Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Miejsce DRUGIE: Opowiadanie autorstwa Artura Teodorskiego
 
autor: Artur Teodorski



- To nie miało prawa skończyć się dobrze...
Gotarn uwielbiał zaczynać wszystkie swoje opowieści w ten właśnie sposób, dlatego też Percy nie zwykł zwracać na nie większej uwagi. Krasnoludzki inżynier był stałym bywalcem w Karczmie Pierwszego, zwanej tak, od pamiętnej wizyty Pierwszego Sawanta przeszło trzy stulecia temu.
- Od samego początku kiedy spotkałem tego Ostroucha wiedziałem, że coś się musi stać. I na brodę Przodków, stało się! – krasnolud kontynuował opowieść.
Należał do Starego Imperium, konserwatywnego państwa krasnoludów, które zachowało dawne tradycje. Członkowie tego Imperium znani byli z cierpliwości, wiedzy i wspaniałych opowieści. Często mocno przesadzonych, dlatego też Percy zawsze dzielił przez trzy to co opowiadał Gotarn. Jednak coś podpowiadało chłopakowi, że ta historia będzie inna niż reszta. Nadstawił ucha.

*

Elidis przechadzał się po rynku Tile Leth Talren, Miasta Uczonych. Elf miał srebrne włosy zebrane znad skroni w warkocz. Tak samo zaplecioną miał bródkę. Znad szlachetnych rysów twarzy na świat spoglądały przenikliwe, ciemno fioletowe oczy. Nosił prostą, czerwoną szatę maga, spiętą szerokim, złotym pasem.
Jego nauki formalnie dobiegły końca, był teraz pełnoprawnym Arkanistą, magiem – konstruktorem. Zgodnie z tradycją po zakończeniu egzaminów przysługiwał mu rok przerwy, przed przydzieleniem obowiązków przez Radę Talaeren, ligi magów. Przeciągnął się.
Rok słodkiego nieróbstwa! Po tylu latach nauki. Ciekawe czy nie zapomniałem jak się odpoczywało...
Z dalszych rozważań elfa wyrwał krzyk. Rozejrzał się. Dostrzegł szybko poruszającą się sylwetkę i mężczyznę pokazującego w stronę uciekiniera. Bez namysłu puścił się pędem za uciekającym. Nieznajomy wbiegł w ciasne uliczki starożytnego miasta. Był szybki i zwinny. Postawa i ruchy jednoznacznie wskazywały na Khijiraan, człowieka – kota z pustynnego księżyca Rajahaan.
Arkanista dopadł domniemanego złodzieja w ciasnym zaułku. Chciał coś powiedzieć, ale nieznajomy odwrócił się do niego i uśmiechnął, po czym wskoczył na niski gzyms, a potem na następny. Elidis stracił go z oczu gdy ten dotarł na dach.
- Psia jucha! – zaklął rozczarowany Arkanista. – A chciałem się pobawić z koteczkiem.
Odwrócił się by opuścić zaułek. Nagle poczuł, że coś jest nie tak. Wykonał błyskawiczny przewrót w przód. Tam gdzie przed chwilą stał Elidis upadła ciężka metalowa sieć.
- Co do...? O na potęgę Nieskończoności.
U wylotu zaułka stał trzy metrowy kolos. Elf z miejsca rozpoznał w nim Łowcę Głów, niesławnego parowego automatona z Dasaru. Machina miała długie, silne nogi, potężne ręce o groteskowo dużych pięściach, trzy ustawione rzędem kominy sterczące z pleców i pysk z rogami sterczący do przodu z górnej części korpusu. Elidis wiedział, że pod naramiennikami stalowa bestia ma wyrzutnie sieci. Stąd brała się jego nazwa i niesława, wykorzystywano go do polowań na niewolników. Zza maszyny wyszedł człowiek. Jego sylwetkę skrywał cień, jednak wzrost wskazywał na rasę, a długa powłóczysta szatka podpowiadała jasno mówiła, że to on kontroluje maszynę.
