Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Miejsce DRUGIE: Koniec jest Początkiem autorstwa Pauli "Aver" Wajgelt
 

Koniec jest Początkiem

autor: Paula 'Aver' Wajgelt




Biało.
Zimno.
Czuła, jak chłód kąsa jej czarny nosek, usiłuje przedrzeć się przez pokrytą czarno-popielatą sierścią skórę, wninkąć do gorącego serca bijącego w szaleńczym rytmie. Płatki śniegu pokrywały ją niemal całą, ułatwiając kamuflaż przed Nimi.
Łapki śmigały pomiędzy drzewami. Nie miała zamiaru dać się Im złapać.
Biegła przez bór w nadziei, że ich zgubi. Byli zbyt wielcy i niezgrabni, by móc przejść przez tak gęstą brzezinę poprzetykaną piekielnie kłującymi świerkami.
Zatrzymali się. Usłyszała, jak klną w swym świszczącym języku, warczą na gończe psy. W myślach odetchnęła z ulgą, lecz zwolniła dopiero, gdy do jej uszu docierało tylko wycie wiatru. Była bezpieczna.
Nie miała jednak pojęcia, jak bardzo się myliła.

***

Feliks Zawadzki szedł przez bór cicho, z nową wiatrówką w dłoniach. Pod jego stopami nie trzasnęła ani jedna gałązka. Oddychał spokojnie, obserwując kluczącego między drzewami szopa. Był zawodowcem. Nie ucieknie mu. Nie teraz.
Zwierzę zatrzymało się i uniosło głowę, nasłuchując. Myśliwy zamarł w mało wygodnej pozie, z jedną nogą w górze. Oboje, łowczy i ofiara, trwali w tym zawieszeniu dłuższą chwilę. Pomimo minusowej temperatury po skroni człowieka popłynęła kropla potu. Zacisnął zęby. Jeszcze chwila i będziesz mój...
Wiatr zmienił kierunek. Teraz wiał mu w plecy, co oznaczało, że...
Szop poruszył noskiem i jednym susem wskoczył w pobliskie świerczki. Feliks zaklął nader szpetnie i bez większych nadziei wypalił w miejsce, gdzie zwierzę znikło. Westchnął ciężko i kopnął ze złością jakiś uschły krzak.
- Że też zachciało jej się szopiej czapki na Święta... - wymruczał pod nosem. Nic nie poradzi, szefowa będzie niezadowolona. A jemu się oberwie.
Zawrócił. A raczej odwrócił się i zamarł z półotwartymi ustami ze zdziwienia.
Patrzyła na niego ciemnymi oczami bez białek. Wokół nich miała czarne plamy, wyglądające jak maska. Była naga i blada, niemalże biała. Długie, popielate włosy spływały kaskadą po ramionach i piersiach.
Był sparaliżowany. Nie wiedział, czy ze strachu, czy zdziwienia.
Lustrowała go wzrokiem, jakby oglądała wyjątkowo dużą sztukę mięsa u rzeźnika. Podeszła bliżej i wyciągnęła rękę.
Zamiast zwykłych paznokci jej palce kończyły się długimi pazurami.
Dotknęła jego twarzy niemalże czułym gestem, po czym wyjęła broń z jego rąk i odrzuciła ją na bok. Nie zareagował, tylko dalej wpatrywał się w nią szeroko otwartymi oczami. Chwyciła jego głowę w dłonie, pazury zanurzyły się w burej czuprynie. Przekrzywiła głowę jak zaciekawione kocię i pogłaskała go po policzku, zostawiając na nim cienkie, krwawe kreski. Rozchyliła lekko wąskie usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Nadal nie mógł się ruszyć, lecz tym razem nie była to wina ani strachu, ani zaciekawienia. Ciało go nie słuchało. Chciał coś powiedzieć, lecz wyszedł z tego jedynie dziwny skrzek. Stał jak zaczarowany, zdany na łaskę tej dziwnej kobiety.
Ona zaś uśmiechnęła się lekko, wyszczerzając drobne ząbki, i mocniej docisnęła palce. Pazury zagłębiły się w skórze, z ranek popłynęła krew. Z ust Feliksa wydobył się cichy jęk bólu. Kobieta uśmiechnęła się szeroko i szybkim ruchem pociągnęła ręce w dół, rozcinając mu skórę na policzkach. Jucha popłynęła po żuchwie i szyi, tonąc w szarym szaliku.
W oczach myśliwego po raz pierwszy pojawiła się panika. Na jej widok kobieta zmrużyła ślepia i jednym szarpnięciem rozdarła ubranie Feliksa, ukazując opalony tors mężczyzny. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz, włosy stanęły dęba. Pazury delikatnie muskały jego skórę. Rany pulsowaly tępym bólem, szczypały. Serce waliło mu jak oszalałe.
Nie wiedział, czym była ta kobieta, nie wiedział, czemu spotkało to akurat jego. Przed oczami przelatywało mu całe życie, z przerażenia robiło mu się gorąco. Drżał. W powietrzu zapachniało specyficzną wonią.
Naraz, kobieta wyprostowała się, jakby coś usłyszała. Przekręciła głowę, nasłuchując. Chwilę trwała tak, w jednej, niezmienionej pozie, po czym jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a usta zacisnęły się w wąziutką kreskę. Spojrzała na Feliksa, a coś w jej źrenicach sprawiło, że nagle zapragnął jedynie śmierci. Szybkiej, bezbolesnej śmierci.
Jednak nie dane mu było spełnienie tego pragnienia. Kobieta pchnęła go na śnieg, szybkimi, chaotycznymi cięciami rozerwała mu brzuch i zaczęła grzebać w poszukiwaniu czegoś, nie zważając na tryskającą z rozciętych tętnic krew. Feliks nie miał siły nawet krzyczeć, choć całe jego ciało rwało się w agonii.
Oczy powoli zachodziły mu mgłą, a sam ból po jakimś czasie był coraz przyjemniejszy. Myśliwy uśmiechnął się do kobiety nadal grzebiącej mu w wnętrznościach.
Nawoływania szukających go przyjaciół już nie usłyszał.

