Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze świata gry.
 

obozy
 

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:





 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Wampiry
 
Droga ciągnęła się w gore i w dol, zdawało się, ze bez końca. W końcu jednak weszliśmy na szczyt i idąc grzbietem góry podziwialiśmy uroki przyrody. A było co podziwiać, muszę przyznać. Kraj piękny, góry malownicze i szkoda tylko, ze to nie kochana ojczyzna. Ale wracając do rzeczy. Szliśmy tak już spory kawałek: grupa ścieżka, a skrytobójca bokiem nie wiedzieć czemu. Ale nie wypominaliśmy mu tego, bo w gruncie rzeczy JAKIŚ zwiad by się przydał. Po chwili dojrzeliśmy dym ogniska.

-Uwaga!-ostrzegł Obieżyświat-ktoś tam jest.

Zazgrzytała broń wyciągana zza pasów i pochew. Wszyscy ustawili się w pozycjach gotowych do walki co najmniej jakby szykowali się do napadu, a nie do pokojowej rozmowy. Szedłem pierwszy i jako pierwszy moglem ja zobaczyć. Średniego wzrostu, włosy zaplecione w małe warkoczyki z seria dziwnych tatuaży na twarzy. W długiej ciemnej szacie chodziła boso po lesie. Skłoniłem się delikatnie po czym zwróciłem do reszty grupy.

-Nie ma powodu do niepokoju-jest bez broni-powiedziałem pierwszy chowając bron za pas. Do rozmowy poszedł wicehrabia. Chwile stal, rozmawiał dość cicho nawet po czym wrócił do nas i zdał relacje z wywiadu.

-Dala nam dwie wskazówki, dwie ścieżki do Dreig-a-Herna. Pierwsza: Gdzie wnętrze ziemi wychodzi na powierzchnie owiewane przez wiatr i grzane przez słońce. Smak malin zaprowadzi was.

-O, Obieżyświacie, wiesz coś o tym-zażartowała Mona.

Wicehrabia zdążył zganić wzrokiem oboje zanim rozległa się odpowiedz.-I druga tam, gdzie we wnętrzu ziemi obmywa ja woda, szlak kłów i zębów poprowadzi was.

-Hmm zagadkowe... Może chodzi o leże jakiegoś potwora-zasugerowałem.

Po tym wicehrabia szedł jeszcze kilka razy dobierając coraz to inne osoby. Ostatecznie pytanie o to kto truje górników zostało podsumowane:”skoro tyle wiesz to po co pytasz”, wicehrabiemu zrobiło się głupio i uznaliśmy, ze trzeba wracać. Na odchodnym Wiedząca powiedziała, ze “droga jest zablokowana, musicie obejść bokiem”. Wiec poszliśmy bokiem, a przeszkodę ominęliśmy. Oczywiście po drodze kilka osób narzekało na bóle nóg, bo droga faktycznie dawała w kość, ale i tak nie miało się to nijak do naszego następnego problemu.



*******************************************




Jedliśmy obiad kiedy to się stało. Drzwi od karczmy otworzyły się z hukiem, kilka osób odruchowo sięgnęło po bron w tym ja. W drzwiach stal Lann z przewieszonym przez ramie Arandirem. Wtoczył się do środka i rzucił elfa na ławę.

-Wszyscy, którzy są w stanie pomoc, potrzebujemy was.

Towarzystwo popatrzyło po sobie, po czym do naczyń. Kasza była pyszna i mało komu naprawdę chciało się opuszczać to miejsce.

-Jak zjem to pójdę-powiedziałem zatapiając łyżkę w kasze.

-I zabierzcie te zwłoki-powiedziała Mija z odraza-strasznie cuchną.

Ale Lanna nie było już w karczmie, wyszedł.

-Ciekawe co znowu zmalowali-powiedziałem zanurzając łyżkę po raz kolejny.

-Pewnie wpadli na pomysł, żeby pozbyć się elfiej krwi-zażartował ktoś. Dinima najwyraźniej nie rozbawił ten żart i pochylił się głębiej nad swoja miska. Od dziś dopiero wiadomo było, ze pod tym czarnym kapturem kryją się elfie uszy.

-Pomożemy im?-zapytał Edric.

-Jak zapłacą to czemu nie?-odrzekł wicehrabia Rasgalen. Towarzystwo wybuchło śmiechem.

-Można zobaczyć czego chcą, najwyżej zrezygnujemy-odrzekł już na poważnie Hattim.
-Ja zostaje,-oświadczyła Mija-nie wiem jak ty Rienie.

-Ja chyba pójdę.

