Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Miejsce DRUGIE: Podróż Krasnoluda autorstwa Marcina Grabysza
 
W poprzednim rozdziale Bethrand otrzymuje list od Perica, który prosi go o spotkanie w Liryzji. Gdy Berthrand dotarł już do miasta, sprawy przybierają inny obrót. Poznaje Amanda – szamana kruka którego przekonuje do swej sprawy i Brada – alchemika oszukanego niedawno przez kupca imieniem Davic. Berthrand postanawia odłożyć spotkanie i zająć się tą sprawą.


Podróż Krasnoluda
autor: Marcin Grabysz




Grumn usiadł przy drewnianym stole w swoim domu i zaczął spokojnie jeść kolację. Pomyślał sobie jeszcze raz o Berthrandzie. Właściwie to robił to codziennie, od momentu odjazdu człowieka, jednak te myśli nadchodziły najbardziej o tej wieczornej porze, o takiej kiedy ostatni raz go widział. Co też mogło się mu przydarzyć, szczególnie jeżeli Berthrand w pojedynkę gonił mordercę? Nie napawało to pocieszeniem…
Grumn poprawił się w myślach. Nie mógł zakładać, że od razu Berthrandowi stało się coś złego. Minęło jeszcze tak mało czasu, że raczej jeszcze nawet nie spotkał Davica.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Grumn spojrzał przez okno – było całkiem ciemno. Kto mógłby coś od niego chcieć o tej porze?
- Otwierać! Straż idzie! – wzburzony głos zza drzwi rozwiał jego wątpliwości. Grumn szybko przemyślał sytuację. Raczej mało prawdopodobne, żeby Peric ich wsypał. Grumn wcale mu nie ufał, ale wiedział, że gdyby chciał ich wydać zrobiłby to dużo wcześniej. A poza tym Peric jest złodziejem który niedawno uciekł z więzienia. Raczej nie poszedł do straży.
Straż mogła też przeprowadzić śledztwo. Możliwe, zważywszy na to, że uważają Berthranda za groźnego mordercę. Albo też Grumn i Berthrand byli nieostrożni i ktoś ich widział, lub znalazł jakiś ślad.
- Otwierać albo wyważymy drzwi!
Raczej nie było szansy na granie niewinnego. Jeżeli strażnicy posunęli się tak daleko, żeby w nocy przychodzić do jego domu, musieli być pewni swego. Dyplomacja odpada. Trzeba sięgnąć po bardziej… barbarzyńskie środki.
Grumn wbiegł na górę, do sypialnego pokoju. Tam na ścianie wisiał jego stary topór. Ileż to się nim w młodości namachał! Teraz był już nieco stępiony. W sumie dobrze – pomyślał Grumn – nie miał zamiaru nikogo skrzywdzić. Ale musiał pamiętać, że to wciąż doskonała krasnoludzka robota.
Zbiegł na dół i szybkim ruchem otworzył drzwi. Strażnicy nieco się zlękli widząc, że krasnolud trzyma w rękach topór, lecz Grumn nie zaczynał pierwszy walki. Stali tak chwilę w drzwiach, aż jeden z nich krzyknął:
- Jesteś aresztowany!
- Pod zarzutem? – odpowiedział krasnolud.
- Udzielenia pomocy mordercy! – odrzekł niepewnie żołnierz. Nawet jeżeli było ich kilku, a krasnolud był już stary, to robił naprawdę groźnie wrażenie – Prosz… nie, złóż broń. Właśnie, ZŁÓŻ BROŃ! – powtórzył głośniej rozkazująco – albo zrobimy… to za ciebie.
Grumn popatrzył na nich spode łba.
- Nie.
Strażnicy popatrzyli po sobie.
- Nie – powtórzył zimno Grumn. Nagle krasnolud ustawiając topór poziomo wbiegł na nich niespodziewanie. Trzon krasnoludzkiego topora był długi i wytrzymały, więc Grumn przepchnął się przez nich powalając dwóch przed sobą. Strażnicy popatrzyli po sobie zdziwieni, że wszyscy żyją, i wstali szykując się na cios topora. Grumn jednak nie miał zamiaru z nikim walczyć. Odwrócił się i zaczął biec. Strażnicy ruszyli za nim.
Grumn skręcał co chwilę, mając nadzieję zgubić pościg. Wiedział, że to jedyna szansa, gdyż w bieganiu nie miał z ludźmi wielkich szans. Był niższy od nich a na dodatek stary nawet jak na krasnoluda. Ale niech się przekonają jaka krasnoludzka krew płynie pod tą siwą brodą!
Po chwili Grumn zaczął strasznie dyszeć, choć przypuszczał, że strażnicy ledwie przyśpieszyli oddech. Skręcił w ciemną uliczkę i przywarł do ściany. Ku jego radości strażnicy nie zauważyli tego i pobiegli dalej.
Wiedział, że będą go szukać. Nie mógł na pewno wrócić do domu. W całym mieście nie będzie bezpieczny, ogólnie był w złej sytuacji. Zaczął jednak myśleć co się stanie na dłuższy dystans. Co miał w ogóle do roboty? W Birce mieszkał sobie spokojnie, czekając bez zobowiązań na koniec ziemskiej wędrówki. Nie miał nikogo przy kim chciałby być do końca życia. Mógł właściwie olać całą Birkę i… I co? Myśli Grumna skierowały się ku Berthrandowi. Młodzieniec wyruszył do Liryzji za bratem by odzyskać honor. A jeżeli tu w Birce Grumn nie mógł zostać, to czemu nie pomóc człowiekowi? I już wiedział gdzie się udać.
***

