Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Bitwa o Itharos - Marysia Latanowicz
 

Bitwa o Itharos


W ten słoneczny dzień nad Itharos przewijały się lekkie chmurki. W mieście panował spokój, ludzie załatwiali swe sprawy. Wartownicy na murach nie mieli wiele do roboty, żadnego zagrożenia w tych niespokojnych czasach. W świątyni kapłani Izosa odprawiali swe modły.
Młody wartownik, stojący na prawych blankach zamku nieobecnego na ten moment króla (patrząc od frontu) rozglądał się niespokojnie po okolicy. Pomimo wspaniałego dnia od samego rana miał niespokojne przeczucia. Przed sobą miał widok na wylot doliny, po lewej, po prawej i za sobą góry. Jedyna możliwość ataku mogła nastąpić z przodu, od strony zabudowań przedmieścia, a i tak dostrzegliby wrogą armię wcześniej. Przez góry był mało prawdopodobny atak.
Jednak mimo tego wszystkiego strażnik nie mógł odpędzić złych myśli. Wczoraj wieczorem matka miała kolejny napad choroby a rano było podejrzanie cicho. Chłopak chodził po blankach, zataczając koło. W końcu nie wytrzymał i podszedł do skraju, wyjmując lunetę. Miał nadzieję, że nikt go nie zobaczy z jego wynalazkiem własnej roboty – musiał ukraść parę części do zrobienia jej.
Rozglądając się, przy wylocie doliny po prawej stronie (w prawo skręcano w stronę Parve i Wergundii) ujrzał niewielkie zawirowanie kurzu. Wpatrywał się jeszcze chwilę, ale ponieważ nic się nie zmieniało, uznał, że mu się przywidziało. Po paru minutach zawirowanie stało się na tyle duże, że dostrzegł je gołym okiem. Wyciągnąwszy lunetę, ujrzał za owym zawirowaniem kilkadziesiąt ciemnych postaci, a kolejne wciąż się wylewały zza lasku pokrywającego górę. Po dokładnym przyjrzeniu się zauważył, że w lesie również są mniejsze postacie.
Wartownik poczuł się zdezorientowany. Przecież z Wergundią miel pokój! Wtem przypomniał sobie ostatnie zdarzenia związane z Nową Styrią i natychmiast pobiegł do najbliższego dzwonu alarmowego.
Ludzie w mieście na przenikliwy dźwięk sygnału poderwali głowy. Natychmiast wybuchła panika – matki zaczęły nawoływać dzieci, żołnierze i wartownicy rzucili się do broni. Ryk zwierząt pogarszał ogólne zamieszanie.
Tymczasem na mury wdrapał się generał armii Itharowskiej. Patrząc na wylot doliny, pobladł jak ściana. Otaczający go wartownicy w milczeniu czekali na rozkazy. Po dłuższej chwili odsunął się i rzekł :
-Nel, weź swój oddział i zaprowadź spokój w mieście. Wszystkie kobiety, dzieci i starcy mają schronić się w zamku. Lemur, zawołaj oddział Lenniego i Maryola. Mają zająć dogodne pozycje w mieście. Oddział łuczników pod moją komendą ma stanąć na blankach. Wszyscy mężczyźni z miasta, którzy są sprawni, mają iść pod wodzą Winyla na zbocze po prawej i na mój znak zaatakować z boku. Idzie na nas Nowa Styria oraz sama Tavar.
Żołnierze pobledli i się rozbiegli. Po chwili w mieście zostały tylko zdziczałe psy oraz koty dachowce. Z zamkowej zbrojowni dobiegał szczęk broni. Około pięciu setek ludzi rozstawiało się po mieście. Generał Introc patrzył na to wszystko z blanek. Czekał na oddział łuczników. Gdy przybyli, zaczął ich rozstawiać na całej długości muru oraz kazał sześciu oddziałom wejść na najwyższe budynki w okolicy.
Ponieważ miasto miało budowę prostokąta, najdalej były przedmieścia. Potem zaczynały się bogatsze domostwa ludności. Pierwszy potężny mur oddzielał tą część od części bogatej – tej, gdzie faktycznie zaczynało się miasto. Zaledwie pięć przecznic od muru stał zamek – za nim dopiero zaczynał się rynek i ważne urzędy. W przeszłości wielu krytykowało taką budowę miasta, lecz jednak nic z tym nie zrobiono. Plan generała polegał na tym, aby utrzymać mur.
Kilkadziesiąt mil dalej zwiadowca Nowej Styrii, ulundo imieniem Melin, zawrócił i pognał do armii bogini. Zatrzymawszy się 5 metrów przed wirującym pyłem, układającym się w ciało pięciometrowej kobiety, skłonił się i rzekł:
-Ma pani, zauważyli nas.
~Dobrze. Poinformuj oddział Intrygo i Senni, aby na mój znak zaatakowali.
Melin nie musiał mówić na głos tego, co widział, – Tavar przeczytała to w jego umyśle. Dając znak armii, ogromna postać ruszyła do przodu. Za nią falangi ludzi ruszyły zwartym krokiem. Kawałek dalej specjalnie wybrany oddział pchał wieże oblężnicze oraz katapulty. Dotarłszy do pierwszych zabudowań, armia się zatrzymała – wystąpiły oddziały dowodzone przez ulundo, które miały za zadanie oczyścić drogę z niepotrzebnych przeszkód. Reszta się przegrupowywała. Tavar wydawała rozkazy poszczególnym dowódcą za pomocą umysłu – dlatego też dowódcami musieli być ulundo. Gdy wróciły oddziały zwiadowcze, armia ruszyła pod mur a katapulty zaczęły działać. Szybko okazało się, że mur to nie jest zbyt trudna przeszkoda dla magicznie wzmocnionych kamieni i droga dla wrogów stała otworem. Nawet nie musieli taranować bramy.
Generał Introc dał znak i padły pierwsze rzędy ulundo wpadających do miasta. Reszta wrogów szybko się połapała, co się dzieje, i schowała się za tarczami.
-Synor, podpal jedną strzałę i celuj w stronę prawego zbocza, jak najdalej.
Wspomniany wojownik wykonał rozkaz. Nic się nie stało. Generał zaniepokoił się. Przecież mieli atakować na jego znak! Powiedział Winylowi, że płonąca strzała to sygnał do ataku. Nadal nie było spodziewanej reakcji. Wrogowie powoli wlewali się przez wyrwę w murze. Sama bogini Tavar, która zmniejszyła rozmiary, trzymała się z tyłu i patrzyła na Itharowskich łuczników. Nagle wykonała gwałtowny ruch ręką i połowa wystrzelonych strzał zawróciła w kierunku łuczników i większość przebiła. W tym samym momencie na blanki wbiegł strasznie zakrwawiony żołnierz i rzucił się do dowódcy.
-Zbocze…padło…Winyl…zginął…czekali…na nas – wydyszał – Cała armia…około tysiąca.
Generał zamarł. Przecież nikt by nie zdołał podejść pod miasto od strony gór, cały czas była warta. Teraz mieli jeszcze mniejsze szanse na wygraną. Gorączkowo zastanawiał się, co robić.
-Synor, przejmij dowodzenie. Dostosuj się do sytuacji, ale wybierz 5 najlepszych łuczników i każ im zdejmować przywódców…
„…chociaż w przypadku ulundo to i tak nic nie da” dokończył w myśli.
-Dodatkowo jeszcze macie zbijać ulundo jak najwięcej. Strzała za strzałą. Klasycznie.
Następnie odwrócił się i pobiegł. W trakcie zbiegania usłyszał kolejne wrzaski łuczników, oznaczające, że ich strzały zawróciły. Nagle rozległ się też dziki wrzask w mieście. Oznaczało to, że oddziały tam poukrywane ruszyły do ataku. Bezustannie pracowały katapulty wroga, strzelając już w budynki pomiędzy murem a zamkiem. Przez chwilę zapadła niepokojąca cisza a następnie rozległy się serie dzikich wrzasków – jakby….ludzi a potem …wielkich ptaków? Po chwili bitwa wróciła do zwykłych odgłosów, poza faktem, że wielkie ptaki się wydzierały i dołączył kolejny batalion Tavar, co generał dostrzegł, patrząc przez mijane okno. Wkrótce dobiegł zdyszany do swojego celu – świątyni Izosa. Wewnątrz było pusto.
Generał zaklął. Najwyraźniej kapłani uciekli razem z ludem do wnętrza warowni. Wtem, gdy już stracił nadzieję, zza najgrubszego filaru wyszli po kolei najświętsi słudzy Izosa.
-Już myślałem...-wydyszał generał. - …Żeście uciekli.
-Nie – odparł ze smutkiem najstarszy kapłan, Dixtos. – Bardzo źle?
-Najgorzej – odparł z goryczą dowódca. – Nie mamy wsparcia z boku, czekali na nas. Tavar używa magii i chyba wyczarowała jakieś olbrzymie ptaki…nie mam pojęcia, co to.
-Nie przejmuj się stratą twoich ludzi – powiedział łagodnie kapłan. – Musimy zawołać naszego protektora, Izosa. Może on odmieni los bitwy. Prosiłbym, abyś wrócił na górę i starał się utrzymać pozycje do prawdopodobnego przybycia boga. Jeśli się nie uda, wyślę kogoś z wiadomością.
Dowódca z ulgą skłonił głowę i wybiegł. Na zewnątrz była gorsza sytuacja, niż się spodziewał. Katapulty niemal przebiły wewnętrzny mur warowni – oznacza to, że z budynków na przodzie został pył. Olbrzymie ptaki zataczały koła nad łucznikami, starając się ich strącić. Zatrzymawszy się przy jednym z okien, okazało się, że wroga armia nadal działa zgodnie, jakby wytępianie dowódców nic nie dawało. Pomiędzy zburzonymi budynkami toczyła się bezsensowna bitwa o każdą piędź, jednak przewaga wroga spychała obrońców w kierunku miasta. Wkrótce ten odcinek padnie. Gdy Introc wspiął się na górę, musiał natychmiast paść na ziemię. Zapikował na niego orzeł a potem sokół. Synor podbiegł, wymachując łukiem, aby odgonić ptaki. Pomógł generałowi wstać.
-Czemu do jasnej ciasnej ich nie zestrzeliwujecie? – wrzasnął generał, starając się przekrzyczeć tumult bitwy.
-Bo to nasi – wrzasnął Synor – Tavar przemieniła kilkadziesiąt naszych wojowników z miasta w wielkie ptaki. Okropny widok, a jak się darli – wzdrygnął się. – Dodatkowo mamy już tylko połowę łuczników. Nadal jednak czekają na rozkazy ci ukryci w warowni, bo ci na mieście są już straceni…
-Wyślij z dwóch informatorów, żeby kazali tym na dole przenieść się na boki miasta, aby nas od tyłu nie zaszli. Szybko!
Synor pobiegł. Łucznicy na murze mieli sytuację krytyczną. Ponad połowa leżała na ziemi, reszta raz na dłuższą chwilę wypuszczała strzały, lecz większą część czasu osłaniała się przed ptakami. Do tego wroga armia zaczęła przysuwać wierze oblężnicze oraz opierać drabiny. Coraz zapalczywsze ataki ptaków nie pozwalały odepchnąć drabin, więc wkrótce na blankach rozpętała się krwawa jatka. I…
Melin wyciągnął ostrze z pleców dowódcy. Następnie beznamiętnie przeszył półtoraręczym mieczem kolejne trzy osoby. W myślach spokojnie powiadamiali go kolejni dowódcy o stanie armii. Raz po raz jakaś jasna plamka gasła, odzwierciedlając śmierć kolejnego ulundo.
~Uważaj, za tobą oddział ludzi. Zbij go naszymi ludźmi.
~Zespół Toner jest na stanowisku, zabijamy kolejnych.
~Wyczuwam zawirowanie magii w mieśćcie – powiedziała Tavar, przebijająca się przez wszystkie głosy – Prawdopodobnie to nie koniec. Bądźcie czujni.
~Nasza Protektorka mówi, że coś się dzieje z magią w mieście. To nie koniec. – poinformował Melin, wybraniec Tavar do komunikacji z innymi. Nadal walczył, lecz teraz już odruchowo. Jego oddział oraz oddział ludzi kończyli tępić ludzi na murach, lecz nie mogli zejść niżej, ponieważ na dziedzińcu stali łucznicy. Sokoły i orły o niemal ludzkich twarzach nie miały szansy zlecieć niżej.
~Stać! – wrzasnęła w umyśle Tavar. Melinowi zrobiło się czerwono przed oczami. Zbyt potężna siła głosu – Coś się dzieje w świątyni Izosa. Coś potężnego. Zarządzam strategiczny odwrót. JUŻ!