-W każdym razie nie zamierzam się włóczyć za jakaś tam strażą.-zakończyła wypowiedz bardka.

Po chwili przed karczma pojawili się dwaj kolejni strażnicy o dziwo bez insygniów.

-Szybko, potrzebujemy pomocy.-powiedział jeden z nich.

-No cholera, jeść przy was nie można-wstałem z hukiem.-Czego, zapytam grzecznie, chcecie?

-Kilku z naszych wzięli do niewoli i...

-Kto wziął-wciął się Edric

-Komtur. I teraz próbujemy ich uwolnić.

-No to chodźmy.-krzyknąłem nawet nie patrząc czy ktokolwiek idzie za mną.

-Kiedy wyszedłem w końcu przed karczmę(bo ciężko było mi się rozstać z kasza) zauważyłem, ze jest tam reszta oddziału. A raczej reszta której nie aresztowano. Cale szczęście, ze w takich sytuacjach nie ma problemu z jakimkolwiek działaniem, bo żaden z pozostałych wojów nie wykazywał zdolności dowódczych. Wręcz przeciwnie. Jeden krzyczał przez drugiego, ktoś tam groził, ze jak dopadnie zakon Indry to mu coś wyrwie i tak dalej. Trwałoby to pewnie dłużej, ale nagle pojawił się komendant i wydal rozkaz wymarszu. Stal na dole i patrzył na oddział wspinający się pod gore na drogę.

-A ci cywile?-zapytał.

-Poprosiliśmy ich o pomoc to idą z nami.-odpowiedział Illima, zamykający pochód.

-Ale powiedz im, ze idą na własne ryzyko.

-Tak jest.

Kiedy oddział był na drodze komendant szybko przeliczył, następnie spojrzał na cywili i westchnął głośno.

-Biegiem, liczy się każda chwila!

Grupka ruszyła przed siebie.

-Cholera-pomyślałem cholera, cholera. Wyrwali mnie w trakcie posiłku, a teraz mam niestrawności.

Na moje szczęście zaraz jak tylko wybiegliśmy na plaski teren zauważyliśmy jeńców. Szli wolno z cynicznymi uśmiechami na twarzach.

-Dziękujemy za jakże szybki ratunek-zaczął Rigo.-Dobrze, że sobie krzywdy nie zrobiliście.

-Nie ma za co.-Mona jednak zdecydowała się iść z nami i teraz stała z przodu i uśmiechała się do Yngvild złej na wszystko.

-Nie ma co stać-rozkazał komendant-wracamy do zajazdu.

I tak jak grupa szybko dobiegła na miejsce tak teraz bardzo powoli wracaliśmy do zajazdu. Zwłaszcza ja wracałem powoli. Kiedy wreszcie udali nam się dojść, siadłem z powrotem do kaszy.

-Straż zbiórka w karczmie!!-zawołał Rigo. Podszedł do naszej grupki cywili.-Będziecie musieli wyjść.

-Ja nie wychodzę-zapowiedziałem-wyrzuciliście mnie jak jadłem wcześniej to chociaż teraz skończę.

Najemnik spojrzał na mnie po czym odszedł do reszty oddziału. Po chwili pojawił się komendant. Nie był zadowolony.

-Co to miało znaczyć, co? Może ktoś mi wyjaśni dlaczego zakon Indry aresztował moich ludzi?

Strażnicy niepewnie spojrzeli po sobie.

-Sami w sumie nie wiemy-powiedział ktoś.

-Ze co?-komendant nie kryl zdziwienia i oburzenia.

-No przyszli,-Hodo podchwycił tę linie obrony. Nie chciał po prostu wtajemniczać-pokazali nakaz, wyczytali nas i jeszcze kilku cywili i tyle. Cywili nie było w tym czasie, wiec wzięli tylko nas. Potem zamknęli nas-ciągnął masując nadgarstki-i po kolei pojedynczo przesłuchiwali. Taka jest prawda.

-Oj czuje, ze prawda wcale taka nie jest. Zastanówcie się nad tym czy chcecie mi coś jeszcze powiedzieć, bo później już nie będzie, że boli.

-Tak jest.

-To wszystko?-zapytał.

-Tak jest.-skłamał Hodo.

-W takim razie, całość wstać! Sława Cesarzowi!

-Sława!-odpowiedzieli chórem wojacy.

