Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Śpiew Matki- Aver
 

Hej, morze me, uroki Twoje znam...

Melodyjne przekleństwo poniosło się po falach, podrywając do lotu siedzące na rejce rybitwy, a przez połowę długości statku przekoziołkowała kopnięta beczka pozbawiona wieka.
Była pusta.
Spod pokładu wyszła ciemnowłosa elfka. Widząc uniesione z nadzieją brwi załogi, potrząsnęła głową.
- Ta była ostatnia – stwierdziła, już nawet nie ze złością. Na jej twarzy malowała się jedynie rezygnacja.
- Jak to: ostatnia? – zmarszczyła brwi inna, stojąca z założonymi rękami przy wejściu. Pióro, które zwykle majestatycznie powiewało na wietrze, teraz zwisało smętnie ze skórzanego, trójgraniastego kapelusza. Przymknęła oczy na moment i westchnęła głośno – Powiedz mi, że to była beczka po grogu, a nie po słodkiej wodzie...
Widząc jednak minę ciryando, opuściła dłonie i zacisnęła pięści, po czym szybkim, żołnierskim krokiem weszła pod pokład, zostawiając skonfundowaną załogę na zewnątrz.
W tym momencie wszystkie oczy zwróciły się z nadzieją na postać siedzącą dotychczas na bukszprycie. Elfka machała powoli nogami, jak mała dziewczynka siedząca na murku. Wydawała się nie przejmować faktem, że właśnie skończyły się zapasy słodkiej wody, Vekowar prawdopodobnie był o wiele mil za daleko, a w dodatku już którąś godzinę stały w tej dziwnej mgle, której wiatr ani myślał rozwiać.
Nikt jej nie przeszkadzał. Wiedziały, w czym rzecz.
Przecież każda z nich za kimś tęskniła.
- Oarni... – jakiś głos odważył się przerwać panującą ciszę. Elfka odwróciła się do nich profilem, jasne brwi uniosły się nieco w niemym pytaniu.
- Oarni, słyszałaś, co mówiła Saraid. Skończyła się woda. Musimy wracać do portu, a w tej mgle...
- Wiem – głos ostry niczym dziób mewy uciął rozmowę. Nastała chwila ciszy, po której morska czarownica balansując po bukszprycie weszła na pokład.
- Wiem – powiedziała już łagodniej. W jej granatowych oczach lśnił spokój, ale między brwiami pojawiła się lekka zmarszczka – Ale skoro Matka zesłała mgłę, to znaczy, że chce nas przed czymś ukryć. – A przynajmniej taką mam nadzieję, pomyślała i spojrzała na dziób, spróbowała przedrzeć się wzrokiem przez mlecznobiałą zasłonę. Na próżno.
– Zapewne za kilka klepsydr znów będziemy mogły ruszyć dalej. Wracajcie do swoich zajęć. – machnęła ręką i ponownie wspięła się na bukszpryt.
Znów nastało milczenie. Ciryando wraz z maarą powróciły do grania w deseczki, quentáro po raz wtóry pochyliła się nad mapą, usiłując zorientować się, gdzie są.
Któraś zaczęła nucić starą szantę opowiadającą o zwycięstwie pewnej lumy nad dwoma drakkarami, po chwili śpiewały już niemalże wszystkie. Każda znała słowa pieśni. Takich bitew się nie zapomina.
Oarni, słysząc szantę, uśmiechnęła się smutno. Pamiętała, jak kiedyś zaśpiewała ją mężowi, gdy wędrowali Białym Wybrzeżem. Pamiętała jego drżące koniuszki spiczastych uszu, przymknięte z zadowolenia błękitne oczy.
Tęskniła.
Tęskniła jak cholera.
Poczuła, jak coś ściska ją w brzuchu i ponownie się uśmiechnęła. Już niedługo, kochanie, jeszcze tylko kilka godzin...
Nagłe przeczucie uderzyło w nią jak grom z jasnego nieba. I nie tylko ją, wszystkie nagle poderwały głowy. Gdzieś pod pokładem stuknęło rozbite szkło. Obróciła się i ujrzała w oczach doświadczonej niejedną bitwą i sztoremem strach, jaki rzadko można było uświadczyć.
- Meriel... – szepnęła Saraid – Meriel, zrób coś...
Oarni otworzyła usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Bo mlecznobiała kurtyna opadła, a świat zakrył się ciemnością burzy.

Choć któryś raz przez Ciebie płacze każda z nas...

Cichy dźwięk pióra skrobiącego po pergaminie przerwało stukanie do drzwi. Nie czekając na odpowiedź do komnaty wszedł ciemnowłosy elf i bezceremonialnie klapnął na fotelu stojącym przy stole.
- Nic się nie zmieniłeś, Iereth. Zasady etykiety nadal masz w głębokim poważaniu – elfka nawet nie spojrzała na nowo przybyłego. Zakończyła pisanie zamaszystym podpisem i rozejrzała się w poszukiwaniu laku.
Elf prychnął jedynie i nachylił się nad stołem, podając jej granatową pałeczkę. Mruknęła podziękowanie i nie patrząc na niego zajęła się lakowaniem dokumentów.
Nyar patrzył na to z zainteresowaniem. Wiedział, że koloru granatowego używają jedynie przy zawiadomieniach... Zastanawiało go, czemu w takim razie na stole po chwili leżały dwa takie listy.
- Tylko jeden jest dla ciebie – rozwiała jego wątpliwości tarmen, podając mu elegancko złożony pergamin. Wreszcie uniosła wzrok. W jej zwykle chłodnych, szafirowych oczach nie było już smutku czy rozpaczy, jaka miała miejsce po tym, jak się dowiedziała. Pozostał jedynie jakiś nieopisany żal.
Zastanawiało go, jak zareaguje na to adresat listu, który właśnie chował do torby. Pogrąży się w rozpaczy? Zacznie ciskać z wściekłości w ludzi światłem? Skrzywił się. Widział kiedyś, co on potrafił zrobić z człowiekiem. I w żadnym wypadku nie widziało mu się, by skończyć tak jak tamten.
- Przykro mi z jej powodu. I sądzę, że jemu też będzie przykro – starał się nadać swojemu głosowi współczujące brzmienie, nie wiedział jednak czy to cokolwiek da. Elfka zmarszczyła brwi, a jej wzrok na powrót stał się taki, jak przed tragedią. Twardy i nieustępliwy, jak klify Białego Wybrzeża.
- Idź już. Zanieś mu ten list. I niech wreszcie zainteresuje się czymś poza tworzeniem własnej utopii na tych zawszonych bagnach – wycedziła. Nyar ze zrozumieniem pokiwał głową i bez słowa wyszedł. Co jak co, ale nawet Maire’tar miała swoje granice wytrzymałości.


Hej, morze me, na próżno wołasz mnie...

