Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Strzyga
 
Poniższe opowiadanie powstało w 2005 roku na podstawie jednej z przygód, które przeżyli gracze uczestniczący w obozie RPG. Większość dialogów, zachowań i sytuacji, a także imiona postaci - są autentyczne. Autentyczne są również emocje, które mieliśmy okazje przeżyć, gdyż opisana w opowiadaniu sytuacja różniła się od rzeczywistej tylko tym, ze krew nie była prawdziwa ;) Miłego czytania :)






Rozdział...



Strzyga



W ciemności lasu, pięknie choć niesamowicie rozświetlonego bladym światłem księżyca w pełni, wyzierał mroczniejszy od mroku i ciemniejszy niż ciemność wylot tunelu. Wejście do sztolni. "Jak brama w zaświaty" pomyślał wiedźmin odruchowo. Choć nigdy w życiu nie powiedziałby tego towarzyszom, bal się. Medalion pod ubraniem szarpał się rytmicznie i miarowo.



- Cholera, nie trzeba było tu przychodzić... – wyraził myśli całej piątki czarodziej Isenhard. On, podobnie jak każdy w tym gronie, tez się bal.



* * *




Wszystko zaczęło się od świstka papieru. Papieru, który niespodziewanie tuż po zmroku pojawił się przybity strzałą do drzwi obozowej oberży. A na świstku widniało zlecenie." Duża nagroda za zdjęcie klątwy ze strzygi. Nie zabijać!!!"



Po odwiedzeniu smoka cala drużyna zbroiła się właśnie przed wyprawa na cmentarz. Niespodziewana rewelacja o strzydze nieco pomieszała szyki kapitanów zgromadzonych na naradzie w oberży.



- Nie powinniśmy się rozdzielać – stwierdził Eyck rozdrażnionym głosem. Siedział u szczytu dużego stołu i już od kilku dni pełnił funkcje głównodowodzącego drużyną. – Na cmentarzu może na nas czekać dosłownie wszystko. Nie puszcze polowy wojowników na niepotrzebna, niepewna misje tylko po to, żeby zdobyć trochę złota.



- Zrozum Eyck – rozzłościł się Saoman, kapitan drużyny tropicieli - Po skarbach piratów nie zostało już ani śladu, a my potrzebujemy broni, zbroi, zaklęć i leków! Czym chcesz za to zapłacić? Rycerskim słowem?!



Po jego słowach zapanował ogólny rwetes. Było oczywiste, ze Saoman ma racje, ale po wyjaśnieniach wiedźmina, co to jest strzyga, nikt nie miał ochoty przekonywać się naocznie co ona potrafi.



- Dość! – krzyknął w końcu rycerz i w sali prawie natychmiast zapanowała cisza, w której Eyck dokończył – Dobrze zatem, niech pójdzie wiedźmin. I tak żaden z nas nie przeżyłby spotkania z ta istota.



Wszystkie oczy zwróciły się na Janisa. Młody wiedźmin dołączył do grupy ledwie dwa dni wcześniej. Zdążył już zaprezentować swoje niezwykle umiejętności we władaniu mieczem, zdobył sobie tez kilku wrogów, jak i kilku przyjaciół. Eyck nie był żadnym z wymienionych.



- I co ty na to, wiedźminie – zapytał. Janis zmrużył swoje wielkie, ciemne oczy. Był mężczyzna o delikatnych, niemal kobiecych rysach twarzy i raczej drobnej budowy, która kazała się domyślać jego elfiego pochodzenia. Długie ciemne włosy nosił rozpuszczone lub spięte w kucyk do walki.



- Jak chcesz – odparł obojętnie.

- Chcesz go tam posłać samego?- odezwała się z kata milcząca dotąd Ineth. Umiejętności Janisa były wszystkim znane, ale tylko ona wiedziała, ze młody wiedźmin ma niewielkie doświadczenie w swoim fachu. Ze jest kompletnie niedoświadczonym łowca potworów. – Musi iść z nim ktoś, kto chociażby przyniesie wiadomość o jego śmierci.



- Nikt inny tego nie przeżyje, tylko on ma jakieś szanse – odparł Eyck.



- Nie wiem, gdzie to jest – wtrącił Janis. Zapadła chwila milczenia, którą przerwał Saoman.



- Dobrze wiec, dam ci jednego tropiciela, ale trzymaj go z daleka od walki – Janis skinął głowa zgadzając się na ten prosty warunek.



- Myślę – wtrącił nieoczekiwanie mag Isenhard – ze ja mógłbym tam pomoc. – Na pytające spojrzenia reszty dorzucił – Mam jedno takie zaklęcie, blokadę magiczna, to pomogłoby w ogóle uniknąć walki, w końcu chodzi tylko o wytrzymanie tam godzinę.



- Świetnie! – warknął Eyck ze złością- Jeszcze ktoś się przyłącza? Mamy jeszcze jakichś samobójców? Może od razu załatwcie...



Nim Ineth zdążyła zaprotestować, odezwał się cicho wiedźmin:



- Masz absolutna racje rycerzu – rzekł. W kąciku ust błąkał się zagadkowy ironiczny uśmieszek. Zrobiło się cicho. Eyck odwrócił się jak uderzony:



- CO masz na myśli – zapytał powoli



- Nic, tylko, że masz racje. Na te misje potrzeba faktycznie samobójców. Ludzi szalonej odwagi. Zupełnie ci się nie dziwie – uśmiechnął się złośliwie. Eyck zmrużył oczy.



- CO chcesz przez to powiedzieć?

- Na twoim miejscu tez bym się bal. Brak szalonej odwagi... no i umiejętności – wiedźmin zawiesił głos. Eyck wstał powoli z ręka oparta na rękojeści miecza. Ineth wstała również, gotowa do interwencji. Janis nie drgnął, wciąż uśmiechając się drwiąco.



- Hafur – odezwał się powoli Eyck, patrząc wciąż wiedźminowi w oczy – Przekazuje ci dowództwo nad wyprawa na cmentarz.



- Chyba jaja se robisz – zaprotestował kapitan krasnoludów – A ty?



- Ja idę do strzygi – odrzekł rycerz nie spuszczając wzroku – Poradzicie sobie beze mnie.



Cisza nagle zmieniła się w chór głosów protestu, wszyscy zaczęli mówić równocześnie.



- Cisza!!! – wrzasnął Eyck – Przygotować wszystkich do wymarszu! Koniec dyskusji! – Zakończył i wyszedł z oberży. Pośród ogólnego harmideru Ineth podeszła do wiedźmina.



- Jak sprytnie..- uśmiechnęła się



- Co takiego? – wiedźmin odpowiedział uśmiechem

- Zapewniłeś sobie pomoc najlepszego wojownika w drużynie. następnym razem jednak rób to ostrożniej.



Wiedźmin uśmiechnął się jeszcze szerzej:



- Nie mam jeszcze twoje pomocy, Ineth.



- Masz – odparła półelfka – Intuicja mi mówi, ze tam będę bardziej potrzebna. Oktawian sobie sam poradzi. Szykuj się, za chwile wymarsz – zakończyła odchodząc w kierunku swojego namiotu. Dogonił ją głos Janisa:



- To kwestia do dyskusji!



- CO takiego?- zapytała



- Czy jest najlepszy – wiedźmin uśmiechnął się uroczo.



* * *



Po szczegółowych wyjaśnieniach Janisa ustalono, gdzie znajduje się kryjówka strzygi. Istota poddana działaniu klątwy zamieszkiwać miała stara sztolnie w Dolinie Kuźniczej. Noc pełni była pora jej zeru, a by klątwę zdjąć zgodnie z wytycznymi należało wytrwać w jej legowisku godzinę północna. Żywym.



I tym sposobem stali u wylotu ciemnego tunelu, legowiska krwiożerczego potwora.



- Ja wchodzę, wy czekacie – odezwał się chrapliwie Janis – Jeśli zawiodę... W jego pobladłej od eliksirów twarzy lśniły oczy ze źrenicami rozszerzonymi na cala tęczówkę.



- Ja tez wchodzę, muszę założyć zaklęcie – drżącym głosem dodał Isenhard. Nie był człowiekiem strachliwym, ale ta sytuacja była wyjątkowa. – W środku, za bariera będziecie bezpieczni. Możemy wejść wszyscy.



- Jeden zostaje – rzekł stanowczo Eyck – Nie możemy utknąć tam wszyscy. Jeśli coś zawiedzie... Vander?



- Nigdy w życiu – zaszczekał zębami elf – Już wole siedzieć w środku, byle za bariera i wiedźminem.



- Dobrze, zostanie jedno z nas – rzekła Ineth – Losuj, kamień – wchodzisz, gałązka – zostajesz – podeszła do rycerza, wyciągając w jego stronę zaciśnięte dłonie. Po chwili wahania Eyck wybrał. Zmiął w dłoni gałązkę.