Komendant opuścił karczmę, a Strażnicy momentalnie przeszli do planowania dalszych misji. Zawołano natychmiast wicehrabiego, aby powtórzył raz jeszcze wskazówki podane przez Wiedząca. Strażnicy usłyszeli je już raz, ale emocje wywołane odprawa kapitana spowodowały, że słowa te uleciały jak banka mydlana. Zasiedliśmy wspólnie do stołu i myśleliśmy. Jedni sadzili, ze trzeba szukać kopalni do której prowadza krzaki malin, a taka już raz mijaliśmy. Inni uważali, ze ślad kłów i pazurów to jakaś grota potwora, w której znajduje się dalsza pomoc w znalezieniu Smoka. Jeszcze inni usiłowali znaleźć te miejsca spacerując po okolicy co zostało natychmiast wyśmiane. Pozostało zawołać Mapnika. Mapnik, zwany Jarlosem był niewysokim człowiekiem, łucznikiem, który w oddziale Straży pełnił funkcje zwiadowcy. Żartem mówiliśmy, ze jego orientacja w terenie odzwierciedla inteligencje reszty grupy co znajdowało poparcie kiedy widzieliśmy kapłana Shamarotha szarżującego z buzdyganem. Po chwili Mapnik pojawił się ze swoja mapa i przeszliśmy do obserwacji okolicy. Szukaliśmy jakiegoś dużego szczytu, większego od innych oraz jakiejś kopalni. Kopalni było cale mnóstwo, wiec postanowiliśmy odłożyć ja na drugi plan. Yngvild z jakiegoś powodu wyszła, ale nie przejęliśmy się tym zbytnio zajęci mapa. Siedzieliśmy, herbata za herbata mijał czas i nic nie ułożyliśmy. Była godzina przed północą kiedy udałem się do ogniska, posiedzieć, pogadać. Niestety, moje marzenia legły w gruzach.

-Abel, choć, jakiś facet szuka chanysa.-do wartowni wszedł Rigo.

-Idę-powiedziałem wstając.

W karczmie był już śmietanka towarzyska, Sigbert, Hodo, Zibbo, Borys, a wszyscy skupieni dookoła mężczyzny w czarnym płaszczu i czarnym kubraku.

-Abel, jest wampir.-zawołał Hodo odłączając się na chwile od rozmówców.

-Jakieś szczegóły?-zapytałem.

-No, ten człowiek jest ponoć specem od potworów i ma sposób na ubicie maszkary, a my mamy jedynie go ogłuszyć.

-Niby jak?

-Kazał nasmarować bron czosnkiem.-odpowiedział.-To jest Abel, jest on naszym magiem i specjalista od potworów-przedstawił mnie chorąży.-pójdzie z nami tak na wszelki wypadek.

-W porządku, ale mag na niewiele się przyda.

Wtedy już wiedziałem, ze kłamie. Jedynym stworzeniem na które nie działa magia jest golem, a i to nie zawsze, bo już chanaccy magowie szykują zaklęcia wyłączające golemy. Zastanawiałem się chwile co zrobić z tym fantem. Zdemaskować oszusta przy wszystkich, odciągnąć Hoda i powiedzieć mu, ze jest w tym podstęp czy tez pójść i wspomóc Strażników w walce. Pomny na mój sen wybrałem ostatni wariant i zacząłem razem z innymi przygotowania. Półgodziny do północy mieliśmy być gotowi.



*******************************



Droga nie dłużyła się specjalnie, a gwiaździsta noc dostarczała pięknych widoków. W ten przemiły sposób dotarliśmy do starego cmentarza osady, zarośniętego gdzieniegdzie, niektóre groby były zapadnięte inne połamane. Idąc dalej spotkaliśmy kobietę, która “sprzątała” groby. W duchu wiedzieliśmy, ze to hiena cmentarna, ale nie to było naszym zadaniem.

-Przyszliśmy tu, aby znaleźć grób kogoś złego-tłumaczył drużynę Hodo. Drużyną czyli Sigmart, Sigbert, Hodo, Zibbo, Yngvild, Rigo, Borys oraz ja wyżej podpisany.

-Uuu, drużyna dzielnych wojów szuka kogoś złego.-zaśmiała się.-Ja tu tylko sprzątam.

-Ale może wiesz gdzie się znajduje taki grób?-dopytywał chorąży.

-Ano jest taki jeden, podobno bardzo zły człowiek. Pochowano go za cmentarzem, żeby świętej ziemi nie bezcześcić.

-Gdzie to jest?-padło pytanie.

-A, kawałek za cmentarzem przy głównej drodze. Ludzie mówią, ze to był bardzo, bardzo zły człowiek.

W glosie kobiety czuć było lekka nutkę kpiny.

-Dobra, idziemy-krzyknął Hodo.-Oddział w tył zwrot.

