Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Miejsce TRZECIE: Śmierć jest początkiem końca autorstwa Natana Murlika
 
„Śmierć jest początkiem końca”
autor: Natan Murlik



To nie miało prawa skończyć się dobrze...
Postacie w czarnych szatach. były coraz bliżej mnie. Słyszałem pojedyncze szydercze śmiechy i kpiny typu „I co teraz zrobisz, łowco ?” albo „To już twój koniec, niewierny głupcze”. Ich przywódca wpatrywał się tylko we mnie, nie okazując żadnych emocji. W jego prawej dłoni błysnął długi nóż z brązu. Wokół mnie zaczął rozbrzmiewać niewyraźny chóralny śpiew. Mój oprawca podchodził coraz bliżej. Jego twarz wykrzywiała się teraz w grymasie łączącym kpinę i obrzydzenie. Śpiew był coraz głośniejszy. W moje nozdrza uderzył powalający odór zgnilizny wymieszany z zapachem krwi, gdy mój przeciwnik stanął tuż przede mną. Na jego dotychczas kamiennej twarzy zagościł teraz sadystyczny uśmiech. „Było się w to nie mieszać” pomyślałem, gdy ujrzałem jak zakapturzony unosi swój nóż nad głowę. Śpiew kultystów rozbrzmiewał w moich uszach, bardziej przypominając ryk wielogłowej bestii aniżeli chór ludzkich głosów. „ Oto ofiara dla Cmentarnego Pana !” usłyszałem i ujrzałem nóż opadający wprost na moją klatkę piersiową.

۞

Obudził mnie dźwięk przypominający wbicie jakiegoś dużego kawałka metalu w drewno. Rozejrzałem się dokładnie po mojej kwaterze. Wszystko wyglądało zupełnie normalnie. Porozrzucane ubrania na podłodze, biurko zawalone jakimiś mapami poplamionymi piwem czy jakimś innym trunkiem gorszej klasy, broń niedbale rzucona obok łóżka, jakiś list przybity sztyletem do otwartych drzwi , trochę rozsypanego złota tuż obok... Czekaj... Wróć !!! Do moich drzwi został przybity jakiś świstek ! W dodatku przy użyciu noża ! Jak oparzony wypadłem ze swojego łóżka i ostrożnie podbiegłem do tego jawnego aktu wandalizmu. Przyjrzałem się dobrze broni. „ No świetnie” pomyślałem „ W tych czasach nikogo nawet nie stać na porządne gwoździe, od razu muszą wbijać porządnym ludziom jakieś żelastwo w drzwi”. Ostrożnie wyjąłem broń z drewna i chwyciłem list. Przyjrzałem się dokładnie wręcz idealnie wykaligrafowanemu pismu. Moją uwagę przykuła duża, lakowa pieczęć w prawym dolnym rogu i zamaszysty podpis pod nią. „ Ha ! A więc to jakiś bufon z wyższych sfer, łaskawie postanowił zwrócić się z pomocą do Wolnych Łowców”.
Żeby to zrozumieć trzeba wiedzieć czym są Wolni Łowcy. Mianowicie jest to organizacja zajmująca się ... no cóż, wykonywaniem najróżniejszych zadań dla różnych, nie zawsze dobrych, ludzi. Nie każdy może zostać członkiem tej organizacji. Żeby dołączyć do Łowców, najpierw trzeba namierzyć jakiegoś wyżej postawionego w tym ugrupowaniu człowieka. Kiedy ten uzna że zasługujecie na to aby stać się częścią „rodziny” , zostaniecie przez niego przekierowani do swojego pierwszego kontaktu, który zleci wam zadanie. Czasami jest to partacka robota, jak ukradnięcie paru warzyw jakiemuś chłopu, a czasami jest to arcytrudne zadanie jak na przykład zabicia górskiego trolla czy okradnięcia któregoś ze szlachciców. Jeśli i to wam się powiedzie, będziecie mogli z dumą nosić szary płaszcz z wyszytym na nim czarnym mieczem. Łowca ma obowiązek przyjmowania każdego zaoferowanego mu zadania, no chyba że zleceniodawca nie ma czym aktualnie zapłacić. No właśnie, zapłata... Mottem każdego łowcy jest zdanie : „Nigdy nie zostawimy cię w kłopotach, co najwyżej z pustą sakiewką”. Dlatego też wiele osób unika kontaktów z Łowcami. Ludźmi którzy szczególnie za nami przepadają są osoby z wyższych sfer, głównie dlatego że to właśnie oni sami często stają się ofiarami bądź celami naszych zleceń. Więc chyba nie muszę się tłumaczyć jak bardzo się zdziwiłem kiedy zobaczyłem szlachecką pieczęć na moim nowym zleceniu. Musi to być jakaś naprawdę brudna robota skoro któryś z „Panów” postanowił się zwrócić ze swoim problemem do któregoś z Łowców. Nie pozostaje mi nic innego jak to sprawdzić. No cóż, jeśli to oczywiście nie jest jakiś głupi żart, to może mogę liczyć na jakąś większą zapłatę niż jakiś marny kłębek wełny i kosz jabłek, jak to miało przypadek gdy ostatnio pracowałem dla jednego chłopa który aktualnie miał problem z pieniędzmi, jakiś wilk podżerał mu owce.

