Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Miejsce PIERWSZE: Klatka autorstwa Baśki Węgrzeckiej
 
Klatka
A w klatce ona, wilcza królowa.
autor: Baśka Węgrzecka



Jaś wyciągnął rękę nad niskim ogrodzeniem pomalowanym kilka lat temu na zielono. Niewielka piąstka zacisnęła się a następnie rozwarła, jakby chciał sięgnąć do siatki oddzielającej go od drapieżnika. Wilczyca stała nieruchomo wpatrzona w dziecko. Bura sierść już dawno zmatowiała. Niegdyś pełne życia ślepia przygasły dokarmiane bezczynnością.
Chłopiec zmarszczył nos wyciągając się jeszcze bardziej, próbując chociażby dotknąć krat. Od kiedy tylko zaczął w bardziej świadomy sposób pojmować świat, intrygowały go zwierzęta. Pamiętał jak mama pokazywała mu te kolorowe książeczki ze zwierzątkami. Ona wskazywała palcem kolejne postacie i mówiła mu jak się nazywają, on poruszał zaś ustami powtarzając obco brzmiące słowa i gładził ubarwiony kartonik. Najpierw kochał słoniki. Miał mnóstwo pluszaków przypominających to dostojne stworzenie, ba, większość nawet przypominała te, które widywał na obrazkach i kolorowankach dawanych do zabawy przez rodzicielkę. Potem to minęło, kiedy Adam – jego starszy brat – raz pokazał mu w czarnym pudle rodziców słonia i powiedział, że jedzą one ludzi w nocy i wyłażą spod łóżka. Od tamtej pory wszystkie przytulanki wylądowały na dnie szafy przykryte dla bezpieczeństwa kocem, żeby przypadkiem któryś z nich nie przyszedł do niego w nocy i go nie zjadł. No i zawsze przed snem zaglądał pod łóżko, niepewnie świecąc latarką w ciemną przestrzeń pomiędzy podłogą a skrzynią na pościel. Na szczęście żaden słoń go nie zjadł.
Potem całkowicie zafascynował się świnkami, bo były takie fajne i miały różowe zakręcone ogonki. W kreskówkach lecących z czarnego pudełka rodziców – tata mówił, że nazywa się to telewizor – świnki zawsze były przyjazne i miłe, oraz nie jadły ludzi. Ba, nawet w jednej z jego ulubionych bajek świnka przyjaźniła się z misiem w czerwonej koszulce i nazywała się Prosiaczek. Bardzo lubił tą bajkę, aż nie pojechali z grupą z przedszkola na wycieczkę. Byli w jakimś gospodarstwie pod Warszawą i oglądali różne wiejskie zwierzątka. Mogli wydoić krowę, co było nawet zabawne. Potem okazało się, że świnki nie są wcale małe, różowe i urocze. Świnki były buroszare, głośne, ubłocone i śmierdziały. A potem pan, który ich oprowadzał, powiedział, że ze świnek robi się szynkę. Jaś bardzo lubił szynkę. Ale od powrotu z farmy na widok kanapek z tymże produktem zawsze wybuchał płaczem, a babcia Gienia załamywała ręce biadoląc co też z niego wyrośnie. Ale i tak najbardziej przestraszył się na farmie kozy. Miała straszne oczy i próbowała zjeść rękaw jego bluzy, kiedy odwrócił się do niej bokiem. Wtedy jeszcze nie wiedział, że do końca życia będzie miał fobię przed tym zwierzęciem. Koza tym bardziej nie wiedziała. Po prostu polar pachniał bardzo kusząco i nie mogła się oprzeć, by go nie spróbować.
W tej chwili przechodził przez etap zafascynowania wilkami. Już wiedział, że jako drapieżniki jedzą one inne zwierzątka, ale robiły to tylko po to, by przeżyć. Wiedział też, że żyją w stadach i nieraz walczą o hierarchię. Tego ostatniego nie do końca rozumiał, ale porównywał to do tarzania się po podłodze swojego psa ze swoim starszym bratem, gdy pies warczał a Adam prychał na pupila. Wilki były bardziej dostojne od ich labradora i z tego, co wiedział, to nie można było mieć własnego, bo w końcu to dzikie zwierzęta. Teraz jednak patrząc na stworzenie wpatrzone w jego opaloną buzię zastanawiał się, czy powinno się trzymać je w klatce, skoro ich przeznaczeniem było biegać po lasach w grupie.
Zanim się zorientował, wylądował na trawniku za barierką koziołkując do przodu, by zatrzymać się tuż przed siatką i utkwioną za nią drapieżnikiem. Kolejne rzeczy wydarzyły się w ułamku sekundy. Wilczyca warknęła głucho, a kołnierz sierści wokół jej karku napuszył się niebezpiecznie. Jaś czknął aż ze zdziwienia, a jego ojciec oderwał się na chwilę od telefonu przez który rozmawiał z jakimś ważnym klientem. Jego mama krzyknęła przerażona, tak jakby pomiędzy wilkiem a jej dzieckiem nie było żadnej osłony, zaś spłoszony drapieżnik umknął w głąb wybiegu. Ktoś pociągnął biednego chłopca za tył kurtki, ktoś zaczął krzyczeć na temat złych zabezpieczeń i ochrony przed tymi groźnymi zwierzętami. I że powinno się trzymać te stworzenia nie tylko w klatkach, ale i na uwięzi pod ciągłą obserwacją, bo to cud, że niczego nie zrobiło temu dzieciakowi. Jaś czknął po raz drugi z ogromnym zdziwieniem. Zwierze zaszyło się gdzieś, gdzie nikt go nie widział.
Przez całe to zajście Adaś nawet nie oderwał spojrzenia od gameboya i przemieszczających się po jego powierzchni kwadracików.