Oddział obrócił się i pomaszerował droga która przyszedł. Ja trzymałem się tylu, bo wiedziałem jak szybkie potrafią być wampiry. Nie chciałem zginać tylko pomoc im nie zginać. Wyszliśmy z lasku i weszliśmy na niewielki plaski teren ograniczony z prawej stroma skarpa, a z lewej zboczem porośniętym roślinnością.

-Hej coś tam jest-powiedział Rigo-zaraz zo...

I nie zdążył zobaczyć, bo niewielki wybuch rozerwał nocne powietrze. Nagle zobaczyliśmy w kłębie dymu wysoka szczupła postać. Za pasem miała szable, a na sobie kontusz, ubiór szlachty w północno-zachodnim Cesarstwie. Mężczyzna podszedł do nas i wyszczerzył kły. Na ten widok drużyna zrobiła krok w tył i wielkie oczy.

-Witam, witam szanowna kolacje-zasyczał.

Sigmar wyskoczył z szeregu wierząc w słowa łowcy zaczął okładać wampira swoim młotem. Ten zaś w błyskawicznym uniku przebiegł pod bronią i zaatakował. Nie było szans dla barbarzyńcy. Następni skoczyli Rigo i Borys, pomimo rozkazu chorążego. Borys wywinął szabla nad głowa i uderzył raz, drugi, trzeci na nic. Wtedy wampir rzucił się na Borysa i ugryzł go w szyje. Kozak jęknął z cicha i padł. Rigo widząc taki obrót sprawy cofnął się do oddziału.

-Głupcy, starsze pokolenia były mądrzejsze.-zasyczał ponownie. Ktoś z szeregu wziął czosnek i rzucił nim w potwora.-Kocham czosnek. Powstańcie bracia i siostry.

Moje podejrzenia się sprawdziły. Nie dość, ze łowca był kłamcą i oszustem to jeszcze był wampirem. Podobnie zresztą jak kobieta ze cmentarza. Oboje teraz szli w naszym kierunku tworząc koło.

-Cholera-zaklęła Yngvild-chyba nasz łowca nas oszukał.

-Nie da się ukryć-odrzekł Hodo.

-No to jesteśmy w dupie-podsumował Zibbo.

-Zobaczcie, sami przyszli. Jacy zdrowi, jurni i jacy smaczni.-oblizał się łowca.

Zaczęła się walka. Łowca w tygrysim skoku znalazł się miedzy nami i próbował kogoś ugryźć. Parada, cios, parada, cios. Do znudzenia tak walczyliśmy, a raczej do momentu kiedy na nogach zostało nas czworo. Wampiry nadal krążyły dookoła.

-Osłońcie mnie-powiedziałem.

-Po co?-zapytał Zibbo odwracając się do mnie.

-Zobaczycie.

Wręczyłem pochodnie Yngvild, a sabere odłożyłem na bok. Mąjac wolne dwie ręce moglem zabrać się za zaklęcie.

-Torden agrandar vennisimi.-ryknąłem gestykulując.

Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Wielki piorun jaki zesłałem z nieba na jednego z wampirów trafił go mniej więcej w szyje, tam gdzie chciałem. Dziwne, ze wampir wyższy nie wyczuł zagrożenia i nie umknął. Pozostała dwójka.

-No proszę, a jednak umiecie coś zrobić. Ciekawe co powiecie na to!-po tych słowach najwyższy wampir rzucił się w szereg. Szereg się rozwarł i poczęstował ostra seria z żelaza. I wtedy mi się przypomniało.

-Yngvild, wracamy do poprzedniego położenia.-poinformowałem cofając się za nich. Sięgnąłem za pas. Niewielki srebrny nożyk był tam gdzie zawsze.-Weźcie to.

Yngvild odwróciła głowę i przyjęła nożyk.

-Jak to nie pomoże to już chyba zginiemy.

Położyłem sabere znów na ziemi i zainkantowałem ponownie. Kolejny wampir, tym razem najwyższy zachwiał się. Zachwiał i przewrócił. Na placu pozostał łowca. Obszedł nas z prawej i rzucił się prosto na mnie. Oślepiający ból i zasnąłem. Kiedy się obudziłem, było po wszystkim. Yngvild, Sigbert i Zibbo chodzili od rannego do rannego i opatrywali ich. Kiedy podeszli do mnie zapytałem.

-I jaki wynik?

-Zginęli-cóż za niekompetencja, nieumarłego nie można zabić, można go co najwyżej zniszczyć-ale ostatni, ten duży uciekł.-odpowiedział Zibbo.

-No to jest źle. Mamy cztery godziny.

-Na co?-zapytała Yngvild. Była co najmniej wstrząśnięta tymi wydarzeniami, ale dzielnie trzymała się na nogach.

