Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Opowiadanie autorstwa Marcina Grabysza
 
autor: Marcin Grabysz



-To nie miało prawa skończyć się dobrze! – zaśmiał się Berthrand
- Jak większość tego co robiłem jak byłem młody – odpowiedział krasnolud Grumn – oprócz wyjęcia kła smokowi, razem z towarzyszami zjeżdżaliśmy na saniach do morza, albo na przykład robiliśmy piknik o północy na nawiedzonym cmentarzu.
- Piknik?! – zdziwił się człowiek.
- No cóż, to prawda, może nie było to najmądrzejsze. Ale zabawa była przednia. Mieliśmy zawody, kto zje najszybciej swoje kanapki. Wydaje się proste, ale uwierz mi, żeby jeść w nocy na cmentarzu trzeba mieć żelazne nerwy.
- Nie wierzę, że to był cmentarz.
- No, niech będzie. Obok cmentarza.
- Czy to jest właśnie krasnoludzki sposób na spędzenie dnia?
Człowiek i krasnolud zaśmiali się. Berthrand był już młodym człowiekiem szukającym zajęcia, jednak wciąż uwielbiał rozmawiać z jednym z przyjaciół z dzieciństwa – starym krasnoludem Grumnem. Inni nie podzielali jego zdania. Niektórzy wręcz bali się siwego krasnoluda, jednak był on bardzo wesoły i towarzyski, jak na prawdziwego krasnoluda przystało.
Przesiadywali często na brzegu rzeki nad którą powstało miasto Birka. Jednakże blisko morza rzeka była już bardzo szeroka i słona niczym woda w morzu, więc równie bliskie prawdy było nazywanie jej brzegu plażą. Grumn opowiadał często o swej krasnoludzkiej młodości i przeżytych przygodach, czego Berthrand słuchał z zapartym tchem. Zupełnie jak dzisiaj.
- Widzisz, młodzieńcze – zaczął Grumn – przed tobą jeszcze wiele dni. Jesteś młody, silny. Nie to co ja. Ja, swoje życie mam już za sobą. Ty też możesz podróżować, poznać nowe miejsca. Ja już tu w Birce osiadłem na stałe. I pewnie tutaj zostanę aż do końca. Chociaż chciałbym jeszcze ostatni raz udać się gdzieś indziej, zobaczyć góry, las. Ale już nie mam na to wszystko siły.
- Nie jest z tobą tak źle – pocieszył go Berthrand – A słyszałeś może o tym, że w więzieniach zmieniają kłódki i kraty? Podobno znaleźli jakiś lepszy metal.
- Zawsze zmieniasz temat rozmowy – zaśmiał się Grumn – Ale tak, wiem o tym metalu. Po krasnoludzku nazywaliśmy go shrama. Faktycznie mocy i twardy. Trudno roztopić. Ale widać, że ludzie nie znają się na metalach. Używać shramy w niemalże nadmorskim mieście? Głupota.
- Nie rozumiem.
- Oczywiście, że nie. Jesteś przecież człowiekiem. Krasnoludy już dawno odkryły, że shrama mimo swych zalet jest bardzo podatna na sól. A najlepiej wodę z solą. To działa na shramę jak kwas. Wystarczy włożyć taką broń czy coś innego do morza, i będzie się dało to łamać gołymi rękami. A tu? Nawet w powietrzu czuć sól. Miesiąc, dwa i wszyscy więźniowie wyłamią kraty.
- Nie sądzisz, że trzeba powiedzieć o tym kowalom? – zaniepokoił się Berthrand.
- Po co? W końcu sami się nauczą. Ale będę się śmiał jak sprzedadzą taką broń marynarzom. He, he.
- Ja i tak uważam, że należy ostrzec kowali. Nie wiedzą jaki towar sprzedają.
- Och tak, i ten młodzieńczy zapał do pomagania niewinnym ludziom. Być może to i słuszne. Ale ten zapał ostygnie. Każdy kiedyś będzie skrzywdzony przez tych których kochał i szanował. Czasem bardziej, czasem mniej.
