Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

MIEJSCE PIERWSZE: Opowieść o Wędrowcu i Pani Jeziora autorstwa Magdaleny Czarnoty
 
Wiatr niósł swoją pieśń przez stare, rozłożyste buki i dęby. Szumiał w nich raz lekko i delikatnie, muskając ledwie najmniejsze listki, raz zmuszając ich korony do dzikiego tańca szelestów i świstów. Owe drzewa za dnia, pochylając się nad gościńcem- dawały przyjemny cień podróżnym, w nocy zaś- wykręcając swe konary w budzące uczucie niepokoju kształty, namawiały wędrowców do odpoczynku w pobliskiej, tętniącej życiem gospodzie.
Właśnie ku niej zmierzała postać w ciemnym płaszczu, który w świetle migoczących gwiazd wydawał się być haftowany srebrnymi nićmi, do których tak często porównywano w owych czasach życie ludzkie. Wprawdzie starsi ludzie, na bajkę o trzech wiedźmach, które nożycami losu przecinają nitkę żywota, reagowali śmiechem i niedowierzaniem, jakoby trzy starsze, prawie sparaliżowane panie krawcowe, bawiące się nożyczkami mogłyby pozbawić kogokolwiek życia (ewentualnie siebie palca).Inni natomiast wierzyli, że nici niektórych losów ludzkich są ze sobą splątane w wielkim kobiercu życia. Że żadne spotkanie nie jest przypadkowe. Wiedziała o tym również postać w płaszczu, która wychodząc ze świszczącego, bukowego lasu przecięła gościniec i po krótkim marszu stanęła
w drzwiach gospody.
Przekroczyła śmiało próg z dębowych desek i znalazła się w ciepłym i pogodnym wnętrzu.
Dziś był ten wieczór. Od samego progu witał gości zapach róż, od których uginały się wazony. Róż, przyniesionych na Święto Miłości przez ogrodników z wioski. Każdy z nich starał się o wygraną
w corocznym konkursie na najpiękniejszy kwiat. Mnogość odcieni czerwieni i różu zdobiła dziś oświetlone świecami ściany gospody. Mała grupka ludzi tłoczyła się właśnie przy jednej z nich, gdzie na stole, obok wazonu z różami w kolorze delikatnej czerwieni, siedział miejscowy bard.
Jak co roku, po posiłku, gdy mężczyźni zaczynali opróżnianie beczek z winem, a kobiety nerwowo poprawiały swą urodę - muzyk zasiadał w jednym z kątów sali i posłuszny pokornym prośbom słuchaczy, grał wybraną balladę o miłości. Słychać było teraz stamtąd okrzyki: „Piękną pastereczkę”! „Damę z czarnej wieży”! „Alinę, córkę młynarza”!
Postać w płaszczu uśmiechnęła się lekko i oddaliwszy się od karczmarza z pełnym pucharem wina, zasiadła przy jednym ze stołów, przysłuchując się śpiewowi barda.
Ten, po odśpiewaniu kilku ballad, wysłuchawszy pochwał, prawionych przez rozmarzone i wzruszone dziewczęta, począł zbierać nowe zamówienia od swoich słuchaczy:
- Ach Panie, zagraj nam „Księżniczkę Zofię”!
- Przecież już to grał!
- Spokojnie panienki, będę śpiewał, póki wasze najskrytsze pragnienia nie zostaną zaspokojone- powiedział bard, mrugając do tłumku wielbicielek- Zatem? Co mam teraz zaśpiewać?
- „Balladę o Pani Jeziora”- odpowiedział czysty, spokojny męski głos.
Na jego dźwięk wszyscy odwrócili się w stronę miejsca, skąd pochodził. Ujrzeli tam postać w płaszczu, która na ich oczach zdjęła kaptur. Kosmyki ciemnych włosów wystrzeliły we wszystkie strony. Nieładowi temu próbowała (bezskutecznie) zapobiec ciemna bandanka w białe wzory, spod której patrzyły teraz na barda głębokie, niebieskie oczy.
Śpiewak uśmiechnął się, mrugnął do podróżnego i rzekł:
- Widzę, żeś Panie wybrał nieprzypadkowo. Masz Panie widzę, dobry gust. To jedna z najpiękniejszych ballad, jakie zostały spisane.
Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie. Wiedział o tym.. wiedział jak nikt inny...
Tymczasem bard wziął do ręki instrument, odchrząknął raz i drugi... i w ciszy karczmy popłynęła pieśń...
Posłuchajcie mej ballady,
Co jak losy się potoczy,
Losy dwojga zakochanych
Usłyszycie- mknijcie oczy.

