoło, a jednocześnie tajemniczo. Niedługo miała się zacząć faktyczna uczta podczas której cesarz przemówi do zebranych. Elidis musiał poznać odpowiedzi przed jej rozpoczęciem.
Szybkim krokiem udał się do wyjścia z sali i skręcił w lewo. Minął niedomknięte drzwi zza których dobiegały pełne rozkoszy jęki kobiety i wygłodniałe charczenie mężczyzny. Wszedł w drzwi trzy pokoje dalej. Średniej wielkości pomieszczenie, jak na pałac tego pokroju, było oświetlone kilkoma niebiesko białymi lampami, okna były pozasłaniane. Na ścianach znajdowały się regały zastawione księgami Centralnym punktem pomieszczenia była biała maszyna. Miała kształt okręgu z niezabudowanym kawałkiem z tyłu. Elidis wszedł w okrąg. Wokół niego znajdowały się rzędy terminali. Szybkimi ruchami palców elf aktywował holograficzne panele. Uruchomił archiwum. Terminal miał tylko okrojony dostęp, to nie była biblioteka południowego skrzydła, ale nie maił czasu tam iść. Wpisał swoje dane i hasło do archiwów Talaerenu i zaczął wyszukiwać raportów o zniknięciach lub o spotkaniach półmechanicznych istot. Ku jego irytacji jedyną informacją jaką otrzymał było : „Odmowa dostępu”. Elidsi sprawdził czy nikt nie idzie poczym zaczął grzebać w maszynowym kodzie terminalu. Złamanie zabezpieczeń zajęło mu kilka minut.
Ku jego irytacji wciąż nie udało dostać do faktycznych raportów. Uderzył pięścią w terminal. Zastanowił się. W końcu postanowił zmienić podejście. Zamiast próbować dostać się do doniesień włamał się na listę osób uprawnionych do ich przeglądania. Imiona Litujena i Inali były jednymi z pierwszych jakie napotkał. Wśród uprawnionych nie doszukał się nikogo z rodów Loothel, ani Nalaer, nawet samego cesarza. Gdy poszukał głębiej znalazł powiadomienie o dzisiejszym umieszczeniu raportów w biurze cesarza ze wsteczną datą złożenia. Jednak jego uwagę przykuło nazwisko Eilany Anereth.
Udając się do sali balowej przez głowę Elidisa przebiegały wspomnienia, jego i Eilany. Niegdyś byli nierozłączną parą przyjaciół, a nawet czymś więcej. Elidis wyrzucił te myśli z głowy, musiał się skupić. Eilana była obecnie głową rodu Anereth, niewielkiego, acz szybko rozwijającego się rodu plantatorów. Ich fundusze szybko rosły, tak jak ich wpływy. Zwłaszcza, że Eilana była blisko z Inalą. Fakt posiadania przez Eilanę dostępu do tego typu danych zaskoczył Elidisa. Była to kolejna tajemnica, którą musiał rozwikłać.
Eilana była na parkiecie, tańczyła z wysokim khijiraan o szarym futrze. Jej biała suknia i kasztanowe włosy tworzyły ruchomą falę w spokojnych, pełnych gracji obrotach. Normalnie Elidis pozwoliłby jej dokończyć taniec, ale czas był bardzo istotny. Do rozpoczęcia uczty pozostało może kilkanaście minut. Pewnym krokiem Elidis wmaszerował na parkiet i zbliżył się do tańczącej pary.
- Wybacz mi przyjacielu, - powiedział Elidis do kota – ale już wieki temu ta dama obiecała mi taniec – khijiraan ukłonił się i odszedł z irytacją, Elidis i Eilana zaczęli się powoli obracać.
- Wyjaśnisz mi co oznacza ta impertynencja? – syknęła wściekle.
- Ktoś musi się o mnie zatroszczyć, a ja, w przeciwieństwie do niektórych, nie mam wpływowych przyjaciół.
Elfka spojrzała na niego zaskoczona.
- Słucham?
- Nieudawaj, ty i Inala Eithelet jesteście ostatnio niemal nierozłączną parą. Jestem pewien, że masz z tego tytułu wiele korzyści, lecz niema w tym znowu nic zdrożnego.
- Elidis, - ucięła – czego chcesz?
- Od razu do sedna, zero z tobą zabawy.
- Może dlatego na nie wyszło?
Srebrnowłosy elf zmierzył ją lodowatym spojrzeniem.
