Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Bal -
 
„Bal”


Łzy miarowo opadały na wilgotną, błotnistą ziemię, która pod osłoną nocy wydawała się czarna, niczym heban. Świecił księżyc, a w pałacowym ogrodzie gdzieniegdzie słychać było kumkanie, dochodzące ze stawu. Cisza. Tylko od strony zamku raz po raz dochodziły odgłosy donośnych toastów. Świerszcze delikatnie cykały w trawie, jak gdyby bojąc się zakłócić spokój ogrodu, w którym zieloność trawy spotkała się z błękitem sukni i czerwienią krwi, tworząc piękny, choć martwy już dywan.
Łzy miarowo opadały drobną, prawie niewidoczną mgiełką, układając się we wzory na spódnicy, dekolcie i błękitnych rękawiczkach z kryształkami. Tworzyły one, jak gdyby sznur gwiazd, czy drobnych perełek, okalających kształty leżącego w ogrodzie ciała. Które jeszcze przed momentem było żywe.
Nie wiedziała, że po śmierci można płakać.
Uniosła powoli głowę, potrząsnęła mglistymi lokami. Księżyc oświetlał jej sylwetkę, która była teraz jedynie prawie przezroczystą marą. Spojrzała na swoje ciało, nad którym przed momentem się pochylała. Skrzywiła się lekko, widząc przerażenie w zastygłych oczach. Zamknęła im powieki. Co teraz?
Zegar wybił jedenastą.
Wiedziała, co musi zrobić... lecz jeszcze nie nadszedł czas.
Spojrzała jeszcze raz na swoje wygięte ręce, brudne ramiona, zaplamioną suknię, ubłocony lewy bucik.. Ciekawa była co by na to powiedziała jej Matka Chrzestna , gdyby wiedziała, iż prezent od niej zdobi pałacowy trawnik. Uśmiechnęła się, unosząc nieco kącik wyblakłych ust.
A był taki piękny bal...

Zaczęła powoli iść w stronę zamku... Zatrzymała się przy małym jeziorku, na powierzchni którego pływały nenufary. Ciche kumkanie, dochodzące zza kępy trzcin harmonijnie współbrzmiało ze wszechobecną ciszą. Martwą ciszą. Były to, miast radości i gwaru, jęki i żałosne odgłosy, pełne przejęcia. Zwierzęta wyczuwają niebezpieczeństwo...

Na grząskim gruncie wokół zbiornika odbite były ślady stóp dwóch osób. Większe i głębsze- należały niewątpliwie do mężczyzny, płytsze z wyraźnie zaznaczonym obcasikiem- do kobiety. Odciski były świeże. Zupełnie jakby ktoś tu był przed kilkudziesięcioma minutami...
Zatrzymała się nad jeziorkiem. Popatrzyła w swoją twarz, odbitą w tafli wody.
Jasna. Nienaturalnie jasna. Niemalże przezroczysta. Oczy... takie smutne oczy...niegdyś niebieskie jak woda, tętniące życiem, jak górskie strumienie. Lecz teraz? Wyblakłe i bez blasku. Policzki, jeszcze chwilę temu zaróżowione- teraz białe, niczym kreda. Sukienka... sukienka błękitna z czerwoną pręgą, biegnącą od serca. A samo serce? Nie było serca...Znikło...

-Piękny wieczór- usłyszała swój własny głos. Głos, który zabrzmiał w tym miejscu przed kilkudziesięcioma minutami- Księżyc dziś jasno świeci...
-W istocie- odpowiedział jej dźwięczny baryton- w istocie, o Błękitna Pani..
Ujrzała cienie dwóch postaci. Cofając się w swej pamięci, zobaczyła siebie. Jeszcze uśmiechniętą, i żywą. Chłód nocy różowił jej policzki, a łagodny wiatr unosił lekko falbany sukienki. Wpatrywała się w taflę wody. Tę samą tafle, przed którą stała i ona przed tak krótką chwilą..
Obok niej stał Książę. Patrzył na jej włosy, oczy, usta. Przez moment jakiś dziwny błysk zalśnił w jego oku. Ale cóż się dziwić... Spacerował przecież z kobietą, z którą miał się ożenić. Kontemplował jej obecność. Trzymał ją pod ramię, wyczuwając koniuszkami palców taftę sukni... Po chwili przerwał milczenie:
-O, Błękitna Pani, czy zechcesz odpowiedzieć mi na jedno pytanie?
- Tak, zechcę..- odpowiedziała cicho ta, z przeszłości
-Jesteś... Jesteś najpiękniejszą ze wszystkich znanych mi kobiet...- spojrzał w jej oczy- zostaniesz moją królową, moją bratnią duszą, moim Słońcem, moim życiem?
-Zostanę.-dźwięcznie odpowiedziało jej przeszłe widmo.
Tak... Tak to się miało skończyć. Wiedziała o tym ona. Wiedział o tym i on. Wszystko było tylko formalnością.
Jednakże wszystko potoczyło się inaczej... Inaczej, niż przypuścił by ktokolwiek: ona, on, a nawet i Matka Chrzestna..