۞


Karczma pod „Kryształową Dziewoją”... Jedna z najlepiej prosperujących tawern w Kursusku. Co nie oznacza wcale, że jest tam miło i bezpiecznie. Wręcz przeciwnie. Największe szychy lokalnych band zbójeckich załatwiają tam swoje brudne interesy. Kręci się tam też dużo podejrzanych typów takich jak zdegenerowani czarownicy, płatni zabójcy, truciciele, a czasem nawet zdarzają się czarnoksiężnicy i inni wyznawcy mrocznych sił. Mimo tego nie byłem zaskoczony że mój zleceniodawca wybrał właśnie to miejsce na nasze spotkanie. Nie ma lepszej gospody. Tylko tutaj podają niezwykle rzadkie wino Mandorlańskie, sprowadzane prosto ze wschodu, szlakami które pełne są niebezpiecznych zbójców i tym podobnych rzezimieszków. Dlatego też ceny w tej gospodzie były tak wygórowane, że nawet wysoko postawieni urzędnicy musieli się nieźle wykosztować, aby spędzić w tym pięknym miejscu chociaż jedną dobę. A wierzcie mi, na pewno owa doba jest tego warta. Tym bardziej byłem rad, że to właśnie tutaj mam spotkać się ze swoim zleceniodawcą. Ubrany w standardowy strój każdego Wolnego Łowcy (czyli szary płaszcz z kapturem i skórzana zbroja ) wkroczyłem do karczmy. Ujrzałem pomieszczenie naprawdę sporych rozmiarów. Na ścianach były powieszone tarcze i wszelkie możliwe rodzaje broni: krótkie sztylety, żelazne miecze, ogromne buzdygany i żelazne kusze. Kamienna podłoga była usłana skórami dzikich zwierząt . Na środku stało ogromne palenisko, a nad nim skwierczał wielki, tłusty dzik nabity na rożen. Tuż obok mnie rozciągał się długi blat z hebanowego drewna, za którym stał stary, przygarbiony karczmarz polerujący kufle. Rozejrzałem się po halli. Wszystkie ławy były poobsiadane przez ludzi. Głównie mężczyzn w średnim wieku. Prawie wszyscy trzymali w rękach ogromne kufle z po brzegi wypełnione piwem. Niektórzy z nich śpiewali biesiadne piosnki i ballady, fałszując przy tym niebywale. Inni zataczali pijackie kręgi w rytm pieśni śpiewanych przez swych towarzyszy. Starając nie rzucać się w oczy (nie chciałem by któryś z tych pijaczków, widząc Wolnego Łowcę, postanowił wymyślić mi jakieś głupie zadanie) przeszedłem wzdłuż blatu i stanąłem naprzeciw karczmarza. Ten zmierzył mnie wzrokiem typu „Czego chceta ?” i nie przerywając swojej pracy skinął mi głową i gestem wolnej ręki wskazał duże dębowe drzwi znajdujące się po jego prawej stronie. Podziękowałem również skinieniem głowy i skierowałem się w wskazanym przez niego kierunku. Tuż przed drzwiami zatrzymał mnie rosły mężczyzna o ciemnej karnacji skóry i głosem na wpół pijanym, na wpół kpiącym, zapytał :
- A ty tu czego, łachudro ? Ta komnata jest zajęta. Znajdź sobie jakieś inne miejsce na swoją schadzkę – i wybuchnął szyderczym śmiechem przypominającym rechot pijanej żaby.
- Zostałem wezwany przez twojego pana, niedopracowana parodio mięśniaka – rzekłem z satysfakcją w głosie, pokazując mu list. Spojrzał na mnie nieufnie i spytał:
- Thetmir Ardegon ? - skinąłem głową – Chodź za mną – powiedział i otworzył drzwi znajdujące się za nim – Lord Tronhald na ciebie czeka.