- Połóż się grzecznie na ziemi elfie, a ręczę, że nic ci się nie stanie.
- Hymm... Zawsze marzyłem ażeby zostać czyimś niewolnym. Niestety, ale zdążyłem już sobie znaleźć pracę, więc chyba sobie odpuszczę tę ofertę.
- Szkoda, zrobiłbym na tobie świetny interes...
Elids rzucił się w przód. Zignorował maszynę, musiał zabić maga. Wyciągnął otwarte dłonie, powietrze stężało i wybuchło odrzucając przeciwnika. Elf usłyszał szmery za plecami.
Co najmniej dwóch z tyłu.
Odwrócił się. Rozświetlił zaułek na oślep rzuconym jęzorem ognia. Było ich trzech. Człowiek, krasnolud i ten sam Khijiraan. Elf cisnął kulę białej energii prosto w twarz kota. Rozbryzgał się z jękiem. Kot upadł piszcząc i zakrywając oblicze dłońmi, po chwili znieruchomiał. Pozostali napastnicy ruszyli w stronę Arkanisty, włącznie z Łowcą. Elf cisnął kolejną kulę w człowieka. Trafił w brzuch. Przeciwnik splunął czarną krwią, przewrócił się. Wokół ciała szybko rosła kałuża posoki. Wtem Elidis odczuł zbliżającą się energię. Błyskawicznie obrócił się i postawił barierę, ale było za późno. Potężna fala mocy posłała Elidisa na ziemię. Osłona złagodziła upadek i prawdopodobnie ocaliła jego kości przed nadaniem im nowego kształtu. Krasnolud zbliżył się do niego, dobył z pleców zaskakującej broni. Było to ostrze długości ludzkiego ramienia przymocowane do kunsztownego rewolweru. Taką broń spotykało się tylko w staroimperialnym Kolegium Inżynierów i Techno – Maginów.
- Świetnie! – zakrzyknął mag. – I jest żywy. Nasze kiese wypełnią się złotem po brzegi.
- Tiaa... – krasnolud podniósł szybkim ruchem broń i wypalił zdezorientowanemu magowi prosto w twarz. W raz z upadającym ciałem pana na ziemię z głuchym tąpnięciem zwaliło się cielsko Łowcy.
- Wstawaj elfie – krasnolud podał Arkaniście dłoń chowając oręż.
- Dzięki waszeci... Zwę się Elidis Caernoth a wam jak na imię, jeśli łaska?
- Jestem Gotarn, z Kolegium Inżynierów i Techno – Maginów. Osobiście tylko inżynier.
Krasnolud nosił ciemny, skórzany płaszcz, miał rude włosy wystrzyżone na krótką, acz potarganą czuprynę. Bujne wąsy zaplótł w warkoczyki, oprócz wąsów maiał dość długą i gęstą kozią bródkę, nosił gogle ochronne.
- „Tylko” inżynier ze Starego Imperium, tak? Nie chcę się wydać niewdzięczny, ale co krasnolud robi w sercu Cesarstwa Słońca?
- Ściga parchatych złodziejaszków, ot co! Ale w panie pewne macie insze sprawunki na głowie, więc...
- Chętnie panu pomogę, w ramach rekompensaty za ocalenie mnie przed służbą jakiemuś leniwemu arystokracie.
- Hymm... Chyba moglibyśmy to obgadać przy kufelku piwa.