Marled pośpiesznie dawał znaki żołnierzom aby nie biegli w uliczkę w którą skręcił krasnolud, ale Grumn nie mógł tego już dostrzec.
- Co się stało? – zapytali strażnicy chwilowego przełożonego.
- Będziemy udawać, że nie widzieliśmy co się stało z krasnoludem – odpowiedział szeptem Marled – Po to właśnie kapitan zlecił mnie złapanie tego mordercy, ponieważ poznał się na moich umiejętnościach.
Strażnicy popatrzyli po sobie w milczeniu.
- I właśnie wpadłem na kolejny genialny pomysł – rzekł z dumą – Posłuchajcie. Ten krasnolud nie ma gdzie się udać. A więc pójdzie do tego mordercy. A my pójdziemy za nim, i złapiemy obydwu! A ja dostanę na pewno awans!
Strażnicy pokiwali ze zrozumieniem głową.
- Jestem genialny!
***

Grumn następnego dnia wyszedł z miasta. Przed odejściem jednak wszedł na chwilę do swojego domu, świadom, że może go już nigdy nie zobaczyć. Nie był tam długo, gdyż bał się, że przyjdą tam strażnicy. Zabrał pieniądze, płaszcz, trochę jedzenia. Tyle ile było mu potrzebne do podróży. No i oczywiście wziął swój topór. W końcu opuścił miasto, nieświadom, że podążają za nim Marled i paru strażników. Była to dla nich dość luźna podróż, gdyż wzięli ze sobą konie a Grumn szedł na piechotę. Mieli ze sobą mapy, i gdy spodziewali się jakiegoś rozwidlenia dróg, wypuszczali jednego przodem, a ten wyprzedzał Grumna i chował się gdzieś w krzakach obserwując w którą stronę krasnolud się udaje. Nie wzbudzało to wcale podejrzeń Grumna, gdyż był to uczęszczany trakt i wyprzedzany był lub też wyprzedzał sam wiele razy. A po przejściu połowy drogi, stał się jeszcze mniej ostrożny, nie przypuszczając, by ktokolwiek wiedział o nim w tych stronach.
Podróż sama w sobie była dość wygodna, szczególnie od momentu gdy przyłączył się do karawany handlowej, której właścicielem był życzliwy kupiec, który za drobną opłatą pozwolił Grumnowi usiąść w jednym z wozów. I tak posuwali się do przodu.
Pewnego dnia stało się coś niespodziewanego. Owszem, do tej pory można było narzekać na monotonność, ale lepiej było by jednak, aby tak zostało.
- Wyskakiwać z kosztowności i oddawać wozy to może ujdziecie z żywcem! – zawołał jeden ze zbójów, którzy nagle otoczyli karawanę kupiecką. Zbóje przygotowali zasadzkę bardzo dobrze, podróżnicy byli całkowicie zaskoczeni. Sytuacja wyglądała niedobrze.
- Oszczędźcie nas! Proszę! – wołał kupiec – Ja mam żonę i dzieci! Oszczędźcie nam życia!
- Zabrać wszystko! – wołali zbóje, nie słuchając go.
Wtem z wozu wyskoczył Grumn trzymając topór w dłoniach.
- Nie – powiedział zimno do zbójów – Chcę się pojedynkować z waszym wodzem.
Zbóje zaśmiali się głośno.
- Hej wodzu, ten krasnoludek chce z tobą walczyć.
Wtedy z tłumu zbójów wystąpił herszt bandy. Był to wysoki, umięśniony drab o groźnym spojrzeniu, uzbrojony w zbójecką maczugę.
- Ha! Ten siwy karzełek chce się ze mną bić? Ha, ha, pewnie masz jeszcze jedenastu braciszków w wozie do pomocy!
Grumn faktycznie stracił pewność siebie, kiedy zobaczył herszta. Nie okazywał tego jednak po sobie. Stanął tylko pewnie na nogach i chwycił mocniej topór.
Herszt najwyraźniej zgodził się na uczciwy pojedynek, być może dlatego, że nie widział żadnego problemu w pokonaniu starca.
Zbój zaczął szarżować na Grumna. Krasnolud wiedział, że nie uda mu się zablokować silnego ciosu szarżującego mężczyzny, więc przygotował się do uniku. Gdy herszt już się zamachnął, Grumn odskoczył w bok. Zbój był przez moment nieco zdezorientowany, spodziewając się, że krasnolud padnie po pierwszym cięciu, i w ostatniej chwili odwrócił się, żeby zablokować cios Grumna wymierzony w plecy bandyty. Szybko zerknął na swoich zbójów. To mogło wyglądać niekorzystnie dla niego, jeśli nie pokonał siwego krasnoluda za pierwszym cięciem. Zaatakował ponownie. Tym razem Grumn zablokował cięcie toporem i od razu odepchnął przeciwnika. Krasnolud dostrzegł zmieszanie zbójcy, który znów spojrzał na swoich.
Widząc, że już zrobił dobre wrażenie, Grumn odważnie przeszedł do natarcia. Mimo, że topór był ciężki, zasypał herszta cięciami. Przez chwilę nawet zapomniał kim jest, i czuł się jakby był tym dumnym krasnoludzkim wojownikiem jakim był lata temu. Najwyraźniej z wprawy nie wychodzi się tak szybko – pomyślał.
Herszt był o wiele wyższy i raczej silniejszy od krasnoluda, i czuł, że gdyby znalazł sekundę pomiędzy cięciami Grumna, mógłby wygrać tę walkę jednym cięciem. Problem tkwił w tym, że doświadczony wojownik mu tej sekundy nie dawał.
Wiedząc, że powtarzanie tej samej sekwencji w końcu go zgubi, Grumn zmienił nagle sposób walki. Niespodziewanie uderzył trzonem topora w brzuch zbója, oszczędzając na czasie obrócenia ostrza w tamtą stronę. Następnie naparł na zaskoczonego przeciwnika całym ciężarem swojego ciała, przewracając go na ziemię. Wykopał mu z ręki broń a ostrze topora przyłożył do szyi.
Herszt nie myślał już o swoim honorze, tylko za wszelką cenę próbował ocalić sobie życie:
- Proszę, zrobię co zechcesz! Tylko oszczędź mnie, proszę!
Grumn spojrzał na niego spode łba:
- Nie waż się więcej wyzywać krasnoludzkiego wojownika. Być może powinienem cię zabić, dla przykładu jak to się kończy. Ale wystarczająco cię już upokorzyłem.
- Tak, tak! Wystarczająco! – potwierdził z nadzieją herszt.
Grumn zaśmiał się i odsunął topór od szyi bandyty.
- Masz nas zostawić w spokoju i pozwolić tym kupcom jechać dalej.
- Tak! Oczywiście, że pozwolę – herszt nabrał powietrza i powiedział już spokojniej – Ty… nie zabiłeś mnie. Chociaż mogłeś. Dziękuję. Ja… jestem winien ci przysługę. Możesz na mnie liczyć.
- Dziękuję ale chyba nie skorzystam w najbliższym czasie – odparł Grumn – teraz moim życzeniem jest jechać dalej. Zmywamy się! – krzyknął do kupców.
- Cóż krasnoludzie – rzekł kupiec do Grumna gdy już oddalili się kawałek od zbójców – Muszę ci podziękować. Uratowałeś mój dobytek, i prawdopodobnie życie. Dziękuję ci, i chyba muszę wziąć przykład ze zbója. Jeżeli będziesz kiedyś w potrzebie możesz na mnie liczyć.
- Proszę! Co za owocny dzień! Zaliczyłem jedną bijatykę a w dodatku zyskałem dwie osoby które wiszą mi przysługę. Czegóż więcej może chcieć krasnolud?
- Naprawdę bardzo dziękuję!
- Drobiazg.
I tak mniej więcej minęła Grumnowi podróż. Tymczasem w Liryzji Berthrand również nie próżnował…
***

