Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Ku czci Mabh -
 
Ku czci Mabh

Na polanie zbierała się coraz większa grupa ludzi. Byli to głównie młodzi, krzepcy mężczyźni. Ubrani byli w płócienne spodnie lub skórzane przepaski. Wszyscy mieli wymalowane na ciałach znaki rodów, z których pochodzili, i dodatkowe niepowtarzalne wzory oznaczające ich osobiste osiągnięcia. Żaden z nich nie zabrał broni ani zbroi, bo noszenie ich było oznaką słabości. Prawdziwi wojownicy zabijali własnymi rękami, tylko kobietom i dzieciom pozwalano na używanie dodatkowego „sprzętu”.
Jedyne przedstawicielki płci nadobnej, które miały prawo być obecne na uroczystości, to kapłanki bóstwa. Były to wyłącznie długowłose brunetki, ubrane w długie zwiewne suknie w kolorze drewna mahoniowego. Kobiety stały przy ołtarzu ofiarnym, zdobionym potężnymi runami, czekając aż słońce zajdzie i nad światem zapanuje mrok. Zupełnie nie przejmując się powagą miejsca w którym się znajdowały, dziewczyny rozmawiały, śmiały się i porównywały wygląd wojowników. Niektóre szukały wzrokiem swoich braci lub innych członków rodziny w tłumie nowoprzybyłych. Mężczyźni brali udział w uroczystości zupełnie anonimowo, nie powiadamiając o tym swoich najbliższych. Podczas obchodów często zakładali proste maski. Tak nakazywała tradycja. Ten, na którego spłynęła łaska Mabh przybierał nowe imię i zakładał nowy ród, więc całe jego dotychczasowe życie nie było istotne.

Gdy tarcza Svara całkowicie zniknęła z nieba chowając się za horyzontem, najwyższa kapłanka wyłoniła się z grupy kobiet i zaczęła przemawiać do zebranych.
- Pora rozpocząć obchody! Przywdziejcie maski i rozpocznijcie walkę. Ci, którzy odznaczą się największą siłą, zostaną poddani kolejnej próbie.
Kobiety rozpaliły rytualne ognie, dając wojownikom sygnał do walki. Każdy walczył przeciw każdemu, używając swoich kończyn, nierzadko również zębów i paznokci. Nie były to honorowe starcia. Nie zawierano sojuszy, ani nie uznawano poddania się. „Wygrać” mogło najwyżej dziesięciu mężczyzn, którzy utrzymali się na nogach aż do wstrzymania walk przez główną kapłankę, a zarazem byli w stanie brać udział w następnych próbach. Ten etap miał na celu wyłonienie najsilniejszych i najdzielniejszych wojowników, godnych względów bogini.

Nawet w tak brutalnej formie obchodów można było odnaleźć pewnego rodzaju piękno. Starcia przypominały dziki taniec, któremu rytmu nadawało bicie serc. Ruchy mężczyzn były szybkie, zdecydowane i precyzyjne, ale również pełne wręcz nieludzkiej gracji. Wojownicy wykonywali wyuczone ruchy, na które przeciwnik znał dokładne odpowiedzi, układające się w powtarzający się schemat. Różnica między zwykłym tańcem a tym wykonywanym na tej uroczystości była taka, że najmniejszy błąd oznaczał śmierć.

Kapłanki obserwowały zmagania. Nie wolno było im w żaden sposób ingerować w walki, mogły jedynie cicho modlić się za swoich ulubieńców, prosząc Mabh o łaskę dla nich. Święto odbywało się raz na dwadzieścia lat i mimo że niemalże wszyscy biorący w nim udział ginęli, za każdym razem ochotników nie brakowało. W końcu ten, który wytrwa do końca, zostawał kochankiem bogini aż do swojej śmierci lub następnego święta (co często się ze sobą wiązało), dając życie kolejnemu pokoleniu wojowników i krzewicielek wiary.