۞


Weszliśmy do pomieszczenia o wiele mniejszego od głównej halli. Wystrój był podobny, z
tą różnicą że stoły w tym pomieszczeniu były nakryte szkarłatnymi obrusami, natomiast na nim znajdowały się wszelkiego rodzaju wykwintne potrawy oraz puchary ze szczerego srebra. Przy jednym ze stołów siedział brodaty człowiek o długich włosach, koloru czarnego. Miał podkrążone oczy i zatroskany wyraz twarzy. Widząc mnie mężczyzna podniósł się i uśmiechnął się szeroko. Skinął na strażnika, a mnie wskazał miejsce naprzeciw siebie. Gdy usiadłem od razu nalał mi wina do jednego z kielichów i zagadnął pogodnym tonem:
-Cieszę się Thetmir, że znalazłeś czas by zająć się moją sprawą. Polecono mi ciebie...
Ach, no tak. Zapomniałem wspomnieć że jestem dosyć znanym i najczęściej zatrudnianym Wolnym Łowcą. A to dlatego że pewnego razu pomogłem jednemu z najbardziej wpływowych ludzi w Azemberze, uporać się z jednym wyjątkowo uciążliwym czarnoksiężnikiem. W zamian za pomoc, ów człowiek rozsławił mnie wśród swoich przyjaciół (czyli praktycznie wśród prawie całej Azemberskiej szlachty) jako najlepszego Łowcę z możliwych.
-Ach tak ? Któż to mnie panu polecił jeśli można się dowiedzieć ?
-Mój kuzyn, Ergo . Powinieneś go kojarzyć, w końcu pomogłeś mu z nie lada problemem.
Oczywiście pamiętałem Ergo Thornea. Niegdyś poprosił mnie o abym pomógł mu uporać się z bandą zbójców która go szantażowała. Na szczęście dzięki jego wpływom i pomocy niektórych z moich przyjaciół udało nam się z nimi rozprawić.
-Oczywiście, pamiętam... Ale chyba nie wezwałeś mnie panie żeby rozprawiać o swoich krewnych, prawda?
-Koniecznie spróbuj wina – powiedział jakby w ogóle mnie nie usłyszał – sprowadzone prosto z najlepszych Mandorlanu. Koniecznie też posmakuj pieczonego dzika. Świeżo upolowany...
-Dziękuje waszej ekscelencji, ale czy moglibyśmy się już zająć waszą sprawą, ponieważ...
Lord Thorne zaczął się zachowywać jakby zapomniał że jetem tu nie po to aby rozmawiać z nim o pogodzie i o cenach tkanin na rynku. Za każdym razem gdy zaczynałem mówić o zadaniu, Thorne zmieniał temat, zaczynając opowieść o tym jak to kiedyś zabił orkowego szamana, mając złamaną rękę. W końcu nie wytrzymałem i krzyknąłem:
Na wszechmocnego Sungoga! Co się z waszą ekscelencją dzieje !? Myślałem że zostałem tu wezwany po to aby wam pomóc, a nie po to żeby słuchać jakichś żałosnych opowieści !
Lord Thorne jakby nagle oprzytomniał. Z jego twarzy zniknął uśmiech i wyraźnie posmutniał:
-Ach, no tak... Przez chwilę sobie pomyślałem że... Ale to już nie ważne... Macie całkowitą rację.
No nareszcie człowiek zaczął kontaktować z otaczającym go światem.
-To może teraz mi wyjaśnicie o co chodzi ? - zapytałem, uśmiechając się pokrzepiająco.
- Porwali ją -rzekł Thorne po chwili, a z jego twarzy odpłynęły wszystkie emocje.
- Jak to porwali ? Kogo ? - patrzyłem na niego jak na niespełna rozmumu.
- Porwali ją... Moją Iriy... Moja małą córeczkę... A ona jest tak delikatna... Nie trzeba było jej puszczać samej, wiedziałem że to się źle skończy – mamrotał dalej Thorne. Po chwili podniósł się gwałtownie z ławy. Wytrzeszczy oczy i wskazał na mnie palcem – Ty !!! Ty musisz ją znaleźć, rozumiesz !? Ona jest dla mnie wszystkim ! Znajdź ją ! - patrzył na mnie spojrzeniem szaleńca.
- Dobrze, ale... Jak mam ją znaleźć ? Skąd ją porwali ? Jacyś świadkowie, podejrzani, ktokolwiek ? - zapytałem się nie mogąc się za bardzo w tym wszystkim połapać.
- Przysłali... list. Na-napi-s-sany krwią ! Jej krwią !!! - Thorne upadł na podłogę i zaczął walić pięściami w drewno, krzycząc: „Dlaczego !?”. Widziałem już wielu załamanych ludzi, więc jego zachowanie mnie w ogóle nie dziwiło. Zastanawiałem się tylko jak teraz pomóc Thorne'owi. Może ten list zawiera jakieś wskazówki. Spojrzałem na załamanego lorda i rzekłem: - Pomogę waszej ekscelencji. Zrobię co w mojej mocy. Proszę mi tylko dać ten list. Wrócę jeszcze tylko na chwilę do siedziby Wolnych Łowców i wezmę paru towarzyszy, a następnie od razu wyruszę na poszukiwania pańskiej córki.
Thorne spojrzał na mnie z załzawionymi oczami i wychrypiał:
- Dz-dziękuję ... Jeśli ją znajdziesz, w nagrodę dostaniesz ode mnie wszystko czego zapragniesz... Wszystko... Tylko proszę , pospiesz się...

۞


Jak obiecałem, tak zrobiłem. Wróciwszy do siedziby Łowców, od razu przysiadłem na listem który Thorne dostał od oprawców swojej córki. Treść listu była zaskakująco prosta. Żeby go rozszyfrować wystarczyło tylko trochę pomyśleć:
Kiedy srebrny rycerz przegoni ognistego smoka;
Krzyki dziewczyny rozniosa się po miejscu
Gdzie Kapelani Natury odprawiaja swe dziwne gody.

To była niezwykle prosta zagadka. „Srebrny rycerz” to księżyc, natomiast „ognisty smok” to słońce.
„Gdy srebrny rycerz przegoni ognistego smoka...”. „Noc”- pomyślałem - „Cokolwiek zrobią z dziewczyną zrobią to nocą”. „Miejsce gdzie Kapelani Natury odprawiają swe dziwne gody”; to również nie było trudne do rozwiązania. „Kapelani Natury” oznaczają w dawnej mowie, druidów. Miejscem gdzie druidzi odprawiają rytuały jest oczywiście las. Wszystko wskazuje na to że ktokolwiek porwał dziewczynę i cokolwiek zamierza z nią zrobić, zrobi to dzisiaj w nocy, w pobliskim lesie. Nie marnując czasu, czym prędzej zebrałem swych towarzyszy. Byli to ludzie którym już nie raz zawdzięczałem swe życie. Angus pochodzi z północy Azemberu. Jest niezwykle utalentowanym strategiem, a o jego pojedynkach stoczonych na topory krążą legendy. Pathar jest elfem. Praktycznie jedynym jakiego znam. Jest mistrzem łucznictwa, a sztuka rozbrajania pułapek i otwierania zamków nie ma przed nim tajemnic. Andromeda jest jedyną dziewczyną w naszej drużynie, co nie oznacza że jest słabym ogniwem. Chociaż nie jest mistrzynią w walce bezpośrednie to w walce na odległość nie ma sobie równych. Andromeda jest maginią i uzdrowicielką. Jedną z najbardziej utalentowanych z tych, jakie widziałem do tej pory. Chociaż większość Wolnych Łowców woli pracować w samotności, my działamy jako drużyna. Razem możemy pójść wszędzie, nawet w ogień.