***

Czasami mi się jeszcze śni dom. Odległy, zaśnieżony, pachnący mrozem i stadem. Wracam do niego zamykając ślepia – próbując na nowo odnaleźć siebie, zagubioną gdzieś pomiędzy przesiadką w Moskwie a przejazdem przez granicę z Polską. Te nazwy w sumie nic dla mnie nie znaczą, jedyne co rozumiem, to to, że oddzielają mnie od domu. Domu, do którego spróbuję kiedyś wrócić.
Gdy jestem w znajomej krainie... Biegnę. Pod łapami przesypuje mi się nieubity śnieg, skaczę, by wyjrzeć dalej, ponad wszechobecny puch. Widzę drzewa, sine igliwie wyglądające spod pierzyny, czuję trop zajęcy i saren. Ale nie polujemy dziś. Nie muszę patrzeć, by wiedzieć, że są obok mnie, świadoma ich obecności brnę na przód. Naszym sensem jest bieg. Dopóki jesteśmy w ruchu, jesteśmy wolni. Będąc wolni, jesteśmy wieczni.
Biegniemy więc. Skręcam gwałtownie w bok kierowana przeczuciem, nie musząc nawet sięgać spojrzeniem w lewo, by wiedzieć, że pod lodową cienką pokrywą kryje się zimna toń, a w niej śmierć. Omijamy jezioro zapraszające nas fałszywą obietnicą spokojnej przeprawy. Nurkujemy między drzewa kierowani podświadomym głosem. Nie... To ja jestem kierowana. Biegnę, wiedząc, że oni podążą za mną. Jestem przewodniczką, lecz bez nich nie istnieje.
Nadaję więc naszemu istnieniu sens. Tnę białe bruzdy brązowym cielskiem, wywieszam jęzor łapiąc tysiące woni oznaczających dom. W pewnym momencie zrównujemy się z innym stadem. Rdzawe ciała łani towarzyszą nam przez kilka sekund, ich ścieżka jest równoległa do naszej. Trwamy więc wspólnie, nie zaburzając swoich istnień i sensów bycia.
Ich przewodnik podejmuje decyzje. Odrywa się w bok, a stado rusza za nim krzyżując z nami drogę. Instynktownie wiem, że to ich błąd. Bliskość ciał roślinożerców i to kim jesteśmy budzi głód. Budzi się we mnie zew. Głęboki skowyt wyrywający się z gardzieli. Lecz nie jestem samotna. Oni mi odpowiadają, zgadzają się, bo jesteśmy jedną wspólną wolą. Pozostaje tylko skok, wybicie się od ziemi i rozwarte szczęki.
Budzę się.
Trwam.
I tęsknię za czymś czego nigdy nie zaznałam.