Zegar wybił kwadrans po jedenastej. Jeszcze nie czas...
Zwróciła się w stronę zamku. Dostrzegła migoczące w oddali światła okien. Witraże w sali balowej przepuszczały jego jasne łuny, tworząc jakby wielobarwną i niezwykłą tęczę.
-Idę na jej koniec- pomyślała, i uśmiechnęła się pod nosem. Pamiętała bajki, które opowiadała jej mama w dzieciństwie. Że na końcu tęczy czeka na nią skrzat z garnkiem złota...
Pokręciła głową. Bajki kłamią. Wszystkie bajki kłamią.
Szła teraz po mokrej i grząskiej ziemi, mijając ładnie utrzymane, królewskie grządki, pełne kwiatów. Dumne róże w zadumie spoglądały na zamek, konwalie zwieszały białe, zmartwione głowy, tulipany słuchały swoimi płatkami dźwięków nocy. Jednakże pomimo to, wszystkie spały. Ach, przecież i o nich mama opowiadała bajkę. Mówiła, że w nocy wychodzą z ziemi, otrzepują swe korzenie, i udają się do pałacu na swój własny, kwiatowy bal. Tam tańczą pięknie do samego rana, a kiedy wstanie słońce, ubrane w krople rosy- zasypiają. Popatrzyła na nie z nadzieją... Lecz nie, one nie wstaną, nie ubiorą najpiękniejszych płatków, nie przystroją liści i głów. I ta bajka okazała się kłamstwem.
Minęła królewskie klomby, domek ogrodnika i wielki, stary dąb. Uniosła na głowę. W jego dumnej koronie zobaczyła gniazdo ptaków. Wszystkie spały... Jej mama opowiadała wiele bajek o ptakach... Kochała ptaki. Mówiła, że są wolne. A ona nie była. Nie mogła być.
-Niektórym w życiu pisana jest radość i wolność- pomyślała- A niektórym przepowiednie.

Stanęła w bramie ogrodu, umieszczonej w długim, rozłożystym żywopłocie. Coś zamigotało, schowane w konarach, przy dolnych zdobieniach furtki. Podniosła ową rzecz i przyjrzała się jej. Tak, to była kokardka od jej sukienki. Sukienki, którą wybrała Matka Chrzestna.
Nawet teraz, wśród szumu liści, poruszających się w takt wiatru, który coraz bardziej dawał się we znaki całej przyrodzie, słyszała jej stanowczy głos... Przypomniała sobie swoją przerażoną minę, gdy dowiedziała się, że jest Dzieckiem Przepowiedni, że poślubi pięknego królewicza, że zostanie królową. I to jeziorko, ten pałac, to wszystko... będzie należało do niej.
Wystarczyło tylko iść na bal w błękitnej, wybranej przez Matkę sukni, i pamiętać o tym, iż by oczarować księcia ma czas tylko do północy.
-Pamiętaj, Moja Droga. - Chrzestna mówiła spokojnym, miarowym głosem- Północ to ważna pora przepowiedni. Jeśli do północy nie oczarujesz księcia- nie wypełni się ona do końca. Gdy owa godzina wybije, skończą się moje czary. I nic Ci już nie pomoże w spełnieniu proroctwa....Lecz nie martw się, czary działają. Olśnisz go, zgubisz pantofelek z prawej nóżki, on go odnajdzie. A potem odnajdzie Ciebie. I tak oto zostaniesz Panią tego królestwa kochana. I będziecie żyli długo i szczęśliwie. Oto owa przepowiednia. Tak zapisano w starych, uczonych księgach. Jeśli nie spełni się ona, czeka nas wielka tragedia i smutek spadnie na nasze oblicza i królestwo. Dlatego musisz nas ocalić i poddać się jej. Jesteś Dzieckiem Starego Proroctwa, przekazywanego od wieków. Nie zawiedź mnie....
Ona wtedy kiwnęła głową. Nie potrafiła wypowiedzieć ani jednego słowa. Była tak przejęta, tak zdenerwowana... I tak... szczęśliwa..

