Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

W POGONI ZA BRATEM autorstwa Marcina Grabysza
 
W I rozdziale młodzieniec z bogatej rodziny, Berthrand zostaje niesłusznie oskarżony o morderstwo swojej matki. W rzeczywistości sprawcą jest jego brat Davic. Berthrand trafia do więzienia, lecz ucieka z pomocą złodzieja Perica. Podczas ucieczki zostaje ranny i łamie nogę. Już jako poszukiwany przestępca chowa się w domu swego przyjaciela, starego krasnoluda Grumna.


W pogoni za bratem
autor: Marcin Grabysz



- Zbiórka na placu, żołnierze! – rozległ się w koszarach krzyk kapitana straży – Ruchy, ruchy!
Już po chwili wystraszeni strażnicy ustawili się w równym szeregu przed rozgniewanym przełożonym. Nie wiedzieli co chciał im przekazać, lecz widać było, że to nie pomyślne wieści.
- Chciałbym wiedzieć, co też się stało z tym mordercą który jeszcze wczoraj trafił do więzienia!
- Uciekł nam, panie kapitanie – odpowiedział jeden z żołnierzy.
- Uciekł wam? Jesteś nieludzko spostrzegawczy, Marled! Nieludzko spostrzegawczy! A wiesz co mnie dziwi?!
- Nie mam pojęcia, panie kapitanie.
- Że uciekł na twojej warcie, Marled! Na twojej warcie! Zresztą widać po twoim ryju, że musiałeś oberwać.
- Zaskoczyli mnie, panie kapitanie.
- Zaskoczyli cię! – zawołał oburzony kapitan – Słuchaj, jesteś nowy i od samego początku sprawiasz problemy. I masz mi przyprowadzić tego zbiega z powrotem!
- Którego?
- Oczywiście, że tego groźniejszego! – wściekł się kapitan cały czerwony na twarzy – Nie wiem jak to zrobisz, tym bardziej, że jesteś tępy i w ogóle nie wiem jak cię przyjęli. Ale masz mi go przyprowadzić. Inaczej zostaniesz zdegradowany!
- Ależ kapitanie, mam znaleźć jednego zbiega w całym tym mieście?
- Tak! Ten człowiek zamordował swoją matkę. A czy wiesz do czego są zdolni tacy ludzie?
- Nie mam pojęcia, panie kapitanie – odpowiedział Marled.
- Bo jesteś tępy! Po prostu masz mi go znaleźć!
Po tych słowach odwrócił się do reszty:
- Co się gapicie? Tyle! Żegnam.
* * *

W domostwie Grumna rozległo się pukanie. Spodziewając się najgorszego, wszakże schronił się u niego przestępca, z toporem w dłoni powoli otworzył drzwi. Na szczęście jego obawy okazały się niepotrzebne. Przyszedł tylko spotkany kilka dni temu Peric, który przywiózł rannego Berthranda.
- Co z Berthrandem? – zapytał na przywitanie.
- Będzie zdrów – odparł krasnolud – Nie takie urazy się opatrywało.
- Czy mógłbym z nim porozmawiać? – zapytał Peric.
- Jaki masz do niego interes? – Grumn zrobił się podejrzliwy.
- Chciałbym tylko porozmawiać… Przecież kilka dni temu uratowałem mu życie.
Grumn popatrzył na niego spode łba.
- Wchodź. Ale mam na ciebie oko.
Peric wszedł do środka. Za Grumnem udał się na piętro, gdzie też w łóżku leżał obandażowany Berthrand.
- Peric! – zdziwił się ranny – po co tu przyszedłeś?
- Widzisz… Nie wiem co odpowiedzieć… Być może nuda mnie tu przywiała – powiedział złodziej – Ale chciałbym ci coś opowiedzieć.
- Mnie? – zapytał Berthrand – Nie spodziewałem się po tobie żebyś kiedyś coś komuś opowiadał.