Najwyższa kapłanka stała na podwyższeniu, co umożliwiało jej przyglądanie się walce zza pleców reszty kobiet. Z kamienia lepiej widziała zmagania, ale też czuła się bezpieczniej. Zdarzyło się kiedyś, że mężczyźni w ferworze walki rzucili się na kapłanki, hańbiąc je i mordując. Przez to wiele rodów straciło łaskę Mabh na ponad dwa stulecia. Ludzie bali się zemsty bogini i szanse na to, że obrzędy zostaną ponownie przerwane były niewielkie, ale dziewczyna wolała zachować ostrożność.
Gdy żyjących wojowników zostało już niewielu, prowadząca uroczystość rozpoczęła rytualny śpiew. Było to pewnego rodzaju zaklęcie uspokajające dusze istot w zasięgu słuchu. Do niej dołączały kolejno pozostałe kobiety. Zahipnotyzowani pięknem usłyszanej pieśni mężczyźni zaprzestali walk. Wtedy dziewczyny ucichły i najwyższa kapłanka ponownie przemówiła.
- Żyjecie, mimo że wasi bracia są martwi. Stoicie, mimo że odnieśliście ciężkie rany. Wykazaliście się wyjątkową siłą. Lecz czekają was jeszcze dwie próby. Pierwszą z nich będzie ujarzmienie dzikich bestii. Ci, którzy zmuszą przydzielone im zwierze do posłuszeństwa, dostaną szansę wzięcia udziału w ostatniej próbie.
Kobiety ponownie zaczęły śpiewać, lecz tym razem pieśń wydała się być o wiele bardziej chaotyczna. Runy, którymi zdobione były kamienie, zaczęły iskrzyć się, a następnie rozbłysły białym światłem. Na polanę zaczęły przybywać zwierzęta. Pierwszy pojawił się wilk o srebrzystej sierści, za nim dwa młode niedźwiedzie i jelenie. Przybyły nawet kruki i lisy, lecz te ostatnie były zbyt małe na wzięcie udziału w próbie. Usiadły więc na skraju polany, przyglądając się obrzędom.
Gdy kapłanki skończyły pieśń, podeszły do ocalałych mężczyzn i pobłogosławiły ich w imieniu Mabh, zwracając im energię którą zużyli w walce. Następnie kobiety wróciły pod ołtarz a zwierzęta zbliżyły się do wojowników. Bestie wybrały godnych przeciwników i rozpoczęła się walka.
Każdy z mężczyzn obchodził się z istotami w swój własny sposób. Jedni próbowali zmęczyć rozjuszone stworzenia, unikając ich ataków. Inni próbowali wygrać walcząc. Lecz tylko jeden wojownik wydawał się mieć szanse zrealizować wybrany pomysł. W przeciwieństwie do innych zachował pełen spokój i zapanował nad swoim poranionym ciałem. Unikał zębów walczącego z nim srebrzystego wilka, wykorzystując każdą drobną okazję żeby wymierzyć bestii cios.

Ten etap uroczystości zakończył się dosyć szybko. Większość mężczyzn, którzy dożyli do tej próby, leżało martwych wśród innych poległych. Końca dotrwał tylko jeden wojownik. Do jego ran kleiły się resztki srebrzystej sierści. Najwyższa kapłanka przemówiła po raz ostatni.
- Najdzielniejszy z najdzielniejszych, czeka cię ostatnia próba. Próba poznania. Do ołtarza zbliżą się trzy śnieżnobiałe rysie. Powiadają, że tylko przyszły Ojciec jest w stanie dojrzeć w oczach jednego z nich wspaniałą Mabh.
- Jestem gotów, kapłanko. Przywołaj stworzenia. – odpowiedział.

Kobiety rozpoczęły cichy, smutny śpiew. Po dłuższym czasie, na wezwanie przybyły święte zwierzęta. Obwąchały ołtarz ofiarny, i stanęły wpatrując się swoimi idealnie błękitnymi oczyma w mężczyznę. Ten spojrzał na przybyłe istoty i szybko podjął decyzję.
- Bogini przybrała ciało rysia stojącego najdalej kamienia ofiarnego. W ślepiach tej bestii odbija się boska dusza. – oznajmił.
- Mówisz prawdę, zwycięzco. Uwolnij naszą panią z tego ciała i wypełnij swoje przeznaczenie. – szepnęła ze smutkiem główna kapłanka. Wyciągnęła z rękawa zakrzywione ostrze i wręczyła wojownikowi. Ten wziął od niej broń prawą ręką, a lewą pochwycił ciężkie zwierzę za kark i posadził na ołtarzu. Teatralnym ruchem uniósł ostrze ponad głowę i wbił prosto w ciało bestii. W tym momencie ognie zgasły i zapanował mrok.
Po chwili oczekiwania, w blasku światła pojawiła się piękna długowłosa kobieta, ubrana w cętkowane futro. Uśmiechnęła się i ujęła zwycięzcę za dłoń. Z jej pomocą ten wspiął się na kamień i wtedy ognie znów zapłonęły. Kapłanki, gdy ujrzały swoją panią, padły na kolana, chyląc twarze ku ziemi.
- Powstańcie, służki – przemówiła aksamitnym głosem siostra wielkiego Svara, Mabh – Wasza rola nie dobiegła końca. Niech jedna z was zawiadomi ludzi, by przybyli na moje wesele. Niech przyniosą wspaniałe dary dla nowego Ojca. Reszta niech zaciągnie trupy do lasu. Nie chce by moi wierni je ujrzeli.