Pamiętała, jak przyglądała się swojemu odbiciu w lustrze. Z ciekawością przesuwała ręką, po szeleszczącej tafcie. Pod jej palcami zatańczyły perłowe guziczki, a kokarda z tyłu nabrała właściwego kształtu. A suknia? Była przepiękna. Jej błękit podkreślał bladą cerę, a całości dopełniały rękawiczki. Dół stroju obsypany był kilkudziesięcioma małymi kokardkami. Wyglądała zjawiskowo. Wiedziała, że to wszystko oczaruje Księcia. Co napawało ją większą dumą. Ona. Ona będzie Królową. Aż nie do uwierzenia....
I jest też takie teraz- pomyślała z goryczą- Nie do uwierzenia.

Zegar wybił wpół do dwunastej. Jeszcze nie nadeszła chwila. Jeszcze mały momencik...
Przekroczywszy próg ogrodu udała się na tyły zamku, gdzie znajdował się taras z widokiem na królestwo. Chciała jeszcze raz popatrzeć na szklane witraże, na owe blaski sali balowej. Na ten piękny bal.. Ach, piękny, piękny był to bal, dopóki dla niej się nie skończył...

Podeszła do okna sali. Pamiętała, gdy sama, nie tak dawno stanęła w jej progu.
Wszyscy się na nią patrzyli... Wszyscy. Pamiętała tę znamienną ciszę, która ją otoczyła.
Powoli, krok za krokiem przechodziła przez środek sali, budząc ogólny podziw. Napawała się tą chwilą. To była jej chwila. Weszła na środek sali. Wtedy zobaczyła, iż sam Królewicz podniósł się ze swojego tronu, by ją powitać. Pocałował ją w rękę, po czym zarządził tańce... To wszystko działo się tak szybko... tak prędko...
Pamiętała kryształowy żyrandol, od którego odbijało się światło. I gdy Książę z nią tańczył- wszystko wokół wirowało. Co dziwne, nawet nie zauważyła, jaki on był. Czy przystojny, czy uroczy, może czarujący... A może wręcz przeciwnie- gburowaty, zadufany w sobie... Tego nie pamiętała. Ale coś ją pchało do tego szalonego tańca. Do kolejnych obrotów z Królewiczem. Do trzymania go za rękę, bycia blisko niego, śmiania się z jego żartów... Co więcej- wiedziała, że królewicz też to czuł.
-Byliśmy, niczym marionetki- pomyślała, wpatrując się w kryształowy żyrandol ogromnej sali balowej- pociągane za sznurki, bezmyślne marionetki.
Tak, tak się wtedy czuła. Lecz, co najdziwniejsze, owo uczucie teraz znikło. Czuła się... wolna?
Odsunęła się od okna i spojrzała w niebo i migoczące na nim gwiazdy. Wolna? Wolna. Naprawdę wolna.

Wszystko, co wtedy robiła, na co patrzyła, czego doświadczała, wydawało jej się sztuczne. Bogate złocenia sali balowej, okazywały się brzydkimi maszkarami, wytopionymi w kruszcu. Ten przepych, śmiech eleganckich panienek, posapywania starszych panów, przechwałki młodzieńców- odstręczały ją. Nie chciała ich słuchać, lecz... nie miała wyboru.
Czy to wszystko było potrzebne? Matka Chrzestna mówiła, że to wszystko służy spełnieniu przepowiedni. Że tak musi być.
Lecz teraz... jest wolna. Nie musi już tańczyć w tej sali, pełnej marionetek.
O, jakże śmieszne wydaje się teraz przerysowane zachowanie króla, omdlenia królowej, opowieści z dawnych lat jednej z grubszych swatek, siedzącej przy stole. Jakże to wszystko jest marne...
Spojrzała jeszcze raz w górę. Jest wolna. Lecz nie może jeszcze odejść. Nie sama.
Wzrokiem znalazła Królewicza. Ukrywa się w kącie sali, nie rozmawia z nikim. Wbił wzrok w przeciwległą ścianę. Próbuje uciec... Na próżno...

Zegar wybił za kwadrans dwunastą. Nadszedł czas.
Stanęła na stopniach tarasu. Powoli podeszła do jego złotych drzwi. Pociągnęła za klamkę. Przekroczyła próg sali balowej.
I znowu ta cisza.
Wszyscy się na nią patrzyli... Wszyscy.
Powoli, krok za krokiem przechodziła przez środek sali, budząc ogólne przerażenie. Napawała się tą chwilą. To była jej chwila. Weszła na środek sali, po czym zwróciła się w stronę stojącego w kącie Królewicza. Zdążyła zobaczyć się w tafli wypolerowanej posadzki.
Rzeczywiście, mieli się czego bać.
Wyciągnęła rękę w stronę Księcia.
-Masz moją własność- rzekła cichym głosem, który odbił się echem od ścian sali i zniknął gdzieś w korytarzu- chcę ją z powrotem.
- Nie oddam Ci jej.- odpowiedział drżącym głosem Królewicz
- Jeśli mi ją oddasz, oboje będziemy wolni.- powiedziała spokojnie
- Jeśli Ci ją oddam, oboje będziemy uwięzieni.