Bo historię, którą powiem,
Las w sekrecie mi przekazał,
Tak i ja wam przekazuję,
By jej czas zły nie wymazał.

Było sobie raz jezioro,
Porośnięte szuwarami,
Niegłębokie, granatowe,
Ozdobione cud- liliami.

Na dnie toni, śród sitowia,
Była wielka, czarna wnęka,
Żyła tam osamotniona
Tego jeziora Panienka.

Włos jej czarny, oczy bystre,
I zielone, niczym liście,
Usta jej czerwienią lśniły,
W kwiat ubrana, oczywiście.

Całe dnie spędzała sama,
Ludzie z wioski się jej bali,
Powtarzali: jest potworem,
Nazywali straszydłami.

Ona zwodziła wędrowców
Do swej bezkresnej topieli,
Śpiewem chciała zostać z którymś,
Ale oni jej nie chcieli.

Bo i była ciut zielona,
Miała błonki pod palcami,
I straszyła innych także
Swym spojrzeniem i zębami.

Niebieskooki mężczyzna cicho parsknął, zasłoniwszy sobie usta dłonią. Popatrzył spode łba na barda pogrążonego w pieśni. Po chwili zamknął znów oczy, wsłuchawszy się w kolejne wersy ballady, podczas gdy zewnątrz gospody noc przybierała swą najpiękniejszą, granatową szatę.

Ona już przestała śpiewać,
Przeszły miesiące i roki,
Ona już przestała kochać,
Takie są losu wyroki.
***
Delikatne i smukłe promienie rannego Słońca przedzierały się przez głębinę jeziora. Wodziły po ciemnozielonym dennym mule, gdzieniegdzie skupiając wiązkę światła na nielicznych muszelkach, przyniesionych tu niegdyś z prądem rzeki od morza. Natura wiedziała jak sprawić, by nawet najbrzydsze miejsce, którym jest mętne dno jeziora, wyglądało jak tajemnicze, podmorskie królestwo. Pozostawiając muszelki tam, gdzie niegdyś upadły, by tworzyły swój własny świat, nie pozwalając człowiekowi się do nich zbliżyć, kopiąc je w piasku, czeka, aż znajdzie się godna ich istota, która doceni tak niewielką rzecz, jak one. Tworzy sekret.
Tymczasem w ciszy lasu, gdy słychać było poranne rytuały zwierząt i rozgrzewanie gardziołek ptaków, promień słońca liznął wnękę w głębinie jeziorka. Woda lekko zafalowała i wśród tataraków
i lilii wodnych, którymi pokryta była calusieńka tafla, wśród tego dywanu białego kwiecia wychyliła się powoli dłoń, ściskająca muszlę. Potem wysunęło się przedramię, rączka, głowa z burzą czarnych loków okalających pogodną twarz, a za chwilkę nad brzegiem jeziorka stanęła młoda kobieta w białej sukience z płatków nenufarów. Jej skóra była gładka, w kremowym kolorze, na stopach i szyi zaś lekko zielona. Figurę miała pełniejszą, usta zaś czerwone, niczym dobrze rozwinięty kwiat róży. Bystrymi, zielonymi, jak szmaragd oczami, rozglądała się nerwowo po okolicy. Jednakże wokół nie było żywego ducha. Tylko las. Las i jego codzienne śpiewy.
Panienka usiadła na brzegu i zaczęła muszlą rozczesywać swoje długie, gęste loki. Z każdą chwilą coraz mocniej szarpała kosmyki, po czym odrzuciła swój grzebień i ukryła twarz w dłoniach, po których kropla za kroplą zaczęły spływać łzy. Tworzyły coraz gęstszy strumień, biegnący po rękach, potem dotykający ziemi, gdzie zbierały się w kałużę, by wreszcie wąską strużką wpaść do jeziora. Głośny szloch rozdarł spokojną leśną ciszę. Bo znów się nie udało...znów się nie udało...
Jej łkanie niosło się po lesie, po czym wracało echem.. Echem, które powtarzało uparcie: znów się nie udało... Między kolejnymi głośnymi wdechami powietrza, między spływającymi do jeziora łzami, niosła się smutna prośba do Losu. Żałosna prośba o zrozumienie, o chwilę szczęścia, zamknięta
w delikatnej, prostej melodii płaczu.