۞


Zgodnie z planem, gdy tylko słońce zniknęło za horyzontem wyruszyliśmy do lasu. Przyznam że trudno nam było się poruszać wśród całkowitej ciemności gdyż nie zabraliśmy ze sobą pochodni, obawiając się że światło może ostrzec naszego przeciwnika, kimkolwiek by on nie był. Skradaliśmy się więc najlepiej tylko mogliśmy, co jakiś czas potykając się o wystające korzenie. Puściliśmy Pathara na przodem, aby ostrzegł nas w razie niebezpieczeństwa. Jako elf, potrafił się on poruszać z niezwykłą zręcznością i gracją, charakterystyczną dla tej rasy. Dobrze przygotowaliśmy się do tej misji. Każdy z nas był uzbrojony w miecz ( nawet Andromeda). Oprócz tego ja wyposażyłem się jeszcze krótki sztylet i buteleczkę z trucizną. Angus dźwigał na plecach swój oburęczny topór, dzięki któremu nie raz zyskaliśmy przewagę nad wrogiem. Szliśmy przez las, wśród całkowitej ciszy, co jakiś czas przerywanej trzaskiem łamanych gałęzi bądź szelestem liści. Nagle zobaczyłem że Pathar stanął w miejscu. Uniósł on jedną rękę, wskazał na nas i gestem pokazał abyśmy padli na ziemię, co on sam zresztą uczynił. Poszliśmy w jego ślady i doczołgaliśmy się do miejsca w którym znajdował się nasz towarzysz. Znajdowaliśmy się teraz za „ścianą” utworzoną z gęstych krzaków Trującego Bluszczu. Zza nich dobiegały tajemnicze dźwięki ni to przypominające śpiew, ni to zwierzęcy warkot. Ostrożnie wyjrzałem zza krzaków i zamarłem...

۞


Na polanie znajdującej się przed naszą kryjówką, palił się gigantyczny stos. Gęsty dym z niego wylatujący oplatał niemal całą polankę. Wokół niego można było dostrzec dziesiątki tajemniczych ludzi. Wszyscy odziani byli w długie czarne tuniki, a u ich pasów kołysały się krótkie miecze bądź toporki. Wszyscy zebrani mieli twarze zasłonięte dużymi kapturami. To właśnie oni wydawali ów tajemniczy dźwięk brzmiący mi jak śpiew. Wtedy zauważyłem coś jeszcze. Tuż przed stosem klęczały co najmniej cztery kobiety odziane w białe suknie. Wszystkie były bardzo dokładnie związane i miały zakneblowane usta. Oczy im łzawiły i trudno mi było określić czy to od dymu buchającego ze stosu, czy też przez świadomość co ich czeka. Gdy to wszystko ujrzałem przez myśl przemknęło mi tylko jedno słowo: Sekta. A, więc porywaczami córki Thornea nie byli zwykli przestępcy. Byli nimi mroczni kultyści którzy potrzebowali ofiar. Ludzkich ofiar. Co prawda nie rozpoznawałem symbolu który kultyści nosili na tunikach, ale nie miałem wątpliwości że była to sekta jakiegoś mrocznego bóstwa. Symbol przedstawiał półksiężyc (symbol nocy) skrzyżowany z wykrzywionym sztyletem (symbolem przemocy). Pod nimi znajdowała się ludzka czaszka z pęknięciem na kości czołowej. Kultyści stali nieruchomo. Jedynym dźwiękiem który temu towarzyszył był ów tajemniczy śpiew. Wtedy mnie olśniło: „Oni na coś czekają... Lub na kogoś”.
W tym właśnie momencie z gęstego dymu wynurzył się jeszcze jeden człowiek. Podobnie jak kultyści, był on ubrany w czarną tunikę i kaptur. Wyróżniało go tylko to że na plecy miał zarzuconą długą czarną pelerynę z owym, dziwnym symbolem, a w swej prawej dłoni trzymał długi kostur.
Kapłan uniósł rękę, na co niewyraźny śpiew zebranych umilkł. Tylko związane kobiety cicho płakały.
– Moje Dzieci – rzekł kapłan donośnym głosem – zebraliśmy się tu dziś, aby ofiarować cmentarnemu panu te cztery, słodkie dziewice. Wiemy iż to Go zadowoli i w swej hojności, udzieli On nam swej mocy, niezbędnej do naszych świętych obrzędów. Jednak zanim zbroczymy nasze noże w ich niewinnej krwi, musimy pozbyć się kogoś. Kogoś, kto przybył tu niezaproszony...- jego dłoń wskazała w dokładnie w kierunku naszej kryjówki. Zamarłem. Skinąłem głową moim towarzyszom i powoli zacząłem przesuwać swoją dłoń w kierunku rękojeści miecza.

۞

Wszyscy kultyści zwrócili się w kierunku wskazanym przez ich kapłani. Niektórzy już obnażyli swą broń i powoli zaczęli się przesuwać w kierunku naszej kryjówki. Najciszej jak tylko mogłem wyciągnąłem miecz z pochwy i zamarłem czekając aż któryś z sekciarzy podejdzie na tyle blisko abym mógł zakończyć jego żywot jednym ciosem. Spojrzałem na moich towarzyszy. Oni również powyciągali swą broń, za wyjątkiem Andromedy która podczas każdej walki trzymała się z tyłu wspomagając nas swą magią. Skierowałem swe spojrzenie na Pathara. Ten nałożył jedną ze swoich strzał na cięciwe, po czym naciągnął ją i wycelował ponad krzaki. Zbliżające się kroki świadczyły o coraz bliższej obecności naszych wrogów. Uniosłem rękę i ponownie spojrzałem na elfickiego łucznika. Ten tylko czekał na sygnał ode mnie. Kroki robiły się coraz głośniejsze. Nie czekając ani chwili dłużej, szybko opuściłem dłoń i obserwowałem jak elficka strzała znika za ścianą z chaszczy. Po chwili moich uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk strzały wbijającej się w ludzkie ciało. Po nim nastąpił krótki wrzask i usłyszałem jak ciało upada na ziemię. To był znak. Podniosłem się najszybciej jak mogłem i wyskoczyłem z naszej kryjówki, z okrzykiem bojowym na ustach. Za mną z podobnym wrzaskiem wypadł Angus, a tuż za nim Pathar, który zdążył posłać kolejną strzałę w kierunku naszych przeciwników. Wraz z Wojownikiem z Północy wpadliśmy w szeregi kultystów. Pierwszego którego dojrzałem przebiłem mieczem, a następnie płynnym ruchem wyjąłem go i uderzyłem znad głowy, prosto w gardło mojego wroga. Z rozciętej krtani trysnęła szkarłatna krew, brudząc mój kaftan. Natychmiast rzuciłem się na kolejnego wroga uderzając znad ramienia w jego pierś. Kultysta całkowicie zaskoczony atakiem, krzyknął i krwawiąc obficie osunął się na ziemię. W tym samym momencie jednemu z sekciarzy udało się zajść mnie od tyłu, jednak prawie w tej samej chwili w jego piersi zatopiła się strzała Pathara. Wygląda na to, że pomimo swej liczności nie byli zbytnio zaprawieni w boju. Tuż obok mnie walczył Angus, wymachując swym olbrzymi toporem. Kultyści nie mieli nawet szans się do niego zbytnio zbliżyć. Cały czas ukryta w krzakach, Andromeda nie musiała zbytnio nas wspomagać swymi czarami, gdyż świetnie dawaliśmy sobie radę bez nich. Wtedy do walki dołączył kapłan kultystów. Uniósł on swą dłoń i wycelował nią we mnie, po czym krzyknął:
– Kelthare Bastardir, Emroung Axd Eprezzio !!!
W tym samym momencie poczułem jak coś gorącego i ostrego uderzyło w mój brzuch wywołując przy tym nieopisaną falę bólu. Upadłem na ziemię, co natychmiast wykorzystali kultyści i pochwycili mnie za ramiona. Kapłan skierował swą dłoń w Angusa, i powtórzył tamte słowa. Ujrzałem jak jego twarz wykrzywia się z bólu, a na nodze tworzy się rana, z której natychmiast zaczęła cieknąć krew. Osłabiony tym czarem Angus również upadł na ziemię i został schwytany przez sekciarzy. Taki sam los spotkał Pathara. Wyglądało na to że nie wszystko pójdzie dokładnie po naszej myśli. W tej chwili zacząłem żałować że zgodziłem się pomóc Lordowi Thorenowi.
To nie miało prawa skończyć się dobrze...
Postacie w czarnych szatach. były coraz bliżej mnie. Słyszałem pojedyncze szydercze śmiechy i kpiny typu „I co teraz zrobisz, łowco ?” albo „To już twój koniec, niewierny głupcze”. Ich przywódca wpatrywał się tylko we mnie, nie okazując żadnych emocji. W jego prawej dłoni błysnął długi nóż z brązu. Wokół mnie zaczął rozbrzmiewać niewyraźny chóralny śpiew. Mój oprawca podchodził coraz bliżej. Jego twarz wykrzywiała się teraz w grymasie łączącym kpinę i obrzydzenie. Śpiew był coraz głośniejszy. W moje nozdrza uderzył powalający odór zgnilizny wymieszany z zapachem krwi, gdy mój przeciwnik stanął tuż przede mną. Na jego dotychczas kamiennej twarzy zagościł teraz sadystyczny uśmiech. „Było się w to nie mieszać” pomyślałem, gdy ujrzałem jak zakapturzony unosi swój nóż nad głowę. Śpiew kultystów rozbrzmiewał w moich uszach, bardziej przypominając ryk wielogłowej bestii aniżeli chór ludzkich głosów. „ Oto ofiara dla Cmentarnego Pana !” usłyszałem i ujrzałem nóż opadający wprost na moją klatkę piersiową. Czekałem aż ostry, przeszywający ból zakończy moje życie jednak nic takiego nie nastąpiło. Otworzyłem oczy i ze zdziwieniem ujrzałem swego oprawcę leżącego parę metrów dalej. Na miejscu ręki w której jeszcze przed chwilą miał nóż, znajdował się teraz krwawiący kikut. Ostatkiem sił wyrwałem się zdezorientowanym kultystom i odwróciłem się za siebie. Andromeda stała z uniesioną przed siebie ręką, tym razem wycelowaną w biegnącym na niż sekciarzom. Nastąpił krótki błysk i ich bezwładne ciała przeleciały parę metrów uderzając w pobliskie drzewa. Ponownie spojrzałem przed siebie i ujrzałem czołgającego się kapłana, najwyraźniej starał się uciec. Nie myśląc za dużo chwyciłem miecz jednego z kultystów i rzuciłem się na ich przywódcę. Wbiłem broń po rękojeść prosto pod jego serce, a swoje ręce zacisnąłem na jego szyi. Wyczułem na niej jakiś mały medalik. Będąc pod wpływem adrenaliny zerwałem go. Kapłan wydał ostatni krzyk, po czym jego ciało zwiotczało. Skonał. Ja po chwili stoczyłem się w ciemność.

۞


Obudził mnie ostry zapach ziół. Otworzyłem oczy, jednocześnie starając się podnieść. Ostry ból utwierdził mnie w przekonaniu że nie jest to dobry pomysł. Opadłe na futra, którymi byłem owinięty. Wzrokiem dostrzegłem Andromedę. Ta na mój widok uśmiechnęła się i powiedziała:
– Wygraliśmy ! Gdy zabiłeś kapłana reszta kultystów nie wiedziała za bardzo co zrobić i skapitulowała. Prywatny kat Lorda Thornea teraz z pewnością wyciągnie z nich wiele ciekawych informacji. Co do jego córki, to przeżyła jest tylko w głębokim szoku. Lord Thorne jest nam wielce wdzięczny. Zapewnił ci najlepszego medyka z możliwych. Jesteś teraz u niego w domu. Jeśli jutro będziesz mógł chodzić to udamy się do Thornea na ucztę. Dzięki tobie z pewnością zmienie zdanie na temat Wolnych Łowców.
Uśmiechnąłem się i odwróciłem wzrok. Na stoliczku, tuż obok mnie leżał owy medalik który zerwałem z szyi kapłana. Podniosłem go i dokładnie się przyjrzałem. Był zrobiony ze srebra. Widniał na nim symbol który kultyści nosili na szatach. Wokół niego znajdowały się wyryte słowa : „Śmierć Jest Początkiem Końca”. Być może byłem zbyt otępiały przez zaaplikowane mi lekarstwa, gdyż jedyne słowa które przyszły mi na myśł, za nim ponownie osunąłem się w sen, to :
„ Co to, na wielkiego Sungoga, może oznaczać ?”

C.D.N



 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.