Przed oczami stanęła jej właśnie ta chwila. Chwila, w której to wszystko, co mówiła jej Matka Chrzestna runęło, jak domek z kart. Chwila, w której jej własna bajka, okazała się kłamstwem.
Pamiętała przechadzkę po ogrodzie, wpatrzone w nią oczy księcia, lecz nagle coś się załamało.
Zatrzymała się, spojrzała jeszcze raz w oczy Królewicza. Lecz nie dostrzegła w nich nic. Pustka. Mętne, beznamiętne spojrzenie. Ona też już nic nie czuła. To było nie do zniesienia...
Sama nie wiedziała, które z nich powiedziało owe słowa:
-Jesteśmy uwięzieni.
Pamiętała natomiast, że Książę spojrzał wtedy na nią, i powiedział:
- Od dzieciństwa mówiono mi, iż jestem Dzieckiem Przepowiedni. Że na balu spotkam piękną dziewczynę, że zgubi pantofelek, odnajdę ją i się z nią ożenię.
Lecz właśnie ten bal uświadomił mi, jak bardzo się myliłem, wierząc w proroctwo. Wybacz mi me słowa, ale jesteśmy więźniami tej historii. Ten bal miał wszystko odmienić. I odmienił. Ale nie tak, jak się tego spodziewałem. Jestem więźniem, dopóki żyjesz. Wybacz raz jeszcze, ale muszę temu zapobiec...
Pamiętała jeszcze tylko błysk noża, i trzymany w jego dłoni prawy, ubłocony pantofelek. Potem wyciął jej serce.
Potem już nic nie pamiętała.

-Mylisz się. Uczyniłeś siebie więźniem, a mnie- wolną. Lecz ja Ci wybaczam. Bo dałeś mi właśnie wolność. Daję Ci teraz szansę. I Ty możesz być wolny. Jeżeli tylko pozwolisz mi zrobić to, co trzeba.
Królewicz powoli kiwnął głową.
Zbliżyła się do niego. Z jego kieszeni wyciągnęła zakrwawiony nóż, zawinięte w chustę serce i ubłocony, prawy pantofelek.
Ten ostatni włożyła na gołą stópkę, a serce na swoje miejsce. Patrzyła przez chwilę na sztylet, i włożyła go w prawą dłoń.
-Co trzeba zrobić?- spytał jeszcze Królewicz
- Przecież wiesz- uśmiechnęła się- bal musi mieć swój finał. Ty zabrałeś me serce. Więc i ja zabiorę Twoje.
Po czym wbiła sztylet w jego bijące z przerażeniem serce.

Stanął obok niej. Wyglądał dokładnie, jak ona. Spojrzał jeszcze na swoje ciało, leżące na podłodze sali. W miejscu serca ciągnęła się krwawa pręga, z której kapały raz po raz krople krwi, brudząc czystą podłogę sali. Uniósł wzrok i spojrzał w jej oczy. Dostrzegł w nich swoje. Żywe. Płonące ognikiem radości. Po śmierci.
Wzięła go za rękę.
-Czas na ostatni walc- szepnęła
Tańczyli w skupieniu, powoli, zachwycając się chwilą. Nie zaburzyli przepowiedni. Odbierając sobie serca, zostali małżeństwem. Połączył ich ubłocony pantofelek, a żyć będą długo i szczęśliwie. Tyle, że po śmierci.
Nareszcie byli wolni.
Każdy krok zbliżał ich do spokojnej wieczności. Takiej, której nikt w tej historii się nie spodziewał.
Wreszcie zbliżyli się do progu sali balowej. Spojrzeli jeszcze na gości, tkwiących w zdziwieniu? Przerażeniu? Szoku?
Jakby ktoś ich zamienił w kamień. Zastygli. I chyba już się nie poruszą....

Tymczasem Królewicz i jego partnerka spojrzeli w nocne niebo. Poczuli, że chcą wzlecieć i go dotknąć. Choć jeden raz.... I wtedy zaczęli się unosić... Powoli lecieli do gwiazd...
Zegar wybił dwunastą.


 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.