-Na uleczenie. Po czterech godzinach każde z nas w kolejności jak nas pogryziono przyłączy się do tej trojki-powiedziałem wskazując na pusty już plac.

-Cholera jasna. No to zwijamy się, biegiem.-Zibbo poganiał drużynę. Trzeci zdrowy, Sigbert stal obok i patrzył z wyższością na cale zajście-Może Varthanis zdoła coś z tym zrobić.

-Może, ale nie jestem pewien-powiedziałem wstając. Znalazłem moja sabere, po czym wyruszyliśmy. Droga powrotna minęła pod znakiem obmyślania kto zawinił i dlaczego właśnie my. Bylem zły na siebie, że nie udało mi się zapobiec tragedii, bo mimo wszystko na ośmioosobowy oddział piątka była ranna i ulegała powolnemu zwampirzeniu. Kiedy dotarliśmy do zajazdu ustaliliśmy jedna wersje.

-Wampira nie było, łowca się zmył-powiedziała Yngvild. Wszyscy pokiwali głowami na znak, ze zrozumieli. Nie chciano wszczynać niepotrzebnie paniki. Weszliśmy do karczmy jak gdyby nigdy nic i usiedliśmy przy stole. Yngvild po cichu wysłała Sigberta po line i Varthanisa, a Zibbo poszedł ze mną do namiotu po notatki odnośnie wampirów. Podczas moich wielu podróży miałem nie raz okazje spotkać wampira i nigdy nie było takich problemów jak teraz. Trzeba wiedzieć, ze wampir to takie bardzo duże i bardzo silne zwierze, które zaatakuje jak tylko poczuje strach. Błędem było maszerowanie w takiej dużej grupie, bo wampir wyczuje zawsze jedna, dwie wystraszone osoby i wtedy koniec. Kiedy wychodziliśmy z namiotu usłyszeliśmy ryk. To Rigo przechodził trudny okres ząbkowania, powoli jako pierwszy stawał się wampem. Kiedy wróciliśmy zastaliśmy Varthanisa siedzącego nad zwojami oraz Sigberta trzymającego nóż nad szyja Riga. Najemnik wierzgał się i rzucał jak tylko mógł, ale ból wynikający z obecności srebra ogłuszał go. Reszta grupy trzymała się dobrze i z tej okazji została ogłoszona, ja siedziałem pod strażą Zibba i wertowałem notatki.
-Chanie,-zaczęła gwardzistka-musimy was związać.

Poprowadzono mnie do słupa który wzmacniał konstrukcje karczmy. Pamiętam, ze pomyślałem, ze to nie jest najlepszy pomysł, aby nas tam przywiązywać, bo możemy zniszczyć budynek. Następna godzinę pamiętam jak przez sen, modliłem się mantra o ochronę, abym pozostał człowiekiem. Zibbo przypominał chorążemu najpiękniejsze obrazki z życia krasnoludów, aby te nie odszedł. Varthanis co chwila krzyczącego: “Jeszcze nie!”, twarz Sigberta z moim nożykiem w reku, Mije i Riena obserwujących to wszystko z ławki, Riga uciekajacego z karczmy, pojawienie się Candice i opóźnianie zwampirzenia, odzyskanie Shamarotha i egzorcyzmy, na końcu umysł wrócił na miejsce, przestał krążyć w okolicach żołądka i udało mi się osiąść na lawie. Po drodze mijając Mije i Riena usłyszałem:

-Wybacz Ablu, miałeś racje, wampiry istnieją.

Nie było to specjalnie odkrywcze, bardziej zaciekawił mnie stan umysłu przez ostatnia godzinę. Odniosłem wrażenie jakby część mojej duszy została zawładnięta prze owego najwyższego wampira i przejmowała kolejne kawałki duszy w posiadanie. Mówił do mnie, nakazywał mi co mam robić. W miedzy czasie słyszałem jeszcze inny głos, donośny, poważny mówiący, ze mam pozostać sobą. I to ten właśnie głos pozwolił mi pozostać przy ludzkiej postaci. Potem pojawił się Shamaroth i głos stracił władze nad dusza, stal się malutki i nic nie znaczący. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, ze w odpowiedniej chwili przy odpowiednim układzie czynników głos możne odzyskać sile i władze. Poszedłem do namiotu i modliłem się, długo w podzięce za ratunek.



Pisał Abel
Całość opowiadania można przeczytać TUTAJ.
 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

obozy
 
Nowość!

Historie, przewijające się przez więcej niż jedną fabułę.
 

obozy
 
Tu znajdziesz pliki z podręcznikami do druku

Dla magów, kapłanów i innych.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.