Peric zignorował tę uwagę.
- Chciałbym ci też być może coś zaproponować. Wspominałeś wcześniej, że niesłusznie trafiłeś do więzienia.
- Bo to prawda.
- Więc… chciałbym ci coś zaoferować. Ale żebyś to zrozumiał, musiałbym ci w skrócie opowiedzieć moją historię.
- No cóż… Więc opowiadaj, jeżeli tu po to przyszedłeś – zachęcił Berthrand – i tak będę leżał w łóżku, masz dużo czasu.
- Więc… - zaczął Peric – widziałem obrzydzenie na twojej twarzy kiedy dowiedziałeś się, że jestem przestępcą. To przeciwne wszystkim twoim ideałom które wpajano ci w ciepłym domu od dzieciństwa. Zgadza się?
Berthrand nieco zawstydzony spuścił oczy – zgadza się.
- Nie mam zamiaru wypominać ci bogactwa twojej rodziny – zapewnił Peric – chciałbym tylko, żebyś wiedział, że nie każdy miał tak dobrze jak ty, i czasem inaczej się nie da. Ale mnie zbyt pociągała kradzież. I straciłem przez to życie.
- Co mam przez to rozumieć? – zapytał Berthrand.
- Widzisz, kiedyś miałem żonę i syna. Ale myślałem, że nie jesteśmy szczęśliwi. Brakowało mi pieniędzy. Z zazdrością patrzyłem na bogaczy, takich… jak ty. Jak ty kilka dni temu – Berthrand już otworzył usta aby coś powiedzieć jednak Peric ciągnął dalej – więc zacząłem kraść. Byłem dobry. Inni to zauważyli, i dałem się wciągać w to coraz bardziej. Wkrótce dawano mi zlecenia, dobrze płacili. Ale czy wtedy byłem szczęśliwy?
- Sam znasz odpowiedź na to pytanie – odpowiedział Berthrand.
Peric westchnął ciężko, po czym ciągnął dalej swoją opowieść:
- Zacząłem wyjeżdżać, z biegiem czasu coraz dalej. Nie było mnie przy synu kiedy dorastał. Aż kiedyś poczułem, że mi ich brakuje. Mojej rodziny. Pewnego dnia dostałem zlecenie właśnie w Birce. Obiecałem sobie, że to będzie moje ostatnie zlecenie. Jednak coś poszło nie tak i trafiłem do więzienia. Tam się spotkaliśmy.
- Pamiętam.
- Uciekliśmy, odwiozłem cię tutaj a sam ruszyłem w swoją stronę.
- Prawda. Nie zdążyłem ci podziękować. Jestem ci za to wdzięczny.
- Drobiazg – odparł Peric – To było zaledwie kilka dni temu… a tak wiele się zmieniło.
- Co masz na myśli? – zapytał Berthrand.
- Drugi raz podszedłem do tej zleconej kradzieży. Wszystko poszło dobrze, odebrałem zapłatę… i udałem się do domu.
- To źle? – zapytał Berthrand – Wyglądasz na zasmuconego.
- Mojej rodziny już tam nie było. Zastałem kogo innego. Powiedzieli mi, że moja żona już nie żyje, a mój syn zaciągnął się na jakiś statek i odpłynął. A to wszystko się działo kiedy okradałem ludzi. Nie było mnie przy mojej rodzinie. I oto do czego doprowadziły mnie te pieniądze! – wyjął z kieszeni sakiewkę – To dostałem za tę ostatnią kradzież! – i cisnął ją na podłogę, na której rozsypały się monety.
Przez chwilę obydwaj milczeli. Każdy myślał o tym co powiedział Peric.
- To… bardzo smutne – powiedział w końcu Berthrand.
- Ale nie powiedziałem wszystkiego. Ostatnio, jakiś medyk powiedział mi, że cierpię na bardzo rzadką chorobę. Nie wiem dlaczego jestem na nią chory, a medyk mówił, że nie istnieje na nią lek. Ale… został mi rok życia.