Kobiety powstały i ruszyły wykonać przydzielone im zadania. Bogini przyjrzała się dokładnie wygranemu. Wyszeptała słowa w nieznanym ludziom języku, sprawiając że rany wojownika zasklepiły się, pozostawiając jedynie blizny, a stracone przez mężczyznę fragmenty ciała powróciły na swoje miejsce. Następnie Mabh zeskoczyła z ołtarza ofiarnego na ziemię. Pogładziła po głowach dwa rysie, które przybyły razem z nią i nakazała im zwołać resztę stada.
Tymczasem kapłanki uporały się z ciałami poległych, zaciągając je do wcześniej wykopanego dołu nieopodal polany. Dziurę zasypały chrustem i odciętymi gałęziami trujących krzewów, by zwierzęta nie zbezcześciły tego masowego grobu. Gdy kobiety skończyły ukrywać również ślady krwi, ruszyły z pochodniami na poszukiwanie kwiatów, którymi mogłyby przyozdobić polanę. Niebawem powróciły niosąc naręcza konwalii i bzu koralowego. Przyozdobiły nimi kamienie runiczne i ołtarz.
Główna kapłanka przysiadła na ziemi i zaczęła pleść z pozostałych kwiatów i innych znalezionych roślin wieniec dla pani nocy. Musiał on być świeży i wspaniały, by zachwycić gości. Mimo że na ceremonii zaślubin miał jedynie przez krótki czas znajdywać się na głowie oblubienicy, był ważnym elementem uroczystości. Dziewczyna zdejmując swój wieniec z głowy i wręczając go mężczyźnie, zgadzała się wyjść za niego za mąż. Tak nauczały krzewicielki wiary.

