Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Samnia - wstęp - Onfis
 


Opowieść o nierozważnym wilku
Autor: Jędrzej Onfis Manikowski


Ciszę nocy przerwało wycie wilka. Chwilę później samo zwierzę przebiegło przez plamę księżycowego światła. Gdyby ta scena miała jakiegoś świadka poza usychającymi, krótkimi kępami trawy, na pewno zdziwiłoby go kilka rzeczy. Po pierwsze, wilk był sam, a przecież to z natury stadne stworzenia. Po drugie, nawet samotny wilk to przecież łowca, który najczęściej przemierza step w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Ten tutaj wyglądał jakby to on był przez coś ścigany. Co chwila odwracał łeb i szybkimi susami pokonywał kolejne połacie stepu. Od czasu do czasu wył tylko, jakby próbując nawoływać zagubione stado. Jednak to już nie mogło go usłyszeć.
Mówi się, że zwierzęta posiadają instynkt, który często ostrzega je przed niebezpieczeństwem. Stada posiadają też przewodnika, który niczym wprawny wódz prowadzi je przez kolejne zimy. I to stado też miało przewodnika. Każdy z wilków miał też instynkt. Ale czasem głód jest tak wielki, że przyćmiewa wszystko. Dlatego też ofiarą stada padł koń. Może gdyby wilki znały pojęcie kolorów, dodatkowo ostrzegłyby je niebieskie wstążki w końskiej grzywie. Może gdyby wilki znały się na ludzkim pochówku, pagórek przy którym pasł się koń, wydałby im się podejrzany. Jednak na to wszystko było już za późno.
Na stepie rozległ się tętent wielu końskich kopyt. Jednak pomimo jasnego światła księżyca, pośród tumanu kurzu nie dało się dojrzeć nawet jednego zwierzęcia. Wilk rzucił się do ucieczki, ale zbyt późno zdał sobie sprawę z bliskości niebezpieczeństwa. Może gdyby był w stanie wyczuć inne zwierzęta, ale nie miał przecież szans. W chwilę później tuman pochłonął drapieżnika. Dał się słyszeć krótki skowyt, a potem nastała cisza.
Gdyby ktokolwiek był świadkiem tej sceny, być może obejrzałby ciało wilka, ostatniego ze swego stada, które pożywiło się na koniu z niebieskimi wstążkami w grzywie. Zobaczyłby, że ciało zostało stratowane przez dziesiątki albo i setki końskich kopyt. Jednak nigdzie na ziemi nie było żadnych śladów. Obserwator zapewne poczułby zimny dreszcz, a może nawet i strach.
Gdyby też niedawna właścicielka konia spojrzała na twarz mężczyzny, którego właśnie obmywała, mogłoby jej się zdawać, że kąciki jego ust uniosły się leciutko, jakby się uśmiechał. Mogłaby wtedy pomyśleć, że o nią też ktoś dba.

-Dziadku opowiedz mi bajkę! Proszę, proszę!
-A o czym byś tym razem chciał posłuchać Ong?
-O bohaterach! O szarży Gambaatera pod Arden! Albo o wielkim łuczniku Menggeiu Trzy Palce!
-Przecież znasz już te historie na pamięć. Poza tym jesteś już duży, w końcu dosiadłeś już swego pierwszego konia. Kiedyś mnie zastąpisz, pora więc być usłyszał baśń, która jest jedną z najważniejszych opowieści plemienia Urdu.
-To najważniejsza nie jest Opowieść o Znaczeniu Zagadek?
-Nie chłopcze. Najważniejsze jest, abyś znał opowieść o nierozważnym wilku...

Step uciekał spod nóg wierzchowca Enebisha. Przed nim gnało całe stado. To było szczęście. Enebish pochodził z plemienia Wikita i należał do rodziny, która od pokoleń hodowała najlepsze wierzchowce. Teraz miał okazję po raz kolejny to udowodnić – zbliżał się zimowy wiec plemion, a na nim ponoć mają namaścić nowego wielkiego kagana, a właściwie wielką kaganię. Enktoia Bilgunen’enei, ta która nie tylko uratowała arbany z Ofiru i zamiast całunów przywiozła skrzynie pełne złota, ale też później rzuciła na kolana wielką Wergundię i ich miasta z kamienia. Oto ktoś, o kim będą opowiadać pokolenia! Ponoć kiedy wjechała do Samarkandy jej misiura wykonana była ze złotych pierścieni, które ofiarowali jej Ofirczycy, kiedy przyszli błagać ją, by opuściła ich kraj. Groty jej strzał wykonano ze złotych iglic zrabowanych pałaców, a promienie utoczono z wrogich włóczni i sztandarów, które rzucili do jej stóp przerażeni wergundowie. Jej tarcza lśniła srebrem tak bardzo, że można było się w niej przejrzeć. Ponoć dla przewiezienia wszystkich zdobytych przez nią skarbów potrzebny był cały osobny minghun.
Enebish chciał ujrzeć to wszystko na własne oczy, dlatego też zmierzał na zimowy wiec plemion już teraz. Planował przynieść chwałę swej rodzinie zachwycając wielką Enktoię swymi końmi i ofiarująć jej swego najlepszego wierzchowca. Jeśli ta przyjmie prezent, jego imię przetrwa u boku wielkiej zdobywczyni. Miał też zamiar dać popis swych umiejętności podczas Wielkich Gier – pokazów sprawności w wielu dyscyplinach.
Wielkie Gry oraz namaszczenie nowej wielkiej kagani nie było czymś, co jakikolwiek samnijczyk chciał przegapić. Wszystko to przyciągało na wiec pod Samarkandą mistrzów jazdy konnej, łucznictwa, ale też mangali czy alyshu. Można więc było się spodziewać ogromnego wiecu.
Enebishowi błyszczały się oczy, a radosna pieśń sama układała się na ustach. Tyