Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Opowiadanie autorstwa Marcina Wiśniewskiego
 
autor: Marcin Wiśniewski



To nie miało prawa skończyć się dobrze, kiedy ponownie zabrzmiał w jej uszach dzwonek telefonu.
- „Dlaczego?”- przeszło jej przez myśl złudne pytanie dające nadzieję, że jest weekend lub że to natrętny dzwonek u sąsiada zza ściany.
Ponowny sygnał poruszył nią jakoby silny dreszcz, który przeszył całe jej ciało. W pierwszym odruchu chciała zerwać się i wyrzucić telefon daleko, ale coś ja powstrzymywało. Nie wiedziała zbytnio co to takiego, ale czuła niemoc przeszywającą jej ciało. Czuła się drobna i bezwładna. W jej umysł wdarła się pustka i smutek.
- „Co jest?” – zaczęła się denerwować. W końcu zdecydowała się na radykalne posunięcie.
- „Muszę otworzyć oczy, wyłączyć ten dzwonek i napić się kawy”
Te trzy decyzje miały stanowić początek dla czegoś bardzo ważnego. Miały rozpocząć ten dzień, kolejny z wielu, które przecież przed nią, jak próbowała sobie tłumaczyć wczoraj i przez kilka ostatnich dni. Teraz powoli wracały wydarzenia sprzed tygodnia, kiedy jak długa znalazła się na twardej posadzce i potoczyła się po schodach prowadzących do głównej auli.
Zbierano ją jak rozsypane confetti, pomału i pieczołowicie. Czuła, że każdy element jej struktury leci w inną stronę i spada daleko od siebie. Była przerażona. Strach był tak silny, że jej twarda struktura, której jej każdy zazdrościł zawiodła i w sekundzie jej zewnętrze i wnętrze rozpadło się na drobne okruchy. Wracały obrazy sprzed odległych czasów, postacie przenikające niczym zjawy, odgłosy słów już dawno zapomnianych.
Powoli wracała do obecnej rzeczywistości. Trzeba wstać, napić się kawy i wyruszyć do walki ze światem. Gdzieś słyszała tą mądrą wypowiedź i postanowiła uczynić ją mottem swoich poranków. Dotychczas udawało jej się to niewiarygodnie dobrze. Może nie koniecznie stosowała się do wszystkich tych zasad, bo na przykład nie przepadała za kawą, ale dosłownie czy w przenośni pozwalała sobie na pozostałe.
Zdecydowała, że na początek otworzy oczy. To miał być pierwszy, ale decydujący krok.
- „Już” – powiedziała w duchu, ale wszechogarniająca ciemność nie zniknęła.
- „Już” – powtórzyła i mocniej starała się dostrzec element światła. Czuła ból i przerażenie.
- „Jest” – wydawało jej się, że krzyczy i ku swojej radości ujrzała małą szparkę światła.
Mdłe i zimne powoli wtaczało się na miejsce w które spoglądała. Jej przyspieszony oddech ustał, dając miejsce wolnemu i równomiernemu rytmowi.
Wróciła myślami do poprzednich wydarzeń. Co było po tym jak odczuła ten straszny ból i poczuła, że rozpada się na drobne kawałki. Ktoś się nią zaopiekował, pamiętała to, czuła ciepło dłoni i słyszała miłe głosy zatroskane i ciche. Ktoś, a raczej kilka ktosiów było zmartwionych jej nagłym wypadkiem. No bo to zapewne był wypadek, przecież nikt specjalnie nie przewraca się i nie upada. Tylko dlaczego szeptali, czyżby stało jej się coś strasznego. Może została zdeformowana albo co gorsza jej piękno uległo trwałemu zniszczeniu. Kolejna fala strachu i beznadziejności przeszyła jej wnętrze. Chciała krzyczeć, ale jak na złość żaden dźwięk nie zamierzał wydobyć się z jej wnętrza. To automilczenie przerażało ją coraz bardziej.