- Nie wierzę w to. Mam brata, matkę, przyjaciół – sprzeciwił się młodzieniec.
- A kto nie miał? Uwierz mi, staremu. Każdy był kiedyś głupi. A poza tym, nie żyjesz za dobrze ze swym bratem.
- To prawda, ale przecież Davic nie jest nikim złym. W końcu się pogodzimy.
- Jeżeli tak uważasz, to dobrze. Możesz mieć rację. A jak się czuję twoja matka?
Berthrand wyraźnie posmutniał.
- Nie najlepiej – odparł posępnie – wczoraj nawet sprowadziliśmy medyka. Podał jej jakieś zioła, czy eliksiry. Mówił, że pomogą.
- Nie powinieneś czuwać przy chorej matce?
- Teraz Davic z nią jest. Chyba zajmie się własną matką.
- Cóż, wątpię w to… - powiedział Grumn oglądając się za siebie.
- Dlaczego?!
- Bo właśnie tutaj idzie. I to nie sam. Spójrz.
Berthrand obejrzał się.
- Dlaczego przyszedł na plażę w towarzystwie wojska?
- Oni nie przyszli na plażę.
Berthrand popatrzył zdziwiony na Grumna. Ten rzekł:
- Oni przyszli do nas. Do ciebie.
Krasnolud przyjrzał nadchodzą cym ludziom. Zmarszczył czoło.
- Uciekaj – szepnął do Berthranda.
- Dlaczego? Przecież nie zawiniłem niczym.
- Uciekaj jak ci mówię!
- Nic nie zrobiłem! – powiedział tak głośno, że wojskowi i Davic już go słyszeli.
- Jesteśmy innego zdania – odezwał się najwyższy rangą – pójdziesz z nami.
Berthrand był wyraźnie zdezorientowany.
- O co tu chodzi? – zapytał – Davic, bracie dlaczego przyprowadziłeś do mnie tych żołnierzy?
- Przykro mi bardzo bracie – odpowiedział Davic – ale, no cóż, w twoich rzeczach znaleziono truciznę…
- Ale dlaczego przeszukiwaliście moje rzeczy?!
- I jeszcze udajesz, że nie rozumiesz o co chodzi! – powiedział Davic – A więc muszę ci wytłumaczyć. To wielkie nieszczęście i tragedia, nie rozumiem jak mogłeś to zrobić naszej biednej matce…
- Matce…? To ona… To ty ją zabiłeś?!
Berthrand w nagłym przypływie nienawiści rzucił się na brata i chwycił go za gardło. Przewrócił go i zaczął okładać pięściami.
- Zabiłeś naszą matkę! – wołał – Jak mogłeś zabić chorą kobietę! Nawet po tobie się tego nie spodziewałem!
- Ratunku! – krzyknął Davic – On chce zabić także mnie!
Żołnierze chwycili Berthranda za ramiona i odciągnęli od brata. Jednak w furii wyrwał się im, ale potknął się i wpadł do wody. Żołnierze wykorzystali to, pochwycili i związali.
- Gdzie się udajemy? – zapytał zrezygnowany Berthrand.
- Najpierw do naszego domu – odpowiedział mu Davic – Zobaczysz swoją ostatnią ofiarę.
Wtedy dopiero odezwał się Grumn:
- Ja jednak nie wierzę, że on jest winny.
Wojskowi odwrócili się w jego stronę.
- Chcesz być oskarżony o wspólny udział w morderstwie, krasnoludzie?
- Nie.
- Więc to nie twoja sprawa.
Odeszli razem ze związanym Berthrandem. Na wybrzeżu został jedynie stary Grumn.
- Ja nadal nie wierzę, że to on.
Wkrótce dotarli do celu. Do domu. Jeszcze niedawno, domu. Berthrand spędził tu całe dzieciństwo. W ciepłym, bezpiecznym domu. A teraz czuł, że ów dom ma mu przynieść wyrok. Niesłuszny.