*

- Więc poszli my z teko cholernego miejsca i poszli do najzacniejszej tawerny w mieście, by tam porozmawiać jak cywilizowani ludzie. Wyjaśniłem wtedy mojemu nowemu elfiemu koledze jak sprawy stoją...
Percy spijał słowa z usta krasnoluda, nawet jeśli opowieść była przesadzona, była dużo ciekawsza od wszystkiego co Gotarn kiedykolwiek opowiadał. Inni bywalcy karczmy też zdali się to zauważyć, nadstawiali uszu, ciszej mówili. Kilku pierwszych przysiadło się bliżej opowiadającego. Percy się cieszył, zajął najlepsze miejsce do słuchania najlepszej opowieści.
- ... cholery ukradły mi pięć lat mojego życia i ciężkiej pracy! Dacie wiarę w tę bezczelność! Równie dobrze mógłbym w ogóle nic nie robić i wyszłoby na to samo! No, a przynajmniej tak wtedy myślałem. Tak jak mówiłem, opuściliśmy karczmę jeszcze tego samego wieczora...

*

Nad ranem Elidis i Gotarn wytoczyli się z karczmy. Choć można by powiedzieć, że raczej ich wyrzucono. Gazowy olbrzym Ekrath, wokół którego krążyły wszystkie zamieszkane księżyce, skrzył się na niebie głębokim fioletem. Wtórowały mu równie fioletowe pierścienie. Normalnie Elidis zachwyciłby się tym widokiem, ale biorąc pod uwagę nieprawdopodobny ból głowy jedyne co go mogło zachwycić to filiżanka gorącej herbaty. Gotarn był nawet w gorszym stanie.
Nigdy więcej konkursów picia z brodaczami.
Złożywszy tę solenną obietnicę Elidis sięgnął do zasobów mocy. Zacisnął zęby. Duża dawka energii którą wywołał sprawiła, że pociemniało mu przed oczami. Ból głowy urósł do granic absurdu, by nagle całkowicie ustąpić. To samo elf zrobił z inżynierem.
- Oż ty w dzwonek, niezła metoda.
- Jedyne skuteczne lekarstwo na kaca to Zastrzyk Wujka Caernotha – Elidis uśmiechnął się wspomnień niedawnych czasów akademickich. – Do rzeczy, maiłem ci pomóc, więc to zrobię.
- Masz jakiś pomysł od czego zacząć?
- Tylko jeden.
Talren było miastem założonym na trzech dużych górach. Budowle stały na rozległych skalnych półkach pospinanych lekkimi mostami, a także były wykute w ścianach. Ustawienie gór, oraz konstrukcja miasta sprawiały, że jedna z dzielnic Talren był stale otulona całunem cieni i mgieł. Przyciągała wszelkich szemranych specjalistów. Tam też Elids znał jednego z takich specjalistów. Nazywał się Nosem, był magiem Khijiraan, członkiem Kasty Gwiazd, który dobrowolnie udał się na wygnanie. Twierdził, że nie mógł znieść porządku panującego pośród jego ludu. Może to dlatego jego dom zawsze tonął pod górą śmieci.
- Nos, to ważne! Powiedz mi czy wiesz coś tym człowiek – elf podał Kotu portret pamięciowy maga z zaułku.
- Wiesz jak niebezpiecznych ludzi możesz szukać, hę? Ja też muszę dbać o siebie. A nawet gdybym posiadał takową wiedzę, to ile jest ona dla was warta? – kiedy mówił Nos przeciągał lekko „s” i twardo akcentował wyrazy.
- Nos, wiesz, że mi coś wisisz za krycie twoich cudownych pomysłów...
- Ten ostatni prawie się nam udał! Skąd mogłem wiedzieć, że te pędy były sztuczne.
- Nos, ostrzegam cię. Powiedz co wiesz o tym jegomościu, albo Radny Ulinor dowie się co chciałeś zrobić z jego córką.
- He, he... El, ja się tylko tak z tobą droczę... Podaj mi tę szmatkę. Taaak. Znam te zakazaną twarz. To mag z Dasaru.
- To wiemy – ozwał się inżynier, - ale dla kogo pracuje?
- Tu już jest gorzej. Wiem tylko, że ktoś ostatnio szuka dużej liczby elfów, najlepiej wrażliwych na moc. Sprawa musi być poważna, bo Rada się tym zainteresowała. Możecie spróbować u nich... Albo znaleźć naganiaczy niewolników.
- Dzięki Nos, to wszystko.
Kiedy wyszli od Kota było już popołudniu i jak to zwykle bywa o tej porze obaj odczuli uścisk głodu. Skierowali się zatem do najbliższej tawerny, ale zabłądzili w labiryncie uliczek Dzielnicy Mgieł. Szybko zorientowali się też, że ktoś za nimi idzie.