Tymczasem młody wojownik, wysłany przez kapłana Dixtosa, na widok tego, co się dzieje na murach, natychmiast zawrócił do świątyni. Wbiegł do głównej Sali i zamarł na widok potrzaskanych ław i większości wystroju kaplicy. Po środku klęczeli kapłani. Przed nimi wirował ognisty twór, układający się w kształt człowieka, potem feniksa, potem tygrysa…cały czas zmieniał twór. Jednak w końcu został w formie człowieka z głową pantery. Zwrócił swój olbrzymi łeb na Dixtosa. Najwyraźniej mówił do niego w umyśle, bowiem kapłan wstał i zapytał wartownika, cały czas stojąc tyłem:
-Co się dzieje na zewnątrz?
-Łucznicy padli. Jedyne, co powstrzymuje sokoły i orły, to łucznicy na dziedzińcu…- wtem rozległ się okropny szczęk i do środka kaplicy wpadł żołnierz. Zatrzymał się na widok tworu i padł na kolana.
-Panie, Introc zginął. Jednak przed chwilą wroga armia wycofała się z murów. Chyba idą za mur zewnętrzny…
~Wyczuła mnie – warknął Izos w kontakcie myślowym z wszystkimi obecnymi – Muszę z nią stoczyć bój. Jednak wy, magowie kapłani, musicie stać na blankach lub na murze w czasie walki i wspomagać tak, abym walczył tylko z nią i z nikim więcej. Rozumiecie??
-Tak, o panie – odparł drżący Dixtos. – Nie zawiedziemy cię.
Izos przybrał materialną postać człowieka z głową tygrysa. W powietrzu dookoła niego wybuchały małe płomyki. Całe pomieszczenie trzeszczało od mocy. Bóg wymaszerował na zewnątrz a kilka zatrwożonych kapłanów za nim, razem z dwoma wojownikami. Reszta podniosła się na nogi i zaczęła szeptać, idąc.
-Skoro on jest taki potężny, to da sobie radę bez nas – szeptał gorączkowo pewny siebie młody kapłan Elex.
-Inaczej mówiąc, Izos jest naszą przynętą, żeby dać nam czas do ucieczki. Sam namówiłem Dixtosa, aby wezwał go. Zabijemy tych, co mu będą pomagać i uciekniemy – wyszeptał z naciskiem Domitro. – Taki jest nas plan.
Reszta przytaknęła i szybko wyszli na dziedziniec goniąc boga.
~Macie zbudować wokoło mnie tarczę. Oraz atakować wraz ze mną Tavar. Zrozumiano?
Izos najwyraźniej nic nie wiedział o zdradzie. Wszedłszy na blanki, zobaczył sformowaną armię i małą postać na przodzie. Za postacią stały w dwóch rzędach osobniki w białych szatach.
~Tavar już na mnie czeka. Stańcie na blankach i wspomagajcie mnie zgodnie z obietnicą.
Kapłani przytaknęli. Wtedy Izos przeniósł ich za pomocą magii w strategiczne miejsca, a sam wylądował przed Tavar.
~Czemu atakujesz moje miasto? – zawył bóg. Tavar odpowiedziała w umyśle, co słyszał Melin.
~Ponieważ to moja własność. Kto cię zwabił do tego wymiaru? Chcę mu podziękować – być może zdobędę wspólnika.
~Nigdy –odwarknął Izos. Kapłani zaczęli tworzyć magiczną barierę dookoła niego. ~Moje miasto jest nietykalne. Odejdź zanim będę musiał użyć siły.
Tavar roześmiała się. Był to straszliwy dźwięk, pełen szyderstwa i rozległ się nad całą okolicą.
~Ty? Przecież jesteś starym bogiem. Nie masz szans. Poddaj się a okażę ci litość.
~Nigdy! – Izos odchylił głowę i ryknął. W jego rękach pojawiły się straszliwe ostrza. Żarzyły się jasno jak słońce. Tavar chwyciła w ręce olbrzymie szable. Kapłani zaczęli celować w nią swą magią. Jednocześnie armia ulundo i ludzi omijając Izosa ruszyła ponownie na miasto, zderzając się z obrońcami wylewającymi się z zamku.