- Wchodźcie – rzekł, wyciągając miecz.



- Eyck – odwróciła się Ineth – nie atakuj jej, jeśli nas zabije, musi ktoś wrócić.



- Bądź spokojna – uśmiechnął się przyklękając za wykrotem – Wrócimy wszyscy.



"Sam w to nie wierzysz" pomyślała Ineth wchodząc w ciemność sztolni. Wszyscy wiedzieli, ze strzygi tam nie ma, jednak napięcie w ruchach wiedźmina idącego na przedzie świadczył, ze nawet on nie do końca w to wierzył. Jednak w tunelu panowała całkowita cisza, przerywana jedynie chrupotem pod stopami idących. "Kości" pomyślał Isenard, opanowując dreszcz. Gdy doszli do kończącej korytarz ściany, wszyscy odetchnęli z ulga.



- Zaklęcie.. – wychrypiał wiedźmin. Drżący głos czarodzieja rzucającego barierę odbijał się echem od ścian.



- Gotowe – rzekł w końcu – Teraz tylko czekać – dodał, ustawiając w skalnym wyłomie malutka klepsyderkę.



W absolutnej ciemności dłużyły się w nieskończoność. Janis stal tuz przy barierze z uniesionym lekko mieczem, wpatrując się w gęsty, niemal materialny mrok.



Nagle od wejścia rozległ się głos, odbił się echem od mokrych ścian. Kroki. Sapanie. Znów kroki.



- Idzie – szepnął na bezdechu Isenhard



Niezwykła akustyka tunelu potęgowała każdy szelest, słyszeli wyraźny odgłos bosych stop, powolnych kroków, trzaskania łamanych nadepniętych kości, charczenie, jakby z wysiłkiem, zagłuszane wyraźnym odgłosem ciągniętego worka ziemniaków. Albo ciała. Z każdym krokiem była bliżej. Śmierć była bliżej. .. Wszyscy zamarli w najwyższym napięciu. Ineth zacisnęła spocone dłonie na rękojeści miecza. Vander wyciągnął nóż. Isenhard bezgłośnym szeptem powtarzał inkantacje.



Strzyga szła. Krok za krokiem. Oddech za oddechem. Minuty mijały. Nagle korytarzem targnął odgłos padającego na ziemie ciała. Zatrzymała się. Rozległo się mlasknięcie, cichy jęk, świadczący, ze ofiara jeszcze żyje. I ohydny odgłos rozrywanego ciała. Chrupnęły łamane kości i rwane stawy. Strzyga zamlaskała.



- Będę rzygać...- jęknął mag cichutko.



- Ani mi się waż – warknęła Ineth.



Strzyga posilała się. Sekundy płynęły wolniutko, jak kapiąca ze ścian woda. Nerwy napięte do granic możliwości niemal dusiły, napięte mięśnie bolały, serce nie nadarzało za uderzajacymi falami krwi. Kolejna minuta. Dwie. Piec. A przecież każda sekunda była cudownie zyskanym czasem, krokiem w kierunku nieprawdopodobnego zwycięstwa...



I wtedy stało się. Wiedźmin od dawna czul niezwykła aurę, szarpiąca jego medalionem. Wibracja nie przyspieszała jednak wraz ze zbliżaniem się strzygi. To była aura miejsca. Bardzo zła aura. Gwałtowna fale energii poczuli wszyscy.



- Bogowie – kwiknął cichutko mag – Bariera pęka!!!



- Wzmocnij ja! – syknęła Ineth



- Nie mogę, coś mnie blokuje!!!



Mlaskanie umilkło. Rozległy się ciche, delikatne kroki, lekkie, ale doskonale słyszalne. Kolejne targniecie wiedźmińskiego medalionu omal nie rozerwało Janisowi koszuli. Bariera pękała. Strzyga szła.



- Światło, czy możesz rzucić światło? – wyszeptał z trudem wiedźmin

- Ja? tak, chyba to mogę.. – jęknął Isenhard

- Jak dam znak...- wiedźmin uniósł miecz. Strzyga musiała uslyszec szept. Zatrzymała się na chwile, usłyszeli jej stłumiony oddech i węszenie. poczuli wyraźny zapach świeżej krwi.