***
- Więc mówi pan, że znaleziono go w Szarym Borze? I że to szopy go tak pokieraszowały?
- Według tego, co nam powiedzieli ci, co to go tu przytaszczyli. Ale bądźmy szczerzy, doktorze. Żaden szop nie ma takich pazurów, a przecież nic innego tam nie żyje. To musiało być morderstwo – sierżant Styrnik zamilkł, odwracając wzrok od ofiary. Przełknął ślinę i dodał - I to wyjątkowo okrutne.
Doktor Andrzej Niwicki ponownie spojrzał na zwłoki leżące na stole i wzdrygnął się. Poliki nieszczęśnika były jednym, wielkim strupem, blade oczy wpatrywały się ze spokojem w przestrzeń, na ustach wciąż błąkał się uśmiech. Rozcięty brzuch ukazywał zmasakrowane, przemieszane ze sobą organy.
Wątroby nie było w ogóle.
Doktor westchnął ciężko i odwrócił się do policjanta.
- Mógłby pan poprosić pannę Lucynkę o przysłanie mi asystenta? Najlepiej wielbiciela horrorów.

***

- CO ZROBIŁAŚ?! - Kordian zasyczał wściekle – Wiesz, co na nas sprowadziłaś? Oni teraz nie odpuszczą! Znajdą nas wszystkich i przerobią na płaszcze i czapki!
Damroka ze stoickim spokojem w czarnych oczach obserwowała przywódcę miotającego się po polanie. Nie miała pojęcia czym są płaszcze i czapki, ale z zachowania Kordiana wywnioskowała, że nie jest to coś, czym zwierzęta mogą się zachwycać.
- Pamiętasz, co Ci mówiła Nawoja? Ona ma za zadanie nas chronić – zamilkła, po czym świerknęła ze złością – Kordianie, oni mnie gonili! Mieli czelność wejść do Boru! Ktoś musiał za to zapłacić.
Przywódca jednak doskoczył do niej jednym susem i sapnął gniewnie.
- Nawoję dawno zeżarły robale, a Strażniczki nie widziano tu od cykli. Nawet nie masz pojęcia, o czym mówisz! - Damroka czuła wyraźnie zapach wściekłości, jakim było przesiąknięte powietrze. Schyliła głowę z uniżeniem przed przywódcą.
- Ona przychodzi tylko wtedy, gdy jest potrzebna – stwierdziła, po czym wydała z siebie dźwięk, ni to szczeknięcie, ni to ćwierknięcie. Zza drzew wyłoniła drobna, jasna postać, idąca na dwóch tylnich kończynach. Kordianowi, jak zresztą i innym szopom, opadła szczęka. Postać zatrzymała się przed Damroką, upadła na kolana i przekręciła głowę. Uśmiechnęła się. Z kącika jej ust płynęła krew.
- Witaj, Kahru – Damroka odwzajemniła uśmiech po szopiemu, czyli machnęła ogonem i poruszyła wibrysami.
W tym momencie pozostałe szopy otrząsnęły się z zaskoczenia i skuliły na ziemi. Jedynie Kordian podszedł do kobiety i skłonił łeb przed nią w geście szacunku.
- Witaj, Strażniczko.