Wyszli na pustą, cichą uliczkę, tylko u jej wylotu stała samotna elfka zwrócona twarzą w przeciwną stronę. Podeszli do niej. Arkanista chciał spytać o drogę, ale im bliżej kobiety się znajdował tym wyraźniej widział, że coś jest nie w porządku. Elfka miała dziwnie długie ramiona i nogi, była wychudła, a jej sylwetka zdawała się być przesunięta w prawo. Miała długie, ciemne włosy opadające pozlepianymi puklami na ramiona. Elidis zatrzymał się, Gotarn wyciągnął ukradkiem broń. Kobieta obróciła się. Na dwójkę towarzyszy spojrzały martwe, czarne oczy, elfka miała groteskowo wielkie, okrągłe usta. Nagle rozwarła je i wydała z siebie przerażający skowyt. Elidis runął na ziemię zasłaniając uszy.
Gotarn wystrzelił do potwora trafiając w brzuch. Nie było krwi. Ciało kobiety było wysuszone na wiór. Krasnolud zaszarżował z dzikim okrzykiem. Ciął. Od prawej w brzuch po ukosie. Z lewej płasko przez pierś. Z góry z wyskoku w głowę. Potężne kopnięcie na koniec serii. Udało mu się odepchnąć stwora. Złapał Arkanistę pod ramię i pomógł mu wstać. Wycofali się w głąb uliczki.
Elf usłyszał szuranie. Odwrócił głowę i zobaczył dwie kolejne sylwetki. Elfi mężczyźni, tym razem ich ciała były naszpikowane technologią. Elidis wyraźnie dostrzegał tłoki i przekładnie mechanicznych ramion i wszczepy na piersiach. Odepchnął się od inżyniera i stanął o własnych siłach. Uspokoił oddech.
- Zajmij się ślicznotką, ja biorę jej adoratorów – rzucił przez ramię do inżyniera, ten odpowiedział zdawkowanym skinieniem głowy.
Gotarn przeładował. Wycelował broń pieczołowicie w głowę maszkary i strzelił. Bestia zawyła i upadła, jednak krasnoludy ze Starego Imperium mają w zwyczaju przesadną dokładność, podszedł więc do ciała. Wtem elfka wbiła szpony w ramię inżyniera. Gotarn zaryczał gniewnie i uniósł miecz do cięcia.
Arkanista zebrał moc i wyrzucił serię pocisków w bliższego mężczyznę. Białe kule uderzały o jego ciało. Potwór nawet się nie zachwiał, choć w jego ciele ziały wyraźne dziury. Elidis zaklął parszywie. Maszkary ruszył w stron maga. Elidis dopiero teraz zauważył, że miast dłoni mieli sierpy. Z nów zaklął, tym razem znacznie mocniej. Ruszył w stronę wrogów. Nauczony doświadczeniami dnia poprzedniego zabrał ze sobą broń – rękawice manipulacji, znacznie zwiększające siłę uderzenia i pozwalające zwiększyć moc zaklęć. Złożył rękę w szpon tygrysa i gwałtownie uderzył w brzuch pierwszego potwora.
Gotarn włożył w cios wszystkie swoje siły i chybił. Potworzyca był znacznie szybsza i zwinniejsza niż przypuszczał. Wyciągnęła szpony z ręki krasnoluda i spróbowała uderzyć go w twarz rozpostartą dłonią. Inżynier zasłonił się i błyskawicznie uderzył wbijając miecz od dołu pod mostek kobiety. Znów zawyła swoim przeraźliwym piskiem. Gdy wciąż stała z rozwartymi ustami krasnolud wyjął z kieszeni granat. Odbezpieczył i z potwornym uśmiechem wepchnął go gwałtownie do ust potwora.
- Nażryj się tego!
Huk.
Głowa potworzycy rozleciała się na setki kawałków. Gotarn przebił jej jeszcze serce. Dla pewności, podług krasnoludzkiej ostrożności. Na pobliskim tarasie zauważył sylwetkę humanoida.
Dłoń Arkanisty zagłębiła się w miękkiej tkance wroga z paskudnym mlaśnięciem gnijącego mięsa. Elf skrzywił się. Pociągnął w górę dłonią zanurzoną w ciele ofiary. Wyszła przez szyję. Drugi potwór zamachnął się sierpodłonią. Celował w szyję. Elidis założył barierę i dłoń wroga odbiła się od ściany energii. Pierwszy maszkaron zaczął dochodzić do siebie po początkowym szoku. Arkanista szybki ciosem pozbawił przeciwnika twarzy i chęci do dalszej walki. Drugi znów natarł. Elidis zebrał w sobie energię. Przyłożył dłonie na płask do ciała wroga i przesłał przez nie całą moc. Wyładowanie w postaci pęku błyskawic przeszyło wroga na wylot, niemal spopielając resztę ciała.
Elf odetchnął z ulgą. Rozejrzał się za krasnoludem i dostrzegł go na pobliskim tarasie. Inżynier próbował utrzymać szamoczącą się istotę. Istotę, która wyraźnie próbowała odlecieć. Erathianin, człowiek – ptak.
- Puszcaj mnie przygłupie! Raaaa!
- Sieć cicho ptaszydło. Głodny jestem po tej całej hecy, a rosół to z ciebie będzie jak się patrzy!
- Zaczekaj odruchu! – zakrzyknął elf, - pomogę ci.

*

Percy słuchał z wypiekami na twarz. Nigdy jeszcze nie słyszał tak dobrej opowieści. Nawet historie Edgara o Pierwszym Sawancie nie mogły się z tym równać. Wokół krasnoluda zebrał się ciasny krąg słuchaczy. Cała karczm była zainteresowana opowieścią, a Percjemu wydawało się, że widzi jak niektórzy wychodzą, by zaraz wrócić w towarzystwie rodziny, czy znajomych. Obok Gotarna wylądował kolejny kufel z piwem. Nie usiał zamawiać, któryś ze słuchaczy po prostu wstawał i donosił krasnoludowi kolejny kufel, gdy ten osuszył ostatni. Mimo zamiłowania do trunku pił powoli, widać było, że nie chce burzyć opowieści.
- Owy ptasior nazywał się Kaatrot, czy jakoś tak... Imiona tych ptaszydeł są nawet trudniejsze od wymyślnych elfich imion! Tak czy siak. Ptaszek wszystko nam wyćwierkał i okazało się, że szukamy niejakiego Kreatora Ciała, albo inaczej Magistra Kohnena, wywalonego z waszego Kręgu za brak elementarnych hamulców moralnych.
Percy co prawda nie miał bladego pojęcia co to są hamulce moralne, ale Stary Bart wyjaśnił mu zaraz, że człowiek ten nie widział nic złego w robieniu innym okropnych rzeczy.
- Tak czy inaczej, wciąż mieliśmy umowę, a ja wciąż nie odzyskałem mojej własności! Więc poleźliśmy do nory tego całego Kreatora...