Weszli do środka. W domu było cicho i zimno. Mokrym od upadku do wody Berthrandem wstrząsnęły dreszcze. Udali się do pokoju jego matki. Tam leżała ona. Piękna i cicha. Obecni pochylili głowy, wobec strasznego majestatu śmierci.
Berthrand upadł na kolana przy ciele ukochanej matki. Przytulił do niej głowę i zapłakał.
- Widzę, że jednak żałujesz tego co zrobiłeś – powiedział Davic.
- To nie ja ją zabiłem! – bronił się Berthrand.
- Dowody są nieprzebite – powiedział jeden z żołnierzy – odpowiedz nam na parę pytań.
Berthrand podniósł wzrok nic nie mówiąc.
- Dobrze. Czy to prawda, że wczoraj twoja matka po namyśleniu się zapisała ci drogocenny medalion?
- Tak, ale wtedy odrzekłem jej, że nie ma takiej potrzeby gdyż prędko nie umrze.
- Myliłeś się. Czy medyk nakazał ci podawać matce zioła?
- Tak.
- Czy ty podałeś jej te zioła?
- Nie, akurat zrobił to Davic.
- Czy twoja matka poczuła się po nich lepiej?
- Uważam, że tak.
- Zeznanie twojego brata było identyczne. Wygląda na to, że mówisz prawdę. Nie spodziewałem się tego.
- Mówię prawdę bo jestem niewinny.
- Ale znaleziono w twoich rzeczach truciznę. Wszystko składa się w całość. Czekałeś aż twoja matka, pewna swej śmierci zapisze ci drogocenny przedmiot. Jednak potem twój brat poszedł po medyka, a podany napój pomógł. Wtedy ty widząc, że matka nie umrze zatrułeś ją – podsumował żołnierz.
- Gdzie znaleziono niby tę truciznę? – zapytał Berthrand
- Na stole przy którym pracowałeś.
- Jaki zabójca zostawiłby truciznę na stole?! – oburzył się Berthrand.
- Taki jak ty, mój bracie – odpowiedział Davic – nieostrożny jak ty.
- Dowody są tak oczywiste, że aż nienaturalne! To jest upozorowana zbrodnia – Bronił się Berthrand.
- Niestety, dowody są nieprzebite. Tak więc, ty trafisz do więzienia, a jedynym spadkobiercą majątku zmarłej zostaje jej syn Davic.
Jedynym spadkobiercą majątku zmarłej zostaje jej syn Davic. Zostaje jej syn Davic. Davic...
Wtedy Berthrand wszystko zrozumiał. Spojrzał na Davica. Ten się uśmiechał, pewny, że nikt go nie widzi. Uśmiechał się szatańsko, jak tylko złoczyńcy potrafią się uśmiechać. Podszedł do ciała swej matki, popatrzył chwilę, po czym ściągnął z jej palca złoty pierścionek z brylantem. Najważniejszą dla niej rzecz, która była jej jedyną pamiątką po dawno zmarłym mężu. Ilekroć chwaliła się swym pierścionkiem. Nigdy nie zakładała innego.
Berthrand spojrzał na żołnierzy bezradnie. Jednak żaden z nich nie zauważył tego co zrobił Davic.
- Oddaj jej ten pierścień – rzekł zimno Berthrand do Davica, tak aby tylko on go słyszał – Okradłeś mnie, ale nie okradaj też zmarłej matki. Proszę cię. Czy ty nie masz nawet tyle godności?
Davic spojrzał na zagrabiony pierścionek.
- Jej już się nie przyda.
- W takim razie, przysięgam tu i teraz, że kiedyś cię znajdę, choćbyś był na krańcu świata, i zabiorę ci ten pierścionek z twojej zimnej dłoni, a potem złożę go w grobie matki, i jeżeli słuszność jest po mojej stronie, niech mi bogowie w tym dopomogą! Tak ci powiada Berthrand, brat twój Davicu.
- Cóż w takim razie, żeby ta zabawa miała sens, ja ci przysięgam, że zatrzymam go i nie sprzedam nikomu, abyś miał szansę, aby wyjąć go z mej zimnej dłoni.
