Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Perypetie młodego medyka- Antoni Wyka
 

Wjechał przez Bramę Rybną. Od razu poczuł, że to był błąd. W nozdrza uderzył go zapach ryb leżących na straganach od co najmniej kilku dni. Oczywiście nikt nie pomyślał
o wybudowaniu lodowni, więc teraz, w środku upalnego lata, ryby nie nadawały się do jedzenia już po kilku godzinach na słońcu. Jednak jak zauważył, mieszkańcy nie zrażali się odorem od stoisk i chętnie kupowali nawet najwonniejszy towar.
Gdy przejeżdżał obok dużego kramu z napisem „Surströmming” na szyldzie, sprzedawca uchylił przykrywkę od jednej ze stojących za ladą beczek i pomachał zachęcająco. Smród jaki dobył się stamtąd był dziesięćkroć gorszy od tego czego doświadczył dotychczas. Ledwie powstrzymał odruch wymiotny i popędził konia.
-Maester Hilfer? Świetnie, że już Pan jest! Cieszę się, że zgodził się Pan na moją propozycję!- zagdakał gruby, rumiany człowiek w umazanym krwią kitlu cyrulika.
-Miło mi Pana poznać. Nazywam się Ragnar Herboter-przedstawił się podając gościowi rękę. Drugą pokazał mu żeby usiadł na stojącej przy stole ławie.
-Oczywiście nocleg ma Pan zapewniony, ale jedzenie musi pan załatwiać sobie na własną rękę…-Gość nie odzywał się nie chcąc przerywać gospodarzowi. Gdy ten już skończył, przyjezdny zapytał:
-Czyli mam pójść nocować do „Tawerny pod Turnym Lutem”, a do pracy zgłosić się u pana w podwórzu jutro o dziewiątej?-Herboter pokiwał energicznie głową w odpowiedzi.-Tak, woźnica karawanu jest umówiony na wpół do dziesiątej, ale asystent powinien być wcześniej. Ach, racja wymsknęło mi się… Mieliśmy mówić ambulans, a nie karawan… No, ale nawet go przemalowałem…-Zmieszany gospodarz odprowadził Maestra Uzdrowicieli Aldreda Hilfera do wyjścia.-W każdym razie do jutra!-pożegnał się zamykając drzwi.
Następnego dnia na podwórze przed Szpitalem Miejskim w Birce zajechał duży, kryty wóz, nieudolnie pomalowany na biało. Na burcie ktoś starał się wymalować symbol Konfraterni Uzdrowicieli, ale widać było, że twórca posiadał umiejętności plastyczne na poziomie pijanego orka. Maestrzy Herboter i Hilfer stali w wejściu do lazaretu straży miejskiej, który został teraz przemieniony na oddział ratunkowy Szpitala Miejskiego.
Ragnar wyjaśniał półgłosem zaistniałą sytuację:
-Dzięki wydanemu przez Radę Miasta Birki dekretowi, każda poszkodowana na jego terenie osoba, musiała dać sobie udzielić pomocy medycznej. Dzięki kilkunastu ciężkim, brzęczącym mieszkom złota w kieszeniach radnych tej pomocy mógł udzielać tylko członek Konfraterni Uzdrowicieli, która srogo liczyła za swoje usługi. To w praktyce oznaczało, że jeśli miałoby się wypadek, to lepiej byłoby umrzeć od razu niż przez resztę życia spłacać olbrzymie rachunki za leczenie. Oczywiście, gdy miejskie pospólstwo dowiedziało się o tym fakcie wybuchły zamieszki, a Radę zmuszono do zwracania połowy wydatków naliczanych przez uzdrowicieli. Jednocześnie Konfraternia została nakłoniona, pod groźbą wydalenia przedstawicieli, do ustalenia stałego cennika usług. I tak uzyskaliśmy konsensus.-dodał patrząc jak woźnica i asystent pakują na wóz skrzynki z narzędziami chirurgicznymi, lekami, miksturami, maściami oraz cały majdan innego sprzętu uważanego przez Maestrów za zgodny ze sztuką lekarską. –Mam jeszcze jedno krótkie pytanie-powiedział Hilfer-A jak mamy się dowiadywać o wypadkach? Jakaś sieć posłańców czy coś innego?- Maester Herboter uśmiechnął się- Nie, zwyczajne gołębie pocztowe, wysyłane z każdego posterunku w mieście i portach. Testy już się odbyły. Jesteśmy w stanie być w ciągu kwadransa w dokach przy latarni morskiej, lub w pół godziny przy Bramie Północnej.- W tym momencie znad dachu sfrunął na żerdź gołębnika gołąb pocztowy. Ragnar podszedł do gołębia i odpiął list.-To z nabrzeża poławiaczy ostryg.- powiedział rozpoznając pieczęć. Rozwinął list- Morze wyrzuciło tam na brzeg jakiś spalony okręt z rannymi na pokładzie. Chyba elficki. Ciekawe…-
Gnali jak szaleni przez miasto. Maester Hilfer ledwie trzymał się na koźle. Na brukowanej drodze ambulans trząsł jakby miał się rozlecieć, a woźnica nadal popędzał konie. Gdy dojechali na miejsce zauważyli tylko rybaków stojących ze szpadlami nad plamą świeżo rozkopanej ziemi. Obok, na brzegu, dogasał elficki okręt. Uzdrowiciele szybko podbiegli do wraku i zaczęli go przeszukiwać. Irytował ich stoicki spokój gapiów za plecami. Aldred Hilfer odwrócił się i zawołał:
-Pomóżcie nam! Nie widzieliście gdzieś rannych?- jeden z rybaków odpowiedział:
-Nie pane. Jeno martwi. Jużemy ich pochowali.- Aldred popatrzył zdziwiony-
Na pewno nie było nikogo żywego? Nikt nie przeżył?- Rybak skonsternował się-
No niby mówili niektóre, że jeszcze żyją, ale kto by tam elfiakom wierzył?
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.