Kahru kiwnęła głową w stronę przywódcy, po czym spojrzała na Damrokę i uniosła brwi.
Pytanie.
- Tak, odeszli, dzięki tobie. I nie powinni wrócić – odpowiedziała szopica, nie zwracając uwagi na zdziwienie Kordiana i reszty grupy.
Zapewnienie.
- Wierzymy ci, Kahru, ale nawet ty nie dałabyś rady z całym Ich stadem.
Podirytowanie. Zapewnienie. Pytanie?
Szopica zamilkła, a cała reszta zamarła w oczekiwaniu.
- Nie znam odpowiedzi.
Kobieta zmarszczyła brwi, usta wykrzywiły się w grymasie. Damroka poczuła ukłucie w głowie, które z każdą chwilą nasilało się.
Pytanie!
Z czarnych oczu popłynęły łzy, kobieta skuliła się na śniegu i zaczęła niemo płakać. Damroka podeszła i położyła się koło niej, ogrzewając drobne ciało. Po chwili Kordian, a potem i reszta szopów dołączyła do nich. Szopica poruszyła smutno wibrysami.
- Nie, Kahru. Nie mam pojęcia, czym jesteś.

***
Czym jestem?
Nie muszę pić, nie muszę jeść, nie muszę oddychać. Trwam zawieszona między czasem a przestrzenią, w tym jednym miejscu, w tym jednym borze. Nigdy się nie zastanawiałam, co jest dalej, zresztą, nie było mi to potrzebne. Wszystko, co kocham, mam tutaj – drzewa, ziemię, stado. I nic więcej nie chcę do
życia?
Egzystencji. Bytu. Czegokolwiek. Po prostu tu jestem, opiekuję się stadem.
Czemu?
Nie pamiętam. Robię to od początku. Niszczę tych, którzy zagrażają stadu. Kto zagraża stadu, zagraża borowi, kto zagraża borowi, zagraża mnie. Zagrożenia trzeba eliminować.
Oni?
Są dziwni. Niby podobni do mnie - chodzą na tylnich łapach, mają futro tylko na łbie – a jednak to zupełnie inny świat. Nie mój. Oni śmierdzą czymś złym, co gryzie i dławi. Tylko nie wiedzą, że to, co Oni uważają za cud, w rzeczywistości Ich powoli zabija. Wkrada się niepostrzeżenie, niczym kleszcz, wczepia w skórę i nie puszcza. Wysysa powoli życie.
Są jednak na swój sposób interesujący. Na przykład ten dzisiaj. Pachniał pewnością siebie, a mimo to nie spostrzegł się, jak zaszłam go od tyłu. W jego oczach widziałam przerażenie pomieszane z pożądaniem...
Zabiłam.
Z potrzeby. Chciał skrzywdzić Damrokę.
Zabiłam!
Uśmiechnął się do mnie. Wyglądał wtedy tak niewinnie...
Żyje.
Nie. Ale istnieje. Dzięki
mnie?
Wpatruję się w czarne oczy bez białek. Wokół nich ciemnieją cienie przypominające maskę.
Koniec
Uśmiecham się, a on odwzajemnia uśmiech. Po borze rozlega się ni to szczekanie, ni to ćwierkanie.
jest Początkiem.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.