A potem schował pierścień do kieszeni.

* * *
Berthrand siedział w ciemnym więzieniu dygocząc z zimna. Był dalej mokry, a więzienie było wilgotne i zimne. Spodziewał się, że miną dnie nim jego ubranie wyschnie – postanowił wycisnąć zeń tyle wody ile było to możliwe. Chwycił skrawek tuniki i ścisnął dwoma rękami. Na podłogę celi pociekł drobny strumyczek wody. Nagle w celi zapachniało znajomym morskim zapachem. Coś podpowiadało mu, że ten zapach świadczył o czymś ważnym, o czym miał pamiętać. W zamyśleniu rozejrzał się po celi. Jego wzrok spoczął na dziwnie matowych kratach i kłódce. To coś nie wyglądało jak zwyczajna stal…
Shrama.
Wszystkie wspomnienia ułożyły się w całość. Sól, woda morska, opowiadanie Grumna aż wreszcie ciemny matowy metal. Spojrzał jeszcze raz na przemoczoną tunikę.
„Chwała niebiosom, że zmoczyłem słoną wodą swoje ubranie” – pomyślał – „Davic słono mi za to zapłaci. Bardzo słono.”
Podszedł do kraty. Upewnił się, że strażnik nie zwraca na niego uwagi i spróbował przełożyć kłódkę na swoją stronę.
- Co ty robisz? – usłyszał głos z ciemnego kąta celi.
- Ktoś jest jeszcze w mojej celi? – zapytał cicho wystraszony Berthrand.
- Ja jestem – odpowiedział głos z ciemnego kąta.
- Niesłusznie trafiłem do więzienia… - zaczął Berthrand, ale w środku zdania zmienił jego koniec – A ty?
- A ja słusznie.
- Możesz podejść do światła? Nie widzę cię – zaproponował Berthrand
- Ale mnie słyszysz. To wystarczy – odpowiedział więzień.
- Więc kim jesteś?
- Złodziejem.
- A zgodził byś się na naszą współpracę?
- To znaczy?
- Wiem jak otworzyć drzwi celi – powiedział Berthrand – Ale potem, większe szanse ucieczki mielibyśmy razem.
Usłyszał jak nieznajomy wstaje. Po chwili ukazał się jego oczom w oświetlonej części pomieszczenia. Był to brodaty człowiek, o zmęczonym i posępnym spojrzeniu.
- Jak się nazywasz? – zapytał Berthrand.
- Ja nie pytam o twoje imię, i ty nie pytasz o moje – zadecydował nieznajomy – powiedz jak chcesz wyjść.
- Czekaj.
Berthrand przełożył kłódkę na swoją stronę kraty. Przytrzymał ją jedną ręką, a drugą ścisnął tunikę jak umiał najmocniej. Wyciśniętą wodę skierował do dziurki od klucza w kłódce. Ustawił ją tak, aby się nie wylała.
Nieznajomy, najwyraźniej bardzo małomówny, nie komentował z początku sposobu na otworzenie kłódki. Ufał po prostu, że Berthrand wie co robi. Po chwili jednak nawet jego cierpliwość się skończyła.
- Na co czekasz? – zapytał.
- Woda po chwili zmiękczy metal. Zaraz złamiemy kłódkę.
Po chwili wyżerana kłódka zaczęła wydzielać nieprzyjemny zapach – znak, że coś się dzieje. Strażnik na szczęście nie zwrócił na niego uwagi.
- Dobra. Mam nadzieję, że wystarczy – powiedział Berthrand wylewając wodę z dziurki na ziemię – Kiedy strażnik będzie przechodził przed naszą kratą, wbiegamy z nią z całej siły. Kłódka powinna się urwać.
- To się uda? – zapytał brodacz.
- Tak myślę.
Poczekali aż strażnik znalazł się w „polu rażenia kraty”…
- Teraz! – krzyknął Berthrand.
Dwaj więźniowie z całej siły uderzyli w kratę. Kłódka rozpadła się z cichym trzaskiem, a gwałtownie otwarta krata uderzyła spacerującego strażnika. Zamroczonego, na dobre ogłuszył jeszcze brodacz.
- Co teraz zrobimy? – zapytał Berthrand – pewnie już uciekałeś skądś, prawda? Jesteś złodziejem.
- Z więzienia jeszcze nie uciekałem.
- Masz jakiś plan?
- Powiedzmy. Masz już pewnie dość tego ubrania, prawda? Mamy tu przebranie strażnika. Przyda się.
- Mam wziąć jego ubranie?
- Tak, albo wejść do koszar w obecnym stroju i zawołać: „patrzcie uciekam z więzienia”.
- No dobrze, ale nikogo nie zabijemy, prawda? Nie mam zamiaru być przestępcą.
- Już nim jesteś. Uciekasz z więzienia.
- Ja? – zdziwił się Berthrand – A więc jednak…
- Ale nie martw się – zapewnił brodacz – nigdy nikogo nie zabiłem. I nie mam zamiaru. To by nie zgadzało z moimi zasadami.
- Zasadami? To złodzieje mają zasady? – zapytał Berthrand ściągając ubranie strażnika.
- Z reguły nie. Ale ja… jestem inny. Zawsze byłem inny. Bo wierzę w złodziejski honor.
Berthrand na chwilę zdumiony przestał się ubierać.
- Złodziejski honor?
- Inni byli tak samo zdziwieni. Zadaniem złodzieja jest kraść. I tyle. Inni robią to w najprostszy sposób. Ja nikogo nie zabijam, dotrzymuję danego słowa, nie okradam przyjaciół, biedaków i niektórych Daramończyków. Ich akurat lubię. I dlatego nie przyłączyłem się do żadnej grupy złodziei. Takim nie można ufać.
Berthrand był zdziwiony faktem, że nieznajomy powiedział tak dużo na raz jak na niego. W końcu skończył się przebierać.
- Za tymi drzwiami aż roi się od takich jak ten tu – brodacz wskazał palcem na nieprzytomnego strażnika – Ty wyjdziesz, i powiesz że wartowałeś przy więźniach i że ktoś ma cię zmienić. Nie wdawaj się w rozmowy z nimi rozumiesz? Po prostu wyjdź i czekaj na mnie przed budynkiem.
- A ty? – zapytał Berthrand.
- Ty powiesz, że ktoś ma cię zmienić. Ten pechowiec wejdzie tu, i ja sobie z nim poradzę. Więcej nie musisz wiedzieć. Tyle. Wychodzisz.
Berthrand przełknął ślinę i popatrzył z niepokojem na drzwi.
- Muszę iść pierwszy?
- Ja będę miał trudniejsze zadanie – zapewnił brodacz – idź.
- Skąd mam wiedzieć, że mogę ci ufać? – zapytał Berthrand.
- Bo jestem złodziejem i znam się na uciekaniu. Idziesz.
Berthrand w przebraniu strażnika wyszedł z lochów. Nie wiedział dokładnie w jakim pomieszczeniu się znajduje, ale mnogość strażników podpowiadała mu, że więzienie znajdowało się pod koszarami.
- Niech ktoś już mnie zmieni – powiedział do obecnych żołnierzy – pilnuję tych więźniów już którąś godzinę z kolei.
- Ej, a przypadkiem nie Jociel miał pilnować więzienia? – zapytał jeden z nich.
- Co? Ja tam cały czas tam siedziałem.
- A, to ty jesteś ten nowy? Dobra, ktoś tam pójdzie.
- Eee, tak, to właśnie ja jestem… ten nowy.
- Zagrasz z nami w karty? Jesteś po służbie.
- Nie, nie mogę, muszę iść bo… moja żona jest chora… Yyy, Tak.
- No to idź w takim razie. Nietowarzyski z ciebie gość.
Berthrand wyszedł z budynku i odetchnął z ulgą. Nie uciekł jeszcze całkiem, ale przynajmniej wydostał się z budynku. „To pewnie najtrudniejsze mam za sobą” – pomyślał.