Powoli zaczynali się schodzić ludzie z okolicznych wsi. Składali oni swoje dary pod ołtarzem, na którym zasiadła bogini. Ludzie, którzy przybyli na zaślubiny byli elegancko ubrani i uczesani. Cały wieczór czekali na wezwanie na uroczystość. Każdy przynosił dar tak wspaniały, na jaki go było stać. Krawcowe przynosiły wspaniałe suknie dla Matki i stroje dla Ojca, kowale wspaniałą biżuterię i ozdobną broń, piekarze smakowite chleby i ciasta a jeden hodowca przyprowadził ze sobą wspaniałego karego rumaka i srokatą klacz. Nikt nie starał się oszukać Mabh, przynosząc jej skromny dar, mimo że było go stać na droższy. Ludzie darzyli ją ogromnym szacunkiem, ale też obawiali się jej gniewu.
Gdy przybyli wszyscy zaproszeni, bogini nałożyła wieniec na głowę, wstała i przemówiła.
- Moi wierni, cieszę się, że przybyliście dziś na moje wesele. Błogosławię wasze rodziny, zwierzęta i plony. Wasze dusze odnajdą spokój w Dolinie Wielkich Łowów. Radujcie się razem ze mną i mym lubym. Stańcie przed ołtarzem ofiarnym i wysłuchajcie ślubów.
Tymi słowami rozpoczęto ceremonię. Mabh razem ze swoim orszakiem składającym się z kapłanek stanęła przy wskazanym przez siebie miejscu oczekując na narzeczonego. Ten przedarł się przez tłum gości, skłonił się i ujął dłoń pani nocy. Przysiągł być godnym ojcem, strzec swych dzieci i mądrze nimi zarządzać. Po tym ukląkł przed oblubienicą chyląc głowę ku ziemi. Ta wyjęła swą dłoń z jego uścisku, delikatnie sięgnęła po wieniec i wręczyła mu go. Mężczyzna wstał i odwrócił się uradowany w kierunku ludu.
- Bracia i siostry. Od dziś nazywajcie mnie swoim Ojcem. Przysiągłem przed samą boginią, że godnie się wami zaopiekuję. Unieście więc kielichy za nasze szczęście, częstujcie się wspaniałymi potrawami i bawcie tak długo, na ile starczy wam sił! – Krzyknął. Wziął kielich od jednego z kupców i pociągnął z niego łyk korzennego wina.
Część ludzi niemalże rzuciła się na jedzenie. Zaślubiny były doskonałą okazją dla bezdomnych i biednych by najeść się i pod wpływem błogosławieństwa Mabh zmienić swój nieszczęśliwy los.
Reszta gości ruszyła w tany. Kilku muzyków zaczęło grać na przyniesionych drewnianych instrumentach, lub śpiewać. Wirujące w rytm muzyki barwne suknie i kaftany zaczęły mienić się w świetle magicznych ogni. Cała polana rozbłysła kolorami. Ludzie zaczęli kolejno wykonywać ustalone układy taneczne, jedne mniej a inne bardziej skomplikowane. Wtedy przybyło stado świętych zwierząt, które dołączyły do tańczących. Jedne przybrały swoją dawną, ludzką, postać a inne pozostały w ciałach bestii. Młode osobniki ganiały się między nogami gości lub ukradkiem podjadały potrawy. Nawet kapłanki nieśmiało zaczęły podchodzić do przybyłych i bawić się razem z nimi.
Jedynie para młoda nie dołączyła do tłumu. Siedzieli oni w milczeniu na ołtarzu. Mabh z rozbawieniem przyglądała się swoim ukochanym istotom ludzkim, a mężczyzna siedział zamyślony. Jedna decyzja zmieniła raz na zawsze całe jego życie. W wiosce miał schorowanego ojca, nad którym przyrzekł czuwać. Dopiero teraz przypomniał sobie o tym, co pozostawił za sobą. Miał wyrzuty sumienia, ale wiedział, że nie cofnie już tej nocy. Starał się jedynie nie dać po sobie poznać, co przeżywa w środku. Walkę euforii i dumy, ze smutkiem i żalem.

Gdy goście na chwilę przysiedli, na środek polany wbiegli błaźni, noszący charakterystyczne ubrania z doszytymi dzwonkami. Zabawiali oni wszystkich obecnych wyszukanymi żartami i odegranymi scenkami. „Obudzili” się również oberżyści, przepychając się przez tłumy proponując wszystkim dolewkę przyniesionych trunków. Taka uroczystość była dobrą okazją do zareklamowania wytwarzanych przez siebie dóbr, lub wykonywanych usług.
Po jakimś czasie ludzi przestały jednak bawić występy komików i kolejno zaczynali głośno rozmawiać lub wstawać i wracać na miejsce, w którym poprzednio tańczyli. Gdy zebrała się ponownie spora grupka, zaczęli wykonywać rytualny układ ku czci Mabh, co wywołało ogromny uśmiech na twarzy bogini. Wstała wtedy z kamienia i na krótką chwilę dołączyła do zabawy.
- Niechaj napełni was moja łaska, istoty. Wykorzystajcie je mądrze – szepnęła na tyle cicho, że nikt jej nie dosłyszał i wróciła na miejsce u boku męża.

Śpiewy i krzyki ludzi było słychać do białego rana. Część gości posnęła na polanie, inni wracali ostatkami sił do domów. Po zabawie zostały tylko uschnięte kwiaty i zdeptana trawa. Resztki jedzenia zostały dokładnie wyjedzone przez rysie, które po zakończeniu sprzątania zbiegły w najciemniejsze zakątki lasu, w których mieszkały. Bogini użyła magii, by wznieść ogromny kamienny dom, w którym miał zamieszkać jej mąż z dziećmi i kapłankami. Małżonkowie weszli do budynku by odpocząć i nacieszyć się sobą.
Gdy Ojciec usnął, Mabh przemieniła się w śnieżnobiałego rysia o błękitnych ślepiach i powróciła strzec dusz w Dolinie Wielkich Łowów. Wspaniałego wesela nadszedł koniec, rozpoczął się nowy dzień. Wielka uroczystość pozostała już tylko w sercach i myślach ludzi. Póki o niej pamiętamy, wciąż będzie trwać.
 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.