Młody wojownik, ten sam, co zawołał na alarm, zaatakował ludzi przed sobą. Sztych, pchnięcie, finta i unik. Działał jak automat. Daleko przed sobą widział dwoje bogów, którzy urośli do rozmiarów najwyższych drzew. Izos, jego patron, był cały z ognia a Tavar wirującym piaskiem z liśćmi i wszelkimi drobnymi częściami lasu. Jednak nie miał zbyt wiele czasu na przyglądanie się walce bogów – całą ziemią wstrząsnął okropny wybuch energii. Wszyscy padli na ziemię, kalecząc się o miecze i zbroje. Większość była oszołomiona. Wojownik Seper podniósł się jako jeden z pierwszych. Zobaczył, że część kapłanów już wstała i ponownie wytwarzała pole obronne dla boga.
Bóg słońca wymieniał się ciosami z Tavar. Wydawała się osłabiona a on, widząc to, napierał jeszcze mocniej. W końcu, gdy przez nieuwagę bogini odsłoniła swój lewy bark, trafił ją tam i mocno zranił. Krew w kolorze ziemi lała się na ziemię.
Oszołomiona Tavar przyklękła na jedno kolano. Izos pewny zwycięstwa, wzniósł nad nią swoje miecze ze słońce, szykując się do ostatniego ciosu. Wtedy Seper obejrzał się na kapłanów i ujrzał wstrząsający widok – grupa młodszych kapłanów na oczach wszystkich zabijała po cichu kolejnych współbraci na murach.
Tavar niespodziewanie zerwała się i zaatakowała Izosa. Okazało się, że dotychczasowa walka była tylko podstępem, aby oszukać rywala. Zepchnięty do ofensywy bóg z trudem odpierał ciosy. Wytwarzające się w ten sposób pokłady energii powoli niszczyły okolicę. Bogini zakręciła mieczem, udała sztych w pierś Izosa a następnie wyprowadziła fintę w stronę jego nóg. Trafiła w udo, z którego natychmiast polała się ognista krew.
Seper spojrzał na blanki. Grupa magów Izosa zbliżała się do Dixtosa z wyraźnymi zamiarami zabójczymi. Stary kapłan całkowicie koncentrował się na walce bogów, więc ich nie zauważał. Wartownik, widząc to, rzucił się na oślep do pojedynku bogów. Część armii leżała oszołomiona na ziemi, więc nikt go nie zatrzymywał. Znalazłszy się pięćdziesiąt jardów od walki, wyraźnie zwolnił przez barierę ochronną. Zaczął więc krzyczeć.
Izos, osłabiony raną w udo, usłyszał wrzaski chłopaka. Już od dłuższej chwili czuł, że wsparcie kapłanów osłabia się. Jednak musiał odpierać ciosy Tavar.
~Co ty na to, żeby walczyć w ludzkiej postaci? – zapytała.
~Czemu nie – odparł z wysiłkiem. – Będzie łatwiej cię zabić.
Nie odpowiedziała, więc zmienili się oboje w ludzi. Przez chwilę było blisko porażki Tavar, ponieważ zanim zdążała się przyzwyczaić do ludzkiej postaci, Izos zamachnął się na jej głowę. Cudem zblokowała. Następne parę ciosów nie zmieniło przebiegu walki. Dopiero, kiedy Izos wyprowadzał skomplikowaną serię obronną, usłyszał wrzaski Sepera, że Dixtos jest mordowany. Niestety, boga to rozproszyło, dlatego też Tavar uderzyła go najpierw w rękę, rozcinając ją, a potem trafiła w policzek.
Krwawiący z wielu ran opiekun miasta spojrzał bezsilnie na znikających kapłanów na murach, jawny przykład zdrady. Kilkadziesiąt metrów dalej armia Itharowska przegrywała ze zmobilizowaną armią ulundo i ludzi, którzy mieli przewagę w postaci rozmowy w umyśle. Młody wojownik, który zwrócił jego uwagę na zdradę, miał duże trudności – walczył z pięcioma przeciwnikami na raz. Izos odwrócił się do Tavar.
~Widzisz, jakie to jest beznadziejne? – zapytała – Przecież ci ludzie cię wystawili jako ochronę, aby zdążyć uciec. Nie ma to sensu. Poddaj się.
~Nigdy – wyszeptał z wysiłkiem bóg.
~Zatem to była twoja ostatnia szansa. Teraz możesz tylko ginąć.