-... mgła opadła jak zdmuchnięta, a potem rozpętała się taka burza, jakiej najstarsza hesta nie widziała, mówię ci! Miotało wszystkim i wszystkimi, a „Muirin” jakoś trzymała się na tych falach. Mówili, że to, że przetrwały tak długo to zasługa oarni... kto zresztą wie, na ile to była magia, a na ile łaska Matki. – Elf dopił szklanicę i odstawił ją z hukiem na stół. – W każdym razie, żadna nie przeżyła. Nie miały szans. – oblicze dotychczas zaaferowanego szkutnika zachmurzyło się - To nie mógł być naturalny sztorm. Nie bez powodu nazywają tamto miejsce Firinurą.
Milczał chwilę, jakby chciał uczcić pamięć poległych. Siedzący na przeciw Iereth nie poganiał, milczał również, dolewając przy okazji trunku z antałka stojącego obok.
Firinura. Martwa Głębia. Miejsce, gdzie nawet najznamienitsi żeglarze ginęli bezpowrotnie.
Tam, gdzie Zatoka Draigern przeistaczała się w prawdziwe Et-Hyarmen.
- Szkoda, elfki na schwał to były... Doświadczone w morzu... – szkutnik ponownie zwilżył gardło, otrząsnął się jak wilk po deszczu – Kto mógł przewidzieć, że Matka wezwie je do siebie akurat wtedy? – rzucił pytaniem w przestrzeń. Nyar nie komentował.
- Szkoda zwłaszcza Aveire’hesta... Dobra kapitan, rozsądna była, choć swoje lata miała. To ona rozwaliła tamte drakkary z szanty – wyjaśnił, widząc uniesione brwi ciemnowłosego – I mojej małej Saraid... Ech, szkoda gadać... – znów zamilkł i wlał w siebie resztę szklanicy. Oczy błyszczały mu dziwnie. Iereth czekał.
Milczenie przedłużało się, a Nyar, wyjątkowo nie nyarowo, zaczął tracić cierpliwość.
- A co z oarni? – spytał. Zainteresowanego udawać nie musiał, wiedział, że im więcej informacji o niej, tym lepiej dla niego i...
- Co z oarni, co z oarni – burknął Talsoi – Matka zabrała ją do siebie, tak jak je wszystkie. Sztorm był zbyt potężny, by którakolwiek mogła się uchować. Tylko cud mógłby je uratować. A, jak wiadomo – westchnął głośno szkutnik i spojrzał na Nyara oczami pełnymi żalu – cuda się nie zdarzają.


Dziś muszę zejść na ląd, pożegnać przyjdzie się...

Słone fale chłodziły rozpaloną skórę, krzyki mew harmonizowały z szumem morza, kołysząc ją do snu...
Morze.
Woda.
Mnóstwo słonej wody drażniącej przełyk i nos, obciążającej ubranie, ściągającej na dno.
Na dno, do królestwa Matki.
A jednak, leżała na plaży, nie na dnie. W płucach miała powietrze, nie wodę.
Cud.
Pamiętała tylko, że któraś fala zwyczajnie zmyła ją z pokładu. Jak jakąś smarkulę. Pamiętała ślizgające się po mokrym pokładzie dłonie, zaklęcia oarni ginące w ryku spienionych wód.
I śpiew Matki. Śpiew pełen wściekłości, śpiew, który, choć piękny, był śmiertelnie niebezpieczny. Teraz pomyślała, że ta mgła nie mogła być naturalna. To nie była łaska Tulvy. Ktoś przeciwstawia się Matce, i sprowadza gniew na jej dzieci.
Dzieci, które zabiera do siebie, by uchronić je przed swoim gniewem.
Słońce piekło niemiłosiernie.
Więc to tak wygląda kraina bogów? – pomyślała ze zdziwieniem.
Usiłowała wstać, jednak ból promieniujący chyba z każdej części ciała skutecznie jej to uniemożliwił.
- To nie jest żadna kraina bogów. Boli mnie, więc żyję – stwierdziła filozoficznie Saraid. Zdążyła zauważyć jeszcze nachylającą się nad nią dziwną, czarno-białą twarz, zanim osunęła się w miękkie ramiona omdlenia.



Matka śpiewała.
Śpiewała głosem tych, które dziś weszły do jej podwodnego królestwa i dołączyły do reszty sióstr i braci poległych na Jej łonie. Śpiewała łagodnym szumem i wściekłym rykiem fal obijających się o nadbrzeżne klify. Śpiewała krzykiem mew, z wdziękiem łowiących srebrzyste ryby.
Śpiewała pieśń niezrozumiałą, o bohaterstwie i tchórzostwie, o pięknym i o szkaradnym, o braterstwie i o zdrajcach.
Śpiewała o przyszłości, i gdyby ktokolwiek zdołał zrozumieć jej śpiew, zapewne mógłby ostrzec ludzi i zapobiec dalszym wypadkom, przez które świat ten uległ zagładzie.
Ale kto by zrozumiał śpiew Morza?
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.