- Dobrze, – podjął powracając do normalnego wyrazu twarzy i zachowując zwyczajny to głosu – Inala od lat chce posadzić kogoś ze swego rodu na tronie, była by jednak szalona gdyby chciała sama zostać cesarzową, zbyt wielu jej nienawidzi.
- Tak...?
- Kto jest jej kandydatem do tronu? Kogo Inala chce uczynić cesarzem?
Eilana patrzyła mu przez chwilę w oczy, po czum rzekła :
- Czemu miałabym ci to wyjawić?
- Ponieważ jest to dla mnie ważne, a nie wierzę by twe serce ostygło na tyle, by nie pamiętać co nas niegdyś połączyło i jakie wspólne blizny noszą nasze dusze.
- ... Ointhel Eithelet...
Elidis stanął jak wryty. Wmieszanie do sprawy osoby, która stała za tym imieniem wiele wyjaśniało. Przez głowę Elidisa przebiegła fala błyskawicznych myśli, burza powiązań i kontekstów układających się w całość i mogących dać tylko jeden prawdziwy, logiczny rezultat, jednak wciąż brakowało jednej rzeczy.
- Dziękuję, moja pani, to było bardzo pomocne – po tych słowach ukłonił się i odszedł.
Ointhel... Ointhel... To imię było rozwiązaniem całej zagadki, Elidis niemal czuł jak wszystkie elementy układają się w całość. Ointhel był synem młodszej siostry Eilany. To wyjaśniało jej dostęp do danych i zażyłe stosunki z rodem Eithelet. Ostatnim elementem było powiązanie Inali i jej stanowiska na elekcji z jej dostępem do raportów o horrorach. Jedyną osobą na sali mogącą mu w tym pomóc był Litujen. Elidis zaczął pośpiesznie przeszukiwać salę. Odnalazł Litujena przy stołach, towarzyszyła mu Inala. Oboje szykowali się do zajęcia miejsc przy stole.
- Lordzie Elidis, czekaliśmy na ciebie – rzekł Litujen wręczając mu list opatrzony pieczęcią Talaeren.
- Zanim przeczytasz tę wiadomość chciałabym stwierdzić, że osobiście poleciłam cię do tego zadania jako najbardziej adekwatnego agenta, oraz, że ród Eithelet będzie cię wspierał jak tylko zdołamy.
- To wiele dla mnie znaczy, pani – mówiąc to Elidis złamał pieczęć i otworzył list.
Tak jak sądził był to rozkaz Talaerenu polecający mu zbadać sprawę zaginięć bardzo podobnych do tych, z którymi spotkał się pomagając Gotarnowi. Był to ostatni fragment tajemnicy, który teraz pasował idealnie.
Cesarz przybył kilka minut później pośród pełnego przepychu orszaku elfów i elfek odzianych w biel, złoto i czerwień, kolory Cesarstwa Świtu. Sam Metlanar nosił wytworną szatę z buałych piór, barwionych na złoto futer, a nawet czerwonych jak krew płatków ogromnych kwiatów pochodzących z ukrytych pośród nieskończonych piasków oaz Rajahaanu.. Na piersi obok godła Cesarstwa pysznił się herb rodu Loothelich, ich władcy byli jedynymi w historii którzy umieszczali własny znak obok godła Cesarstwa. Na plecach idealnie dopasowanej szaty lśnił biało - złoty orzeł z uniesionymi skrzydłami, wypaczony symbol rodu Caernoth i kolejny znak arogancji rodu cesarza. Szatę spinał wytworny pas w kolorze czerni lamowanej złotymi pasami, indywidualny symbol i część tradycyjnego stroju Loothelich. Nad wspaniałym strojem górowało niemal równie wspaniałe oblicze cesarza, elfa o szlachetnych, jakby rzeźbionych w marmurze rysach twarzy, okolonych nimbem czarnych, falowanych włosów, pośród których, niczym dwa klejnoty, lśniły bursztynowe oczy. Na jego skroniach dumnie spoczywała Korona Dwóch Smoków, wykuta dla praprzodka Elidisa, Caernotha Mądrego, założyciela Cesarstwa. Gdy wszyscy goście zajęli miejsca cesarz zaczął przemowę.
- Drodzy, kochani goście, zebraliśmy się aby świętować moją koronację, lecz tak naprawdę jest to święto całego Cesarstwa Świtu. Święto ku czci nowego opiekuna i strażnika tego państwa. Gwardzisty, który zadba o jego bezpieczeństwo...!