Zaatakowała. Walczyli do utraty sił, do stracenia czucia w rękach, do utraty boskiej mocy. Jednak wciąż walczyli. Izos wyraźnie przegrywał – Tavar zepchnęła go do ofensywy i z trudem odpierał ciosy. W końcu popełnił błąd, zostawiając bez ochrony lewy bok. Tavar to wykorzystała, a gdy niezdarnie próbował się zasłonić, pchnęła go prosto w serce.
Świat zamarł. Izos w niedowierzaniu spojrzał na rękojeść miecza wystającą z jego własnej piersi. Ugięły się pod nim nogi. Tavar wyjęła miecz i otarła go o swoją szatę. Zostały na niej smugi złota.
~Tak giną wystawieni przez swój lud, Izosie – powiedziała. W jej głosie nie było ani cienia smutku – Nie powinieneś tu przybywać.
~To tak, jak ty nie powinnaś istnieć, Tavar – wyszeptał – Jesteś stworzona z mocy elfów. Nie masz prawa istnieć.
Zacisnęła usta a potem zamachnęła się z krzykiem i przebiła mu brzuch. Następnie zabrała mu miecze.
~Żegnaj, Izosie. Nie jesteś godzien być bogiem.
Odwróciła się od zmasakrowanego ciała boga i ruszyła do Itharos – miasto było prawie jej. Cała reszta armii, która została, by obserwować pojedynek, ruszyła za nią. Samotny bóg, umierający, patrzył na słońce, swój symbol. Wtem podbiegł do niego Seper. Przyklęknął przy umierającym i starał się powstrzymać łzy.
~Nie…nie znam cię…- wyszeptał bóg w jego umyśle. – Kim jesteś?
-Jestem Seper, panie. Urodziłem się w twoje święto. Przepraszam, że nie zdołałem pomóc, a wręcz zaszkodziłem. – kolejna łza spłynęła po jego policzku.
~Nie…nie zaszkodziłeś. – bóg smutno uśmiechnął się – Dzięki tobie wiem, kto jest wart bycia czyimś kapłanem, a kto nie. Wiem, u kogo jest ukryte dobro, a u kogo zło. I wiem…wiem, kto jest wart…boskiej mocy.
Seper spojrzał na boga przez łzy.
~Jestem ci bardzo wdzięczny, że przyszedłeś mi towarzyszyć w ostatnich chwilach. Moim ostatnim darem dla ciebie będzie szczęśliwe życie w mądrości i pokoju. Twoja rodzina ocaleje. Nie zmarnuj tego pychą…tak jak ja. To moje ostatnie przykazanie dla ludzkości.
-Dobrze – wyszeptał chłopak. Kolejne łzy padały na pancerz boga, który oddał za niego i za całe miasto życie, ponieważ wystawili go kapłani. Który był zawsze dobry dla swojego miasta. Wtedy przysiągł sobie, że zabije tych obłudnych kapłanów i pomści boga.
Izos uśmiechnął się z trudem.
~Masz odważne serce. Nie musisz tego robić. Przeznaczę ci część moich doświadczeń. Zrób z tym, co chcesz. A teraz weź mieszek przypięty do mojego pasa i uciekaj stąd najszybciej jak się da. Moja śmierć będzie gwałtowna. I wiedz…wiedz….
Myśli boga ustały. Przez tą chwilę, gdy Seper odpinał mieszek, wlały się do jego głowy wspomnienia boga.
~Uciekaj.
Tak brzmiało ostatnie słowo Izosa do wojownika. Wartownik zerwał się do biegu, jednak nie zdążył przebiec nawet dwudziestu kroków, gdy słońce na chwilę zgasło a potężny wybuch energii poderwał Sepera na trzydzieści metrów w górę i cisnął nim o ziemię.

* * *

Tavar zajęła cały Ofir...
Sepera znalazła jego rodzina i uciekli do Wergundii. Po drodze okazało się, że w mieszku były klejnoty…
Gdy Seper w Wergundii doszedł do siebie, ruszył tropem zdrajców boga. Wytępił wszystkich, w tym jednego na dwa lata przed swoja śmiercią. Poza tym spisał wszystkie doświadczenia, które otrzymał w darze od boga i schował notatnik gdzieś w Kotlinie Vilger…
Jego potomkowie zachowywali wiedzę, gdzie jest ów skarb z wiedzy boga aż do Sterona, który zgubił mapę na rzecz walki z elfami Laro...
Jeden z nich schował mapę gdzieś w okolicach Khi….
Gdzie znalazła ją młoda elfka imieniem Infelix…

 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.