Berthrand i Amand szli za Bradem, który obiecał im pokazać gdzie Davic sprzedał mu truciznę zamiast leku. Obydwaj rozglądali się niespokojnie.
- Dlaczego ja właściwie z wami idę? – Odezwał się nagle Amand – Skąd mam wiedzieć, że na przykład, nie jesteś jakimś, no nie wiem, mordercą?
- A czy ja wyglądam na mordercę? – odpowiedział Berthrand.
- No, poniekąd… Nie wiem jak wyglądają mordercy, tak na co dzień.
- No niby kogo bym miał zamordować?
- Raczej tego Davica, z tego co o nim mówiłeś – odparł szaman – Zauważyłem, że go raczej nie lubisz. I w ogóle o co chodzi z tym wszystkim, najpierw mówisz, że nie masz rodzeństwa, potem, że masz ale wyglądasz jakbyś chciał go zamordować. Powiedz mi od początku kim jesteś, i kto to jest ten Davic?
- Jakbym ci opowiedział, to byś całkiem przestał mi ufać – rzekł Berthrand.
- Nie zachęciłeś mnie.
- No dobrze. Davic to faktycznie mój brat. Popełnił morderstwo i zwalił je na mnie.
- A nie było żadnego śledztwa?
- Było. Krótkie. Davic przecież zadbał o to doskonale. Nie było mnie w domu, kiedy to się stało. Położył truciznę w moim pokoju. Perfekcyjnie wybrał sytuację, tak aby wszystko było najbardziej przeciwko mnie. Planował to na pewno od długiego czasu.
- W takim razie powinieneś być w więzieniu albo wisieć.
- Będę z tobą szczery. Uciekłem z więzienia. Potem uciekłem z miasta. Chcę udowodnić swoją niewinność, więc nie mogę go zabijać… Na razie.
- Na razie?
- Nie zasługuje na życie.
Amand odsunął się od niego wystraszony. Berthrand pomyślał jak te słowa mogły zabrzmieć.
- Nie, nie, to nie tak miało być…
- Nie powinienem ci pomagać w morderstwie – powiedział niespokojnie Amand. Spojrzał ukradkiem na sztylet u pasa Berthranda.
Berthrand posmutniał i zamilkł na chwilę. Zdał sobie sprawę, z tego co robi. Z tego co nim owładnęło.
Jego ojciec był bogaty, nigdy niczego mu nie brakowało. Jego matka nosiła pierścionek z brylantem. Wychowywał się w takim „lukrowanym” świecie. W jego domu nie było chorób, ani śmierci, aż do śmierci ojca. A teraz nagle co się z nim stało? Jego matka umarła, on sam trafił do więzienia przez swojego brata, uciekł i trafił tutaj. A to wszystko w tak krótkim czasie. I tak gdyby nie Grumn, pewnie by żebrał na ulicy. Nic nie miał, nikogo tu nie znał, i jedyne czym się mógł zająć, to ściganie brata. Tak naprawdę to Berthrand nie myślał co zrobi jak już się spotkają. Nie przypuszczał, że w pierwszy dzień spotka kogoś, kto go zaprowadzi do Davica.
W ogóle to był poszukiwanym przestępcą. Do tej pory przypuszczał, że ten problem rozwiąże się przy znalezieniu brata, ale tak naprawdę, to co mógł zrobić? Najprościej było by złapać Davica, nakłonić jakoś do mówienia prawdy i oddać strażom. Ale to by było zbyt proste.
Ten cały natłok zdarzeń i informacji… Dopiero teraz Berthrand poczuł jak jest zmęczony. Nie panował już nad sobą i nad swoimi emocjami. Był słaby jak łódka podczas sztormu na morzu, a sztormem tym był dlań zły los, który jak widać zauważył bezsilność człowieka i wykorzystywał to najpodlej jak umiał, piętrząc coraz to wyższe fale.
Trzeba było wreszcie chwycić stery silną ręką i kierować łódką wedle własnego życzenia.
- Amand, musisz mi zaufać – rzekł do szamana – Jak spotkasz Davica zobaczysz, że to zły człowiek.
- Szkoda, że Duch Kruka mi w takiej sytuacji nie pomoże – powiedział Amand, a Kruk słysząc swoje imię zaskrzeczał głośno, choć nie rozumiał czemu nazwano go „duchem”.
- Mówiłeś o tym, że twój ojciec cię nie szanuje.
- Wręcz wyśmiewał to, że zostałem szamanem – odparł smutno Amand – Tu masz rację.
- To jest twoja szansa – przekonywał go Berthrand – Możesz pokazać ojcu, jak potężna może być taka magia. Jeżeli załapiemy przestępcę. Mordercę.
- Jeśli złapiemy.
- Złapiemy.
- Obiecujesz?
- Obiecuję – odparł Berthrand podając rękę Amandowi, a Kruk radośnie podleciał i zaskrzeczał wesoło.
Wtem Brad zatrzymał się i powiedział:
- To tu. Tu sprzedawał. Przed tym domem.
- Jesteś pewien? – zapytał Berthrand.
- Tak. To się działo dzisiaj, nie mogłem zapomnieć.
- Cóż – zaczął Berthrand – Mówi się, że raz kozie śmierć. Wchodzimy!



 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.