***
Aż nastała noc niezwykła,
Pełna magii oraz cudów,
Bo zostają wysłuchane
Wtedy wszystkie prośby ludów.

Nad jezioro przybył tedy,
Człowiek z krain nam nieznanych,
Bardzo piękny ów mężczyzna,
Tu Wędrowcem nazywany.

Zadumany, zasępiony,
Z troską ciągle na obliczu,
Smutny siadł nad tym jeziorkiem,
Począł rozmyślać o życiu.

Nagle ona go ujrzała,
Wychyliła się spod wody,
Aby spojrzeć w oczy jego,
Aby poznać jego sądy.

Gdy je tylko zobaczyła,
Utonęła w ich błękicie,
Zrozumiała iż to właśnie,
Ten, z którym chce spędzić życie.

A on uniósł swoje oczy,
Które zaduma zabrała,
Ale jej już nie zobaczył,
Cicha okryła ją fala.
***
Jakiś cień usiadł na brzegu jeziora, strącając małe kamyczki w głębię wody. Panienka, która akurat drzemała na dnie, poczuła, jak opadają na jej stopy. Strąciła je delikatnym ruchem dłoni
i spojrzała w górę. Poprzez taflę, jak przez magiczne lustro dostrzegła męską sylwetkę tkwiącą
w bezruchu.
Z początku postanowiła nie reagować, ot kolejny, czekający tu na swą kochankę, chłopiec. Już naoglądała się takich par. Każda była ta sama: zapomniana w zauroczeniu. A potem nad jeziorem, nad które ochoczo przychodziła się spotykać, stawała się sobie zupełnie obca i nieszczęśliwa.
Później zaś, gdy cień nie znikał, ani się nie poruszał, postanowiła sprawdzić, kogo drogi losu sprowadziły nad jezioro. Odbiła się nogami od dna i powoli podpłynęła do góry. Postanowiła obserwować przybysza zza kępy tataraków, nieopodal której siedział mężczyzna. Jednak on wydawał jej się inny.. Inny od wszystkich mężczyzn, których widziała.. Nic nie mówił, nie śpiewał, nawet głośno nie wzdychał. Tylko...patrzył. Spoglądał na taflę jeziora smutnymi oczami. Nie było w nim ani krzty wesołości. I co ważniejsze, był sam. Minuty mijały, a nikt inny nie pojawiał się nad wodą. To znaczy, że na nikogo nie czekał. I nikt i na niego nie czekał.
Panienka postanowiła się przypatrzeć mu bliżej. Ukryła się pod jednym z wielkich kwiatów lilii. Wędrowiec, nazwany tak przez nią w myślach, zdawał się jej nie zauważać. Wychyliła się powoli spod liścia i ujrzała jego oczy. I utonęła w ich głębi. W ich niebieskim jak woda kolorze. W tym momencie cały świat mógł dla niej nie istnieć, bowiem zrobiła to, o czym tak marzyła- zniknęła z niego. Zniknęła w dwóch, ukrytych pod powiekami o wyraźnych rzęsach, jeziorach. Nie chciała wracać. Chciała zostać. Z nim. I w nim. Poczuła miłe ciepło w sercu i uśmiechnęła się, po raz pierwszy od dłuższego czasu. Mówi się, iż oczy są zwierciadłami duszy i wtedy to stwierdzenie okazało się dla Panienki najprawdziwszą prawdą. W oczach Wędrowca zobaczyła duszę cierpiącego i niezrozumianego przez świat człowieka. Tak bardzo podobną do jej własnej... Już chciała do niego przemówić lecz... coś ją powstrzymało. Nie potrafiła. Bała się tego spotkania. A co, jeśli znowu nic nie wyjdzie? Los zadał jej pytanie, na które odpowiedzią został cichy plusk.