- Jak to możliwe? – zdziwił się Berthrand – przecież jesteś całkiem sprawny!
- Tak, to prawda, choroba polega tylko na rzadkim bólu głowy, ale… pewnego dnia po prostu padnę i… nie wstanę. To naprawdę dziwne uczucie, świadomość, że nic na tym świecie nie mam do stracenia, i że umrę za rok.
- Ale nie powiedziałeś jeszcze po co tu przyszedłeś – powiedział Berthrand.
- Postaw się w mojej sytuacji – Peric poczuł się nieco urażony – Co ty byś zrobił na mim miejscu?
- Ja… nie wiem.
- Więc ja przyszedłem do ciebie. Też nie wiem do końca dlaczego… ale jedyne co mogę robić przez ten rok to spróbować odpokutować moje winy z całego życia. A ty jesteś jedyną osobą z tego miasta, której mogę zaufać.
- Ja tego nie mogę powiedzieć o tobie – powiedział Berthrand – Poznaliśmy się kilka dni temu i to w więzieniu.
- Owszem. Możesz mi zaufać albo nie. To jest twój wybór. Ale po prostu pomyślałem, że mógłbyś opowiedzieć mi o tobie.
- O mnie? A dlaczego chciałbyś o mnie usłyszeć?
- Wspomniałeś, że niesłusznie trafiłeś do więzienia. Więc zakładam, że potrzebowałbyś czyjejś pomocy.
- A dlaczego ty miałbyś mi ją zaoferować?
- Widzisz… - zawahał się Peric – to dziwne uczucie, ale chciałbym przez ten ostatni rok poczuć, że moje życie jednak ma sens. Chciałbym zrobić coś dobrego, pomóc komuś. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułem… Ale chciałbym zrobić coś co dało by mi znowu poczucie honoru. A ty, i ja, mamy w tej chwili wiele wspólnego.
- To… bardzo szlachetne z twojej strony – zdziwił się Berthrand – I być może faktycznie powinienem ci zaufać…
Berthrand opowiedział od początku całą historię, o matce, Davicu i pierścionku. Peric wysłuchał ją uważnie, po czym zapytał:
- I jak myślisz, co Davic teraz zrobi, jak już dysponuje tym bogactwem?
- Nie wiem – odparł Berthrand – Davic był zawsze nieprzewidywalny. Odkąd pamiętam marzyła mu się potęga i władza. Jego marzeniem było zostać wielkim magiem, przed którym inni czuli by tylko strach. I przypuszczam, że wyjedzie gdzieś teraz szukać takiej potęgi. Ale nie wiem dokąd.
- Wygląda na to, że poleżysz jeszcze trochę w łóżku – stwierdził Peric – myślisz, że mógłbym poszukać dla ciebie tego Davica?
- Dla mnie? I naprawdę nie masz w tym żadnego interesu? Jesteś pierwszym człowiekiem jakiego spotykam, który chce pomagać tylko po to aby być z tego dumnym. Choć z drugiej strony jest to tak nieprawdopodobne, że aż wątpię żebyś ty to wymyślił. I coś mi podpowiada, że powinienem ci ufać… Dziękuję. Naprawdę zrobisz to dla mnie?
- Naprawdę – odparł Peric.

***

Miesiąc później…

Berthrand po raz pięćdziesiąty czytał otrzymany dwa tygodnie temu list. Jego treść zaniepokoiła go mocno, choć pocieszający był fakt, że Peric faktycznie zajął się jego sprawą. Peric informował go, że Davic z jakichś powodów wyjechał na południe do Liryzji. Złodziej udał się za nim aż tam, i stamtąd wysłał ów list. Obiecał także, że czeka na przyjazd Berthranda a jeżeli zdobędzie dalsze informacje zostawi je u handlarki informacjami Iriny. Podał także niedokładny opis miejsca jej zamieszkania.