- AAAAAARRGGHhh!!!!!! – nagły wrzask strzygi niemal ogłuszył wszystkich. Energia, którą niósł, odbiła się od ścian z taka mocą, że rzuciła na ziemie łowców, tylko wiedźmin zdołał utrzymać się na nogach. Bariera pękła z lekko słyszalnym trzaskiem. Wiedźmin zaklął w myślach, wciągnął powietrze. Była tuz za zakrętem.



Dyszała powoli, lekko, zwiewnie stawiając drobne stopy. Widział ja i wiedział, ze ona tez go widzi. Zatrzymała się obserwując z ciekawością podnoszących się z ziemi. Spojrzała na wiedźmina, patrzyli na siebie chwile, przez kilka niezwykle długich sekund.



- Teraz światło – szepnął wiedźmin spokojnie. Isenhard powoli zainkantowal zaklęcie. Strzyga przyglądała się ze zdumienie. Janis czul jak wzbiera w niej złość, jak napinają się gotowe do skoku mięśnie "zdąż, czarodzieju!!!!!"pomyślał.



- Termine!!!! – wrzasnął Idenhard i snop błękitnego światła uderzył prosto w oczy strzygi. Jednocześnie wiedźmin złożył dłoń w znak Aard i pchnął przed siebie kumulowana od kilku sekund energie, jednocześnie zwężając źrenice w wąskie szparki. Strzyga wrzasnęła i oślepiona poleciała do tylu, a moc wrzasku znów zwaliła z nóg tym razem wszystkich. Wiedźmin poderwał się na nogi zasłaniając się mieczem. W nagle zapadłej ciszy cichutko pstryknęła magiczna klepsydra Isenharda.



- Minęła godzina – szepnął mag. podnosząc się z ziemi.



Strzyga leżała skulona w kacie, w bladym świetle widać było jej drobna postać. Wiedźmin powoli podszedł, dotknął mieczem jej ramienia.



- Zęby... pokaz zęby, mała – szepnął podchodząc bliżej. Trzymając miecz przed sobą powoli wyciągnął rękę ku jej ustom. Istota podniosła głowę, odsłaniając oczy ocienione długimi rzęsami i ładna, drobna twarz. Podszedł bliżej...



- Nie!!!! – zdążyła wrzasnąć Ineth. Wystraszony jej krzykiem Janis odskoczył, ale za wolno. Ze świdrującym krzykiem strzyga skoczyła mu do gardła, odbijając uniesiony miecz. Isenhard wrzasnął, gdy krew z rozdartej tętnicy prysnęła mu na twarz. Wiedźmin potknął się, lecąc czul, jak zęby strzygi rozdzierają mu ścięgna na szyi. Resztka sil podkurczył nogi i potężnym kopniakiem zrzucił z siebie strzygę. Ineth, w ciasnym korytarzu nie mogąc pomoc wcześniej, przeskoczyła nad leżącym wiedźminem, jednak nim zdążyła zadać cios, światło zgasło. Elficka klinga przecięła ze świstem powietrze, z brzękiem uderzając w kamienna ścianę. W oddali echo niosło odgłos bosych stop.


Ineth rzuciła miecz, przyskakując do leżącego Janisa.



- Wiąż tętnice! – wrzasnęła do osłupiałego czarodzieja, ocierającego twarz z krwi – Wiąż, bo się wykrwawia!!!



- Nie umiem – krzyknął Isenhard- Nie mam many i nie jestem uzdrowicielem!



- Spróbuj!!!!



Mag zamilkł.



- mam zaczerpnąć moc życia? Tutaj? – rzekł w końcu – Musiałbym ...



- Z kogoś z nas – dokończył niespodziewanie Jos Vander – Zaczerpnij ze mnie, tylko mnie nie zabij. Dam sobie rade.



Ineth nie protestowała, zajęta owijaniem pulsującej krwią rany pasami dartymi z koszuli wiedźmina. Isenhard rozpoczął formule...