***
Ona na dnie w wodorostach
Próbowała wzruszyć pamięć,
Próbowała zmienić myśli,
Ale serce jej nie kłamie.

I jej serce co skostniało,
Coraz mocniej bić zaczyna
Coraz szybciej i goręcej,
Kochać wędrowca poczyna.

Tak więc czeka już na niego,
Od tej nocy, która niosła
Miłość, i która owego
Wędrowca ku niej przyniosła.
***

Dni zlewały się w jeden. Mijał tydzień za tygodniem. A on nie wracał. Ale to uczucie, którego doznała- zostało. Mimo walki, mimo prób zwalczenia go w sobie. Co noc wypatrywała cienia nad brzegiem jeziora. Wyrzucała sobie, że nie odezwała się wtedy ni słowem. Nie odważyła się nawet wynurzyć. Nie mogła. Nie potrafiła. Każdego ranka i każdej nocy zdawało jej się, iż leśne echo powtarza tryumfalnie: znów się nie udało..znów się nie udało. Postanowiła czekać. Nic więcej jej już nie pozostało. Przy życiu przytrzymywało ją jeszcze wspomnienie tego uczucia, którego doznała tej pamiętnej nocy. Nic więcej. Tylko to małe, krótkie wspomnienie, podsycane żarzącym się jeszcze płomykiem nadziei.

***
Wreszcie wrócił nad jezioro,
Smutny poszukiwacz życia,
Ona wtedy przedsięwzięła,
Opuścić wszelkie ukrycia.

I się przed nim pojawiła,
I zaczęła przed nim pieśń,
Którą potem leśna cisza,
Na świat cały chciała nieść.

Wylewała swoje żale,
O miłości niezaznanej,
O pogłoskach ludzi z wioski,
O osobie jej nieznanej.

Którą raz ujrzała w głuszy
I ruszyło martwe serce.
Tej osobie, teraz właśnie,
Daje życie swoje w ręce.

A Wędrowiec urzeczony,
Spojrzał w oczy jej zielone,
I odnalazł swe w nich wtedy
Wszystkie prawdy utracone,

Czuł, że wreszcie znalazł szczęście,
Spokój i swoje marzenie,
Ona była w tym jeziorze,
W tej kobiecie ma spełnienie.

Nic nie musiał jej już mówić,
Ona wszystko zrozumiała,
Oczy jej się rozświetliły,
Z muszlą rękę mu podała.

On ją ujął z namaszczeniem
I przyłożył do swej twarzy,
On z nią będzie aż do końca,
Cokolwiek się nie wydarzy.

I spogląda w jego oczy,
Tak niebieskie, jak jest woda
I pociągnie go w odmęty,
Fala ich oboje schowa.

***
Trzymał ją. Trzymał za rękę. Nigdy nie sądził, że trzymanie drugiego człowieka w ten sposób może być przyjemne. Ba, może nawet ukoić ból. Taka malutka, delikatna dłoń, której nie puszczał, mimo pogrążania się w odmęty jeziora. Nie tonął. Oddychał spokojnie, patrząc z uwielbieniem na Panienkę. Uśmiechał się. Już wiedział, co kazało mu wrócić tu znowu. Siedział, jak przed wielu dniami, i myślał. Myślał dużo, próbując odtrącić zatrute idee świata, zastąpić je czymś doskonalszym. Myślał też wiele o swej samotności, o tym, że pragnąłby mieć kogoś, kto zrozumie jego inność. Stronił od zwykłych, szarych ludzi, unikał ich. Żył tak przez wiele lat, nazywany Wędrowcem. A teraz, gdy przed nim wynurzyła się z jeziora ta dziwna Istota, gdy obdarzyła go uśmiechem, gdy w nieznanej mu dotąd w domach, karczmach ludzkich melodii- zaklęła tak piękne słowa o jej życiu, o tym, co poczuła, kiedy go ujrzała - serce jego zadrżało pod wpływem lekkiego ukłucia. Przyjemnego ukłucia. Kiedy śpiewała, przypominały mu się wszystkie piękne miejsca, które niegdyś odwiedził wierząc, iż to tam znajdzie prawdziwe i czyste piękno, poszukiwane przez tak nielicznych. Wierzył, że uda mu się tam znaleźć spokój, ukoić swe cierpienie, niezrozumienie świata i otaczających go ludzi. Spojrzał w jej oczy.. Zieleń. Ktoś kiedyś mówił, że to kolor nadziei. Nadziei? Chyba ją wreszcie odnalazł. Coś trzyma w dłoni... Muszlę? Właśnie muszlę. Ona przetrwała w głębinach jeziora przez tak długi czas, niedotknięta ręką ludzką, nienaruszona otaczającym światem. A więc jest nadzieja i dla niego. Ale nie wróci do świata ten sam. Ból zniknął, znikły także zatrute samotnością i niezrozumieniem myśli. Pogrążony
w odmętach słyszał tylko coraz szybsze i mocniejsze uderzenia swego serca...