Berthrand był też zaintrygowany postacią Iriny. Tu w Birce, za czasów dzieciństwa bawił się z dziewczyną o imieniu Irina, która w nastoletnim wieku faktycznie wyjechała z rodzicami do Liryzji. Berthrand miał nadzieję, że to ta sama osoba, bo wiedział, że starej przyjaciółce mógłby zaufać. Choć z drugiej strony nigdy nie przypuszczałby, że Irina zostanie handlarką informacjami, który to zawód wymaga częstego bratania się z różnymi szumowinami.
Od kilku dni umiał sprawnie chodzić – to napawało go nadzieją, że będzie mógł szybko zająć się osobiście tą sprawą. Siedział w tym domu od długiego czasu, zamknięty z powodu rany jak i licznych listów gończych. Grumn miał po części z tego pożytek – w zamian za ochronę Berthrand wykonywał za niego podstawowe prace domowe, które to w normalnych okolicznościach wykonywała by sumienna pani domu, jednak u starego krasnoluda takowa nie mieszkała.
Pewnego dnia Berthrand przyszedł do Grumna żeby się pożegnać. Stary krasnolud wyposażył go w swój stary sztylet i sakiewkę pieniędzy. Pod osłoną nocy młodzieniec wymknął się z miasta.
I poszedł do Liryzji. Dla rozpuszczanego dotychczas bogactwami rodziców młodzieńca nie była to zbyt przyjemna podróż, jednakże niebawem miał się przekonać, że należy przyzwyczaić się do trudnych warunków. Często używany szlak prowadzący do miasta handlowego był na szczęście gęsto usiany gospodami.
W końcu ujrzał w oddali mury miasta. Uradował się wielce, jego podróż dobiegała końca. Chociaż nie – poprawił się w myślach – jeden etap podróży dobiegł końca. Nie wiedział co zastanie w Liryzji. Perica? Davica? Irinę? A może ich wszystkich? Po prostu musiał to sprawdzić.
Nagle zauważył na gałęzi drzewa poruszenie. Jednak był to tylko kruk. Czarny ptak wpatrywał się w niego uważnie, jakby badał go wzrokiem. Berthrand poczuł się nieco onieśmielony pod czujnym spojrzeniem, jednak ruszył dalej. Ku jego zdumieniu kruk poderwał się z gałęzi i znów usiadł przed nim, zupełnie jakby chciał zwrócić na siebie uwagę.
- Bezczelny jesteś – upomniał go Berthrand uśmiechając się. Kruk jakby oburzył się i odpowiedział mu coś kracząc otwierając szeroko dziób. Następnie odwrócił się i odleciał. Po chwili ujrzał na trakcie spacerującego człowieka. Gdy podszedł bliżej, ze zdumieniem spostrzegł, że spotkany chwilę temu kruk siedzi temu mężczyźnie na ramieniu.
- To twój kruk? – zapytał go Berthrand.
- Tak, zgadza się – odpowiedział nieznajomy. Był równie młodym mężczyzną co Berthrand, lecz nosił długie, czarne niczym jego kruk włosy. Poruszał się spokojnie, a jego twarz miała równie spokojne oblicze – A sprawiał ci jakieś problemy?
- Nie – zaśmiał się Berthrand – Ale to bardzo cwana bestia. To chyba rzadko się zdarza, żeby człowiek oswoił kruka?
- Czy ja go oswoiłem? – zastanowił się mężczyzna – To w sumie dziwna historia, pewnego dnia sam przyszedł.
Tymczasem kruk, jakby zorientował się, że o nim mowa, poderwał się do lotu i krążąc kółka przelatywał coraz szybciej pomiędzy ich twarzami, kracząc w niebogłosy i zapewne wołając: „Patrzcie jaki jestem szybki, a wy głupie ludziki musicie chodzić tylko na tych nóżkach”.