* * *



Eyck słyszał dochodzące z tunelu wrzaski i odgłosy walki i tłumił w sobie chęć, by biec natychmiast na pomoc. Zbliżające się szybko kroki zdezorientowały go. Wiedźmin? Strzyga? Ktoś inny? Stanął tuz przy wylocie tunelu, tak, by jego cień zlewał się z cieniem drzewa za jego plecami. Głęboko odetchnął i na krotka chwile jego myśli podążyły ku modlitwie. Bardzo krotka chwile, bo nagle w wylotu sztolni ukazała się drobna postać. "Strzyga" pomyślał "Wiec jednak...". Zaatakował błyskawicznym cieciem skierowanym na głowę, po to, by w ostatniej chwili zejść z linii obrony i ciąć w odsłonięty brzuch. Nim ostrze miecza wgryzło się jednak w ciało, strzyga błyskawicznym ruchem odwróciła się ku niemu i wrzasnęła mu prosto w twarz, jednocześnie z potężnego zamachu tnąc pazurami po gardle. Ale pazurów już nie miała... Siła wrzasku i moc uderzenia rzuciły rycerza kilka metrów do tylu. Gdy uderzył potylica w skalna ścianę, zapadła ciemność.



* * *



- Eyck! Eyck! – z gęstej i lepkiej ciemności wyrwał go kobiecy głos. Jak z głębokiej studni usłyszał swoje imię i minęło kilka wieków zanim oprzytomniał na tyle, by rozpoznać osobę, która go wola.



- Ineth... – jęknął – Żyjecie? – Stwierdził widząc Isenharda i Josa Vandera – Myślałem...



- Żyjemy – przerwała mu – Gdzie strzyga?



Rycerz podniósł się powoli, badając dłonią cieknąca mu po karku krew.

- Uciekła – odparł, walcząc z potwornym bólem głowy – Ale żyje, wiec jednak coś się udało..



- Minęła godzina, klątwa musiała puścić – wyjaśnił mag – Trzeba ja znaleźć.



-Gdzie wiedźmin? – zapytał Eyck. Czarodziej wskazał na leżące na ziemi ciało.



- Żyje – uprzedził pytanie rycerza – Ale źle z nim. Potrzebuje lekarza. Lub kapłana.



- Znajdźmy najpierw strzygę – rzekł Eyck, wstając. I natychmiast usiadł z powrotem, trzymając się za głowę – Jasny szlag...!!!



Poszli zwierzęca ścieżka, na której Jos Vander znalazł świeży trop. Szli powoli, krok za krokiem, z obnażonymi mieczami, lustrując ostrożnie krzaki. Siedziała pod drzewem, skulona jak dziecko. Sklejone krwią jasne włosy opadały jej na oczy. Nie uciekała, gdy podeszli. Nie uciekała, gdy dwa miecze oparły się na jej gardle. Podniosła głowę i spojrzała w oczy rycerza.



- I tak – wysyczała cichutko – wszyscy będziecie służyć Arunie!



Źrenice uciekły jej w górę i zemdlała.



- Sprawdź zęby! – szepnął Isenhard w ciszy, która zapadła. Eyck pochylił się i delikatnie rozchylił usta dziewczyny. Ineth zacisnęła dłonie na rękojeści, gotowa nie dopuścić do powtórki. Ale nic się nie stało.



- Są normalne – stwierdził rycerz to, co wszyscy widzieli. Po chwili dziewczyna otworzyła oczy. Nie było w nich już nic prócz pustki. Podnieśli ja, posłusznie wstała i ruszyła we wskazanym kierunku. Nie odezwała się ani słowem.



Droga do obozu nie była łatwa. Niemal wszyscy byli poranieni bądź osłabieni. Tropiciel, choć wymiotował po drodze z osłabienia po zabraniu energii i czarodziej nieśli wciąż nieprzytomnego wiedźmina. Eyck, zataczając się i zatrzymując co chwila, i Ineth szli z mieczami gotowymi do ciosu za drobna, szczupłą dziewczyna, obserwując i szukając najdrobniejszego przejawu powrotu klątwy.



Wiedźmin odzyskał przytomność, gdy widać już było namioty. Przez ciemność przebijały się glosy krasnoludów i reszty, rozmawiających w oberży. Płonęło ognisko.



- Gdzie... – odezwał się Janis, przezwyciężając sztywność języka – Co się..



- Cicho, nic nie mów – uciszyła go Ineth – już jesteśmy w obozie.



- To dobrze – uśmiechnął się blado wiedźmin, stając na własnych nogach. Nagle spojrzał jakby ze zdziwieniem w oczy Ineth.



- Ja...- szepnął, nogi ugięły się pod nim i zanim ktoś zdążył pomoc, osunął się na ziemie.



- Na pomoc!!! – wrzasnęła Ineth, widząc krew gwałtownie przeciekająca przez prowizoryczny opatrunek. Magicznie związana tętnica pękła – Na pomoc!!!!



Napisanę przez Indi
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.