Nieznajomy z celi słuchał uważnie przytulony do drzwi, jak poradził sobie Berthrand. Po chwili do lochów wszedł nieświadomy strażnik, mający zmienić poprzednika. Brodacz przylgnął do ściany. Ponieważ strażnik nie zauważył go, ten zakradł się i po cichu ogłuszył także jego. Przez chwilę zastanawiał się co zrobić. W końcu wpadł na pomysł. Tak jak z poprzedniego, z tego strażnika też ściągnął ubranie i przebrał się. Ułożył dwóch nieprzytomnych pod ścianą na odległym końcu korytarza, i krzyknął na cały głos:
- Hej! Chodźcie tu wszyscy! Tu są dwaj martwi strażnicy!
Do sali w pośpiechu wbiegli żołnierze.
- Patrzcie tam! Szybciej, szybciej! – ponaglał ich. Zgodnie z jego oczekiwaniami, roztargnieni wojacy nie zwrócili uwagi na jego twarz. Byli skupieni tylko na tych dwóch których specjalnie położył na drugim krańcu pomieszczenia. I jak nikt na niego nie patrzył, po prostu puścił się biegiem. Przebiegł koszary, i dołączył do Berthranda.
- Biegiem! – krzyknął – uciekajmy, tam do tych przywiązanych koni!
Strażnicy w końcu zorientowali się, że dwaj więźniowie uciekają i zaczęli ich gonić. Jednak Berthrand i nieznajomy mieli przewagę.
- Ale, oddamy te konie? – zapytał Berthrand.
- Być może… Eee to znaczy, tak, raczej oddamy. Ale nie teraz! Jedź!
Strażnicy jednak, widząc, że więźniowie uciekną, sięgnęli po łuki, póki jeszcze nie byli za daleko.
- Uważaj! –krzyknął do Berthranda brodacz. Jednak za późno. Jedna z dziesięciu strzał okazała się celniejsza i trafiła Berthranda w ramię. Ten krzyknął z bólu, i prawie spadł z konia.
- Trzymaj się jeszcze chwilę! Widzisz ten murek? Przeskoczymy przez niego i będziemy wolni! To dobre konie, przeskoczą. Musisz dać radę!
Dwa konie z jeźdźcami przeskoczyły nad niskim murem. Jednak Berthrand nie wytrzymał, i z bólu nie utrzymał się w siodle. Runął na ziemię.
- Moja noga! I ramię! – krzyknął – Nie mogę wstać, złamałem nogę! Albo skręciłem, albo… Aaauuu! Pomożesz mi?
Brodacz po raz pierwszy od ich spotkania przyjacielsko się uśmiechnął.
- To jest właśnie złodziejski honor.
Wyciągnął do niego rękę i wciągnął rannego na swoje siodło. Odjechali jak najdalej od więzienia, i dopiero wtedy brodacz zaczął rozmowę:
- Tak swoją drogą, nazywam się Peric. Jest jakieś bezpieczne miejsce w które mógłbym cię odwieźć?
- Tak. Wiesz gdzie mieszka Grumn?
- Ten krasnolud?
- Tak. To mój przyjaciel. Proszę cię, zawieź mnie tam.
Peric zawiózł wyczerpanego z bólu Berthranda do domu krasnoluda. Pomógł mu zejść z konia i wprowadził do izby.
- Dziękuję ci… - zdołał wyszeptać Berthrand, a potem stracił przytomność z bólu i wyczerpania. Stary wyga opatrzył jego ranę, i ugościł w swoim bezpiecznym domu.
- Wyjdzie z tego – zapewnił Perica Grumn – Nie takie rany widziałem u krasnoludów.
- Pożegnaj się z nim za mnie, ja już muszę odjeżdżać – poprosił złodziej.
- Nie ma sprawy. I, dziękuję że przywiozłeś tego dzieciaka. Czasem, czuję jakby był moim synem. Żegnaj.
Tak więc Berthrand został przestępcą. Ale był gotowy na wszystko, byle pomścić krzywdy swoje i swojej matki na bracie. I wiedział, że kiedyś go dopadnie.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.