Wstać, wypić kawę i walczyć – powtarzała jak mantrę, siląc się na jakikolwiek gest czy uniesienie.
Co do walki miała sporo wątpliwości czy umiałaby w tej chwili pokonać nawet najdrobniejszego owada. Słabość i kruchość nie dopuszczały żadnego większego wysiłku z jej strony. Powoli zdawała sobie sprawę, że to już koniec, nie widziała zbytnio koniec czego, ale był blisko.
Telefon zamilkł, zrobiło się cicho. W zasadzie było jej już wszystko jedno. Poddała się, nie miała siły na nic. Kiedy z powrotem zamknęła oczy usłyszała hałas. Równe kroki, które powoli zbliżały się i stawały coraz głośniejsze. Nie chciała budzić w sobie nadziei, ale nie rozumiała dlaczego ktoś przebywał w jej pokoju. Przecież nikt nie przychodzi tu bez zaproszenia czy wcześniejszej zapowiedzi. Nikt nie ma prawa.
- „Wyjdź stąd!” – chciała krzyknąć na intruza, ale znowu nie wydobyła z siebie głosu.
- „Wynocha!!!!” - i znowu nic, cisza.
Kroki przestały być słyszalne, ale lekki powiew wiatru przyniósł ze sobą kurz, który podrażnił ją. Poczuła na sobie cień i oddech przesiąknięty zapachem tytoniu wątpliwej jakości połączonego z wczorajszym, a może i starszym zapachem przetrawionego piwa. Lekko ja zemdliło, ale na szczęście tylko trochę. Poczuła na sobie duże i ciepłe dłonie łapiące ją i unoszące do góry. Gruby, męski głos zadudnił w jej uszach.
- „Jeszcze tylko ty mi zostałaś i będzie już wszystko. No choć Malutka. Kończymy robotę, bo pora iść do domu.”
Przestała bronić się przed ingerencją silnych rąk. Było jej wszystko jedno, nie wiedziała dokąd prowadzi to wszystko, ale czuła, że gorzej już być nie może. Ból ustał, jej oczom ukazało się światło poranku, przedostające się przez rozsunięte kotary okienne. Mijali mosiężne biurko z wysuniętą szufladą, krzesła w starym stylu i znajome sprzęty. Czuła jakby unosiła się w powietrzu, lewitowała. Strach i ból zastąpiło błogie uczucie lekkości i spokoju.
- „No i już” – usłyszała i spojrzała na pokój.
Teraz czuła, że jest na miejscu. Patrzyła na znajome pomieszczenie, a spokój który temu towarzyszył był coraz większy.
- „No kochana, trochę to trwało, ale jesteś cała. Nieźle cię te studenciki poturbowały. Było z ciebie ze dwadzieścia kawałków. Ktoś powinien te patałachy nauczyć szacunku to piękna. Stoisz tu ponad pięćdziesiąt lat, a taki chłystek w pięć minut wyrządza ci taką szkodę. Dobrze że profesor w delegacji, bo by mu serce pękło, że jego Nefretete tak cierpi. No rozchmurz się królowo, już wszystko dobrze.
Mężczyzna wyszedł, w całym pomieszczeniu zapadła cisza. Nefretete powoli przypominała sobie przed chwila usłyszane słowa. Rozejrzała się po pokoju. Na biurku dostrzegła tabliczkę „Profesor William Necker – dział egipski Muzeum Starożytne w Nowym Yorku”.
-„Wstać, wypić kawę i walczyć” – tak mawiał profesor, kiedy szedł na wykład, oprowadzać wycieczkę, czy udzielać wywiadu. Stąd znała te zdania. Słyszała je przecież prawie każdego dnia, a właśnie pozwoliły jej przetrwać ten trudny czas.
To nie miało prawa skończyć się dobrze, ale to się tak naprawdę dopiero zaczęło. Była królową. Piękną Nefretete, na zawsze mieszkająca w spokojnym gabinecie profesora Necker`a. Jak się tu znalazła i kto ją stworzył nie było ważne. Była bezpieczna. Za chwilę wróci profesor i wszystko znów będzie jak dawniej. Była Nefretete, piękną rzeźbą upiększającą gabinet. To nie miało prawa, ale skończyło się tak jak powinno. Przynajmniej tak jej się wydawało. Zamknęła oczy, tym razem zupełnie świadomie i z chęcią. Westchnęła cicho, tak cicho jak tylko może pięćdziesięcioletnia rzeźba.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.