***

Jan Madej pochylił się z westchnięciem nad kartką zapełnioną w większej części przez tabele. Właściwie w tej chwili jego umysł był równie pusty co wymienione wcześniej kolumienki egzaminu. Rodzice bardzo się ucieszą, gdy ich pociecha przyniesie kolejną patriotyczną gałę z niemieckiego. Właściwie i tak miał lepiej niż jego starszy brat. Izabela i Stanisław mieli ambicje zrobić z synów wielkich lekarzy, jak na razie jednak Jaś nie spełniał ich ambicji po raz kolejny mając zagrożenie z chemii i odbijali sobie na starszej pociesze.
Podniósł głową i spojrzał na nauczycielkę. w tej chwili przeglądającą jakiś magazyn z ciuchami. Zabawne jak szybko człowiek uzależnia się od takich głupot. Telewizja. Internet. Informacje zawarte w gazetach...
Uzależniliśmy się od cywilizacji. Ta myśl go rozbawiła. całkowicie odwracając uwagę od testu. Właściwie nie korzystał z internetu ani telewizji, do pierwszego nie miał cierpliwości a do drugiego sił psychicznych. Jednak nie był w stanie żyć bez innej rzeczy, w końcu każdy miał swoje małe grzeszki.
Biegał.
Jeśli nie był w ruchu to cierpiał. Nie potrafił stać bezczynnie w miejscu. Jeśli nie biegło się na przód, to stało się w miejscu – a jako, że cały świat wokół ciebie brnie do przodu, to ty się cofasz. Poza tym, jak biegł... Czuł się wolny. Nikt nie zwracał na niego uwagi, nikt z nim nie rozmawiał, nikt nie ograniczał. Jedyną barierą była jego wytrzymałość i siła woli. Mógł się poruszać tak długo jak chciał i gdzie chciał. Ale najchętniej biegał w zoo, rano przed szkołą. W sumie nie rozumiał czemu zrywał się o takich dziwnych godzinach, najważniejsze było, żeby biec.
Chrząknięcie oderwało go od rozmyślań. Wolał nawet nie patrzeć w górę na nazbyt wymowne spojrzenie pani S. Odłożył tylko długopis oraz odsunął kartkę na krawędź ławki. Tylko czarne literki nazwiska zbezcześciły tenże egzemplarz.
Nigdy nie będę w pełni wolny. Jestem zależny od innych.

***

Ludzie mają dziwną tendencję do braku logiki w swych działaniach. Już trudno mówić o jakimkolwiek instynkcie samozachowawczym. Chociaż tak ważne kwestie były niczym z tym co właśnie przeżywała.
Słońce przyjemnie grzało burą sierść, ból łapy zastygł i zaczął topnieć, tak jak sople lodu uczepione rynienki budynku naprzeciwko jej wybiegu. Właściwie brak obecności opiekunów jej wybiegu uważała za pozytyw. Nikt nie biegał po jej terenie, nie drażnił jej, nie naruszali cienkiej granicy jej tolerancji. Od kiedy miała towarzysza w codziennej nudzie nie miała zamiaru wytrzymywać z ludźmi więcej niż potrzeba. Odebrali jej już wszystko, więc czemu nie miała im czegoś nie odebrać. Ale wiedziała jak to się skończy. Wolała nie sprawdzać, czy ta teoria się sprawdzi czy też nie.
Szary wychylił łeb zza załamania ściany i posłał jej przeciągłe spojrzenie. Dalej nie mógł zrozumieć czemu przewodniczka czekała. Od kiedy tylko go tu przywieźli z rodzimej krainy zasypanej śniegiem próbował zrozumieć jej zachowania. Zaakceptował fakt jej dominacji w tym miejscu, ba, te dziwactwa go intrygowały, lecz nie potrafił ich podzielać. Bura zastrzygła uchem w odpowiedzi i zwróciła oczekujące spojrzenie w kierunku alejki. Tupot nasilał się.