- Z całym szacunkiem, mój panie, ale skoro stoisz na straży tego kraju, czemu pozwalasz jego obywatelom cierpieć? – na sali zapadła głucha cisza, cesarz pobladł ze złości i zdumienia dla tak śmiałych słów, a oczy gości zwróciły się na Ointhela, który to wypowiedział te słowa. – Na pewno wiesz o zniknięciach obywateli twojego państwa, cesarzu. Przedstawiciele rodu Eithelet składali je w twojej kancelarii kilka dni temu.
- ... Bądźcie pewni, – cesarz mówił już mniej śmiało – że zajmę się tą kwestią.
- Za pozwoleniem, mój panie, - ozwała się Inala – tą sprawą się już zajęto, ród Eihtelet...
- Poprosił mnie o zajęcie się tą sprawą – nagle odezwał się Elidis, idealnie wyczywając najlepszy moment na własne uderzenie i wejście do dyskusji, w tych kilku prostych słowach mogła się bowiem rozstrzygnąć kwestia następcy Metlanara. – Muszę przyznać, że oferta pomocy od znamienitego, bogatego i wpływowego rodu była dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. O badanie tej sprawy sam zabiegałem u Talaeren, - prawda nie miała najmniejszego znaczenia w tej wojnie, liczyła się tylko siła słów i zdolność obracania zdarzeń na swoją korzyść, a w koloryzowaniu Elidis wprost nie miał sobie równych – teraz, ze wsparciem Inali jestem pewien, mój panie, że uda mi się rozwikłać tą tajemnicę. Jedną wielką zagadkę już dziś rozwiązałem, – posłał przelotne spojrzenie zaszokowanej Inali – więc myślę, że mam dobrą passę. Dopilnuję by zaufanie jakie pani Inala i wielu innych zacnych szlachciców obdarzyło mnie podczas elekcji nie poszło na marne – mówiąc to sunął powoli wzrokiem po gościach by zatrzymać się na oczach samego cesarza. – Wznoszę toast, za Cesarstwo i za cesarza! – po tych słowach uniósł i opróżnił kielich.
Sala powoli zrobiła to samo, oszołomiona bezczelnością Elidisa. Toast za Cesarstwo był wyłącznym przywilejem samego cesarza. Elidisa bawiła niemoc cesarza w tej sytuacji, po takim wystąpieniu nagłe zniknięcie Elidisa było by oczywistą sprawką cesarza i kompromitacją na scenie politycznej. Srebrnowłosy elf cieszył się z tej sytuacji, nikt nie będzie sadzał go na rogu stołu, nawet sam cholerny cesarz.
Siadając Elidis zauważył rozbawione spojrzenie Litujena, wznoszącego puchar w jego kierunku. Przechytrzył ich wszystkich. Inala chciała ukazać niekompetencję i niewiedzę cesarza na temat jego własnego kraju, a pokazać spryt i mądrość własnego kandydata. Elidis miał być tylko nieistotnym pionkiem, narzędziem. Poparcie jakie uzyskał na elekcji było protestem przeciw władzy Loothelich, oznaką konieczności zmian. Miało pokazać Inalę jako dobrą panią, przejętą losem kraju i szukającą świeżej krwi w trudnym czasie. Bowiem to Caernathowie rządzili Cesarstwem we wszystkich jego najbardziej przełomowych momentach. Jednak Elidis zaczął tego wieczoru własną grę, zamieniając wszystkie ruchy Inali na własną korzyść. Srebrnowłosy elf spojrzał na władczynię rodu Eithelet. Była biała jak ściana, kipiała wściekłością. Dziwne, jak bardzo mała i nieznacząca wydawała się w pełnej złości świadomości własnej porażki. Elidis uniósł kielich w jej stronę.
Muzyka znów poczęła grać gdy na salę wniesiono pierwsze dania. Wytwory bal ustąpił miejsca wykwintnej uczcie, by zacząć się znów, gdy goście skończą jeść. Elidis zajął swoje miejsce, wiedząc, że stał się aktywnym i całkiem silnym graczem bitwie o najważniejsze miejsce na sali. Tak, gdy skończy się uczta niekończący się bal intryg i zdrad, na którym od wieków tańczą elfi panowie, zacznie się znów, jednak teraz w gronie prowadzących taniec znajdzie się nowy tancerz. Elidis uśmiechnął się. Wino jeszcze nigdy nie smakowało mu tak bardzo jak dziś.





 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.