- Czasem bywa nachalny, jak zapewne widzisz. Ale jest bardzo sprytny, nawet jak na kruka. I czasem taki pocieszny! A poza tym szybko się dogadaliśmy, bo jestem szamanem kruka…
- Jesteś szamanem? – zdziwił się Berthrand.
- No cóż, - szaman wyraźnie się zmieszał – Nie tak do końca. Przejawiam od dziecka zdolności szamańskie, ale szamanem raczej nie jestem. To nie Terala, albo Samnia. Tam by mnie szanowali, ale tu jestem wyrzutkiem. Nie ma tu nikogo kto by mnie uczył. Sam musiałem nauczyć się wpadać w trans, i jak go używać. Ojciec się mnie wstydzi – tu spuścił głowę – Chciał żebym był kimś bardzo ważnym i szanowanym, ale ja wolałem wybrać tę drogę, do której byłem przeznaczony. I bardzo chciałbym zrobić coś wielkiego, żeby pokazać memu ojcu, że szamaństwo nie jest takie złe, żeby był ze mnie dumny. Och, bez obrazy, ale chyba nie powinienem ci zwierzać się z takich spraw przy pierwszym spotkaniu…
- Nazywam się Berthrand – przedstawił się młodzieniec.
- A ja Amand – odpowiedział szaman – a to jest Kruk.
- Widzę przecież.
- Nie, nie Kruk to też imię. Wiem, że to dziwne, ale kiedy pierwszy raz przyleciał pomyślałem sobie: „Kruk”. Potem próbowałem mu wymyślić jakieś imię, ale w myślach i tak nazywałem go Krukiem. I tak już zostało. Ale teraz coś o tobie. Kim jesteś? Ten trakt prowadzi do Birki, więc pomyślałbym, że jesteś kupcem gdybyś wiózł ze sobą towary. Ale ty ich nie masz. Co cię wiec sprowadza do Liryzji?
- Osobiste… sprawy – odpowiedział wahając się Berthrand – Ale również nie jestem w zbyt dobrej sytuacji. Ja w ogóle nie mam rodziny.
- Nie masz nawet rodzeństwa? – zapytał Amand.
Berthrand spuścił wzrok i przez chwilę nic nie mówił. W końcu zdobył się na odpowiedź:
- Nie. Już nie mam. Miałem kiedyś brata, ale… Nie chcę nic więcej o tym mówić.
- Przykro mi – powiedział Amand – Znasz kogoś z Liryzji?
- Wiesz może gdzie mieszka niejaka Irina? – zapytał Berthrand.
- Nie słyszałem o nikim takim.
- Więc, czy mógłbyś mnie zaprowadzić do jakiejś gospody? Nie mam gdzie spać.
- Oczywiście. Chodź za mną – powiedział uprzejmie Amand. Kruk posłusznie usiadł mu na ramieniu, po czym weszli do miasta. Szli kilka minut uliczkami aż zatrzymali się przed dużym, drewnianym budynkiem.
- Przedni zajazd – powiedział Amand – Wiem, nie wygląda. Ale najlepsze tam jest piwo. Do tego stopnia, że wejdę z tobą i się napiję.
- Będzie mi bardzo miło – odpowiedział Berthrand.
Weszli do środka. Pomieszczenie było dość obszerne, lecz usiedli przy stoliku obok drzwi. Kupili dwa kufle piwa, które faktycznie okazało się wyborne. Wtem, do środka szybkim krokiem wszedł jakiś człowiek. Podbiegł wręcz do ich stolika i powiedział szybko, wystraszonym tonem:
- Proszę, szybko musicie mnie ukryć!
- Kim jesteś? – zapytał Berthrand – O co cho…
- Kupiłem niedawno lekarstwo od jakiegoś kupca – zaczął szybko tłumaczyć nieznajomy, widząc, że to jedyna jego nadzieja – I je niedawno komuś podałem, ale się okazało, że to trucizna i zszedł, ale to nie moja wina, jestem niewinny!