***

Ominął alejkę prowadzącą w stronę wolnego wybiegu dla zwierząt z którymi mogły bawić się dzieci. Wbrew pozorom jego pragnieniem nie było spotkanie się z jedzącymi maciorami, czy też stadem złowrogich kóz. Raz popełnił ten błąd i potem do końca żałował tego, jak obskubały mu te wredoty kurtkę w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Nie mówiąc już w ogóle o tym, że szalika nie odzyskał do tej pory. Jednak ktoś na niego czekał, a on nie miał zamiaru się spóźnić na ten poranny rytuał.
Wbiegł na ścieżkę prowadzącą między wybiegami dla dzikich kotów. Miał nadzieje, że nie obudzi śpiących jeszcze zwierząt i nie przerwie im chwil wytchnienia. Współczuł im. Sam nie potrafiłby spędzić życia w klatce. W bezruchu. Bez biegu.
Gumowa podeszwa obuwia uderzyła o lód i prawie stracił równowagę, jednak widział już swój cel i brązową plamę spoglądającą na niego ze śnieżnego tła. Przyśpieszył.
Gdy dotarł do upatrzonej ścieżki, przeskoczył nad pomalowanym na zielono ogrodzeniem - trawa pokryta szronem była stabilniejszym podłożem od asfaltu. Uderzył dłonią w siatkę. Skoczyła w jego stronę, uderzając łapami w miejsce, gdzie przed chwilą była jego dłoń. Lecz on już sadził na przód, czując wylewającą się z ust parę. Wilczyca ruszyła za nim, długimi susami ułatwiając sobie drogę. W specyficzny sposób na niego polowała. Dzieliła ich siatka. Lecz biegli razem. Ona miała go dogonić. Nigdy jednak nie doganiała, chociaż z prostotą mogła to zrobić. Zabawa polegała na tym, że mieli się bawić. Zawsze. Taki był rytuał od ponad czterech lat.
On biegł.
Ona też.
Przez chwilę mieli być wolni.

***

Zziajana zamarła w bezruchu wpatrując się w oddalającą plamę zieleni. To był jej poranny rytuał. Biec. Z nim. Z człowiekiem. Ale on był inny. Gdy biegł czuł to co ona, był wolny tak jak ona. Gdyby nie ta siatka... Był członkiem jej stada. Tego, co powstało na okruchach zniewolenia przez jego krewniaków. A jednak ten teren otoczony stalową siecią należał do niej i żaden dwunóg nie mógł rościć sobie do niego praw. To jej królestwo. Jej imperium. I wara im było od niego. Nawet jeśli istniała tu na czyjś warunkach, to było to jej miejsce.
Szary bezszelestnie pojawił się za nią, nie usłyszałaby go, gdyby nie towarzyszące mu rozbrykane kłębki futra. Obróciła łeb i spojrzała na szczenięta. Były słabe, lecz nie da ludziom się nimi zająć. Jeśli nie przeżyją same, to znaczy, że nigdy nie miały przeżyć. Takie jest prawo życia na wolności. I jeśli przetrwają... to może będą kiedyś wolne.
Czerwone ślepia albinosa spotkały się z jej. Wiedziała. Byli jedną myślą. Jednym tchnieniem, jednym spojrzeniem, jednym sumieniem.
Coś za coś.
Śmierć daje życie.
I ona też kiedyś stanie się pożywką dla przyszłych pokoleń.
Nie usłyszała pisku opon. Nie musiała. Po prostu wiedziała.

***

Na początku nie poczuł nawet siły uderzenia oddziałującej na kruchą skorupę jego ludzkiego ciała. Po prostu zdziwił się, gdy stopy nie odnalazły na nowo znajomego podłoża. Dopiero gdy jego bark zetknął się z podłożem zrozumiał, że coś sprawiło, że zboczył z wyznaczonej trasy.
Kręgosłup i czaszkę przeszył nagły, rwący ból. Jęknął głucho i sięgnął ręką ku górze chcąc sprawdzić jak rozległe są obrażenia od upadku. Jego dłoń jednak nawet nie drgnęła. Nogi też nie chciały się poruszyć. I uderzyła go bolesna myśl, że nigdy już nie pobiegnie. Nie będzie wolny.
Zanim kierowca czerwonego SUVa zdążył zadzwonić po pogotowie, Janek jednak zmienił zdanie. Jego ciało było zadziwiająco lekkie. Mógł więc wstać i pobiec dalej. Nie miał już nawet tej krępującej ruchy i zdolności skorupy. Mógł biec.
Był wolny.
Nieśmiertelnie wolny.

***

Coś za coś.
Śmierć daje życie.
Z czasem musimy ustąpić miejsce innym. Takie jest prawo.
Ale dopóki żyję, dopóki mogę myśleć, mogę wykonywać ruch i sama za siebie decydować... Wara Ci. Wara Ci od tego co moje. Bo jestem dyktatorką w moim własnym imperium. Wilczą królową zamkniętą w klatce. Ludzie nazwali mnie Mabh, ale ja nie mam imienia. Imię ogranicza. A ja jestem wolna.