***
On odnalazł szczęście swoje,
A i Ona też poczuła,
Że z nim tylko życie spędzić
Chce, i będzie k' niemu czuła,

Tak więc razem w ciemnej toni,
Żyją- odnaleźli siebie
I poezję, prawdy życia
I uczucie, że są w niebie,

Tylko czasem w leśnej ciszy,
Gdy wytężysz ucho młode,
Wnet usłyszysz śmiech kochanków,
Za cierpliwość- tę nagrodę.

***
Wokół rozległy się gromkie brawa. Bard skłonił się nisko, ściągając z głowy czerwony kapelusz
z piórkiem. Szukał wzrokiem oczu Mężczyzny, lecz nigdzie nie mógł ich znaleźć. Nie zauważył, iż
w ferworze owacji wymknął się on z gospody, pozostawiając w pucharze artysty mały, złoty pieniążek.
Muzyk wziął go do ręki, sprawdził, czy aby nie fałszywy i po przekonaniu się, iż jego obawy były niesłuszne, uśmiechnął się i wzruszył ramionami: ot, kolejny dziwak.
Tymczasem nogi owego dziwaka przemierzały kolejne metry, dzielące go od lasu. Wkrótce jego płaszcz rozmył się w mroku nocy, zaś jego sylwetka majaczyła niewyraźnie za kolejnymi drzewami. Wreszcie dotarł do miejsca przeznaczenia. Wyszedł na oświetloną blaskiem księżyca polankę. Usiadł na brzegu jeziora, znajdującego się na jej środku. Zamknął oczy. Usłyszał cichy szum wody. A gdy znów je otworzył, ujrzał piękną Dziewczynę, spoglądającą na niego z uśmiechem.
- Witaj Mój Miły. Długo Cię nie było...a ja tak czekałam na wieści ze Święta- odezwała się do niego cichutkim i wdzięcznym głosem
- Witaj Najdroższa. Nie było mnie raptem kilka chwil.. Święto Miłości..jak zwykle piękne. Wiele kwiatów, wiele kochających się kobiet i mężczyzn, wiele uśmiechów i radości.- odpowiedział jej Mężczyzna
- A ballady?- spytała cicho Dziewczyna
- Były i one- odrzekł- Tym razem dodali Ci straszne spojrzenie i przerażające zęby.- zaśmiał się cicho pod nosem
Popatrzyła na niego spode łba
- Ładnie to tak śmiać się ze mnie? Nie jestem chyba aż tak przerażająca...- spojrzała na niego tkliwie
- Kiedy się tak pięknie na mnie patrzysz... to nie mogę nic złego powiedzieć- odpowiedział Wędrowiec
Chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Potem wyciągnęła ku niemu dłoń. Dłoń z muszelką... jak wtedy. I on, jak wtedy, ujął ją delikatnie i czule. Lekko niepewnie. Uśmiechnęła się...jak wtedy.
Ich usta na chwilę się spotkały. Po czym Panienka pociągnęła Wędrowca za sobą. Ku głębi. Ku przyszłości. Ku Miłości.
Autorka: Magdalena Czarnota
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.