- Jak nazywał się ten kupiec? – zapytał Berthrand.
- Davic, ale proszę pomóżcie!
- Dlaczego mamy ci zau…
- Zaprowadzisz nas do tego kupca jak ci pomożemy? – Gwałtownie przerwał Amandowi Berthrand.
- Tak, tak, wszystko! – odpowiedział nieznajomy, nieco zaskoczony nagłą reakcją Berthranda.
- Dobra!
- Czekaj – powiedział Amand – Skąd wiesz, że nie kłamie?
- Zaufaj mi! – odpowiedział Berthrand – Znam Davica.
- Szybciej, zaraz tu będą strażnicy!
Nagle do gospody wbiegli strażnicy. Amand, jakby szepnął coś Krukowi a ten pofrunął w stronę strażników. Głośno kracząc, prawie uderzył w twarz jednego z nich a potem poleciał na drugi koniec pomieszczenia robiąc w koło mnóstwo zamieszania.
- Szybko, narzuć mój płaszcz – powiedział Berthrand do nieznajomego korzystając z tego, że Kruk odwracał uwagę strażników. Następnie wylał trochę piwa na jego twarz. Szybko usiedli z powrotem.
- Co to za ptak?! – warknął jeden ze strażników – Sio!
Kruk nagle wyleciał prze otwarte drzwi.
- Czy nie schował się tu przed chwilą pewien człowiek oskarżony o trucicielstwo?
Goście karczmy rozejrzeli się po sobie. Nagle jeden ze strażników wskazał na siedzącego do nich tyłem rzekomego truciciela.
- Ej, tamten miał podobne włosy!
- Co? – zdziwił się Berthrand – Że niby nasz stary wuj Marley ma być trucicielem? Ha, ha, on tu siedzi z nami od godziny.
- Na pewno?
- Powąchajcie jak od niego jedzie piwem.
Strażnicy rozejrzeli się po sali.
- Dobra, trudno. Wydawało nam się tylko, że ten łotr wbiegał do tej karczmy. Idziemy.
Chwilę później także Berthrand, Amand i „truciciel” wyszli z karczmy. Przed nią cierpliwie czekał na nich Kruk, który w nagrodę za pierwszorzędną akcję otrzymał trochę ziaren.
- Dziękuję wam bardzo – rzekł nieznajomy – nawet nie wiecie jak mi pomogliście.
- Wiemy. Ale musimy sobie wszystko wytłumaczyć.
- Oczywiście. Nazywam się Brad. Jestem medykiem. Albo alchemikiem. Wszystko jedno – mówił szybko nieznajomy – I kupiłem niedawno miksturę od jakiegoś kupca. Może trochę za bardzo mu zaufałem. Bo okazał się kłamcą. I mikstura działała nie do końca tak jak mówił. Zakładam, że użył tam Brunatka Jaskrawego, a nie kwiat Prostorostu… Ale i tak nie rozumiecie. Podałem ją jakiemuś choremu… i dopiero wtedy się o tym przekonałem. Wszyscy uznali, że jestem trucicielem. A ja zawiniłem tylko… swoją naiwnością.
- To i tak dużo – zauważył Berthrand – Ale wspominałeś, że ten kupiec który sprzedał ci tą miksturę nazywał się Davic.
- Tak właśnie – potwierdził Brad – Mówi ci to coś?
- Tak. Dzięki temu jestem pewien, że nie kłamiesz. I jestem pewien, że faktycznie jesteś niewinny.
- Ale dlaczego? – zapytał Amand – Znasz skądś tego Davica?
- Niestety tak. To największy łotr z jakim ostatnio miałem do czynienia. Najgorszy kłamca i obłudnik, bezwzględny, paranoicznie zafascynowany potęgą i władzą.
To… mój brat.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.