***

Państwo Madej nie mogli uwierzyć w to co słyszeli. Straszny wypadek. Śmierć w wyniku obrażeń wewnętrznych. Pogotowie nie zdążyło nawet przyjechać. Kierowca pojazdu bez winy.
Dziecko przechyliło się zanadto przez barierkę i zderzyło prawie z metalową siecią oplatającą królową. Miała żółte oczy.
Pogrzeb zaplanowany na przyszły tydzień. Przyjedzie babcia Genia z Krakowa. Pojawią się wszyscy jego koledzy z klasy. Dominiki nie będzie, cały czas płacze.
Samica napuszyła sierść szczerząc kły. Chłopiec czknął. Czas minął, on dorósł, ona też. Stali się stadem. Potem dołączył Szary. Marta – opiekunka wybiegu – nazwała go Wilkorem, będąc pod wpływem zafascynowania serii pewnych książek. A jednak nie miał imienia. Nie rozumiał. Ale byli stadem.
Pani Madej pogrąży się potem w pracy, zacznie zdradzać męża ze spotkaniami biznesowymi i tonami papierów. Będzie musiała się oderwać.
To był rytuał. Codzienny.
Pan Madej zacznie pić. Najpierw lampka drogiego wina od przyjaciela z Ameryki. Potem dwie butelki dziennie. Będzie musiał się oderwać.
Miał około siedmiu lat gdy to się zaczęło. Trwało dziesięć.
Adam Madej pogrąży się w wirtualnym świecie. Internet go pożre, a białe larwy techniki zalęgną się w jego sercu. Tak akurat miało być od zawsze.
Uzależnieni. Zamknięci w klatkach cywilizacji.
To moje imperium, jam jest tu królową.

***

Znasz definicje wolności? Wiesz czym ona jest? Zaznałeś jej kiedykolwiek? Nie. Ludzie się jej boją, wiesz? Bo wolność zobowiązuje do podejmowania konsekwencji tego, kim jesteśmy. Ty ją widzisz jako sytuację, w której dokonując wyboru, nie będziesz miał ograniczenia tylko do jednej opcji. Dla ciebie wolność to możliwość wybierania swojego losu bez konsekwencji zawartej w tej przyszłości, którą obierzesz. Lecz wolności nigdy nie osiągniesz. Bo jesteś człowiekiem. Tylko człowiekiem. Zamkniętym w klatce.
Dla mnie wolność to coś zupełnie innego. Ona dla mnie jest wiatrem poruszającym gałęziami drzew, jest tropem zawartym w śnieżnych plamach, dla mnie wolnością jest zew przewodnika stada gdy gnamy za ofiarą wiedzeni przez wspólny cel i myśl. Dla mnie jest to rodzina, możliwość swobodnego myślenia z działaniem na rzecz środowiska, w jakim żyję. Używam trudnych słów? Wybacz. To wy, ludzie, mnie tego nauczyliście. Przy was nawet zwierzę nawykłe do innego toku myślenia zaczyna się zastanawiać nad tym, co moralnie dobre i co moralnie złe.
To kolejna rzecz, której się nauczyłam patrząc na was zza stalowej siatki. Zło powierzchownie wygrywa, bo jest bardziej spektakularne. Rozkochaliście się w tym, co budzi w was obrzydzenie, co sprawia, że wasze sumienie wzdryga się z przerażenia. Lubicie trąbić naokoło o katastrofach, tworząc wokół nich kolejne kłamstwa, byleby nasycić okrucieństwem swe umysły. Zapominacie o tym co najważniejsze. Przeinaczacie życie, by się rozbawić. Pragniecie wolności, sami odbierając ją innym. Celem czego? Własnej rozrywki.
A wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Zamykając zwierze w klatce to nie ono jest uwięzione, a wy. W waszym sposobie myślenia, trwania w przekonaniu o słuszności swoich czynów. Zamykacie się w klatce zwanej cywilizacją.
A ja, za żelazną siatką czy wśród ośnieżonych drzew... jestem wolna. Bo jestem sobą.


`Powój.
Dla tych którzy zawsze chcieli być wolni.

 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.