*

Kryjówka Kohnena znajdowała się w jednej z naturalnych jaskiń pod miastem. Biorąc pod uwagę poprzednie starcie obaj przyjaciele zgodzili się, że do ataku na leże Magistra będzie im potrzebne wsparcie. Jednakże ze względu na naturę swoich badań, skradzionych przez Kreatora, Gotarn nalegał by całą sprawę utrzymać w tajemnicy. Więc Elidis zabrał ze sobą Oriona.
Był to Centurion klasy Tygrys. Trzy i półmetrowy autoamton, skonstruowany przy pomocy magii i technologii połączonych tak doskonale, że nie dało się już odróżnić części składowych. Konstrukcja typowa dla elfów. Maszyna miała wysmukłą sylwetkę o długich nogach i rękach zakończonych szponami. Znad dumnie pełnej piersi spoglądała głowa wystylizowana na hełm wojownika. Pod szerokimi naramiennikami czekały działka energetyczne wzoru armijnego. Osobiste udoskonalenie Elidisa.
Wejście do jaskini nie było strzeżone, wrota były wręcz otwarte. Z wewnątrz dobywał się ciężki odór gnijącego mięsa. Elidis wyczuwał desperację, bół i przerażenie istot tu sprowadzonych. Im bliżej wrót znajdowali się z Gotarnem tym wyraźniej słyszeli ciche nucenie skrzekliwego, męskiego głosu. Ostrożnie weszli do środka.
Sala była niewielka. Przy ścianie po prawej stały cztery łóżka otoczone tajemniczą, technomagiczną aparaturą. Na wprost znajdował się wnęka z szafą i łóżkiem, sypialnia potwora. Z lewej stało ciężkie drewniane biurko. Na blacie rozrzucono mnóstwo papierów. Po wzroku towarzysza Arkanista poznał, że leżały tak projekty i badania Gotarna.
Przy biurku stała zgarbiona postać odziana w czarny płaszcz. Elidis potrzebował chwili by uświadomić sobie, że był on wykonany z pozszywanych ludzkich skór. Z pleców monstrum wystawała para dodatkowych, mechanicznych rąk. Stwór pochylał bladą, całkiem wygoloną czaszkę nad kartką papieru i pisał coś nucąc cicho, niepokojąco.
- Tyleee postępów... Ha! Zrobiliśmy tyle postępów. Pan będzie zadowolony, ho tak, tak! – szeptał istota chwiejnym, piskliwym głosem. – Szkoda dzieci... Umarły! Trudno, nieważne, nieważne, liczy się postęp!
Elidis, Gotarn i Orion powoli okrążali istotę, uważając by nie wydać nawet najmniejszego dźwięku. Zaskoczenie było po ich stronie i nie mogli sobie pozwolić by je stracić.
- Szkodniki zabiły dzieci – ciągnął szaleniec. – A teraz są... tu!
Arkanista poczuł potężną falę energii zwalającą go z nóg. Nawet stabilizatory grawitacyjne Oriona nie pomogły mu zachować pionu. Cała trójka runęła na wznak. Elidis z przerażeniem zauważył, że nie może poruszyć żadną kończyną, czy choćby ustami.
- Chodźcie dzieci, chodźcie! Pożywcie się na szkodnikach!
Z wnęki wysunęły się trzy sylwetki, dwaj mężczyźni tacy sami jak poprzednio i trzeci z mackami miast ramion.
- Taka szkoda – powiedział stwór patrząc na Elidisa. – Mogłeś służyć tylu wyższym celom! Mistrz cię chciał, o tak, tak! Mogłeś być doskonały, jak moje dzieci, ale ty wolisz być słaby... Szkoda – westchnął. – Cóż przynajmniej moje dzieci dobrze się posilą.
Zbierając całą siłę swojej woli Arkanista sięgną do mocy i wywołał potężne wyładowanie, które uderzyło w kreatora. Zdezorientowany mag zdołał założyć barierę, ale utracił kontrolę nad ciałami więźniów. Orion podniósł się ze złowieszczym sykiem. Jednym ruchem ramion rozciął jednego z maszkaronów na dwoje. Mackowatemu odciął łeb niedbałym gestem, a ostatniego rozsmarował po ścianach za pomocą działek.
Elidis i krasnolud dopadli Magistra nim ten zdołał coś zrobić. Arkanista związał go zaklęciem, podobnym do tego, którym przed chwilą sami byli trzymani. Gotarn zatrzasnął Kreatorowi kajdanki runiczne, które miały ponoć uniemożliwiać rzucanie zaklęć. Magister wierzgał i skrzeczał bez ładu i składu więc go zakneblowali.
Mieli zamiar doprowadzić go przed sąd i wystawić na publiczną hańbę, jednak gdy spojrzeli na notatki rozrzucone po stole, na bestialskie eksperymenty mające określi wytrzymałość elfów na ból, możliwości ulepszenia ciała za pomocą implantów i wiele, wiele innych podłych zapisów zmienili zdanie.
Huk wystrzałów z działek Oriona ciągnął się długo, a wtórował mu pisk nieludzkiej istoty.

*

Percy siedział w bezruchu, niezdolny do niczego. Podobne wrażenie towarzyszyło reszcie sali. Zwykle dało się odczuć, że opowieści inżyniera były przesadzone, może nawet całkiem zmyślone. Ta jednak była inna, była przerażająco realistyczna.
Cisza w karczmie trwała bardzo długo, aż sam Gotarn jej nie przerwał.
- To tyle... Zabrałem swoje badania i odszedłem.
- Czemu szukał magów, przecież mógł wziąć kogokolwiek – Percy sam nie mógł uwierzyć, że zadał to pytanie.
- Ponieważ moja aparatura była po części magiczna. Magowie lepiej znosili jej działanie, mieli większą szansę na przeżycie zabiegu.
Znów zapadła cisza, jeszcze raz przerwana przez Gotarna.
- Ale wiecie z czym mam największy problem? – inżynier zamieszał ciecz w kuflu- Zanim go ukatrupiliśmy udało się mu wypluć knebel. Krzyknął wtedy: „Mój Pan nadchodzi! Rzeźbiarz nadchodzi! To wasz koniec prymitywni! Nadchodzi Perfekcja!!!”. I coś mam takie wrażenie, że i ja i Elidis i wy wszyscy jeszcze usłyszymy o tym całym Rzeźbiarzu...
Po tych słowach Gotarn wyszedł z karczmy nie mówiąc już nic więcej. Ludzie zaczęli się rozchodzić. Zapanowała ciężka atmosfera, a Percjemu tej nocy śnił się sześcioręki potwór w masce, który przyszedł by udoskonalić jego ciało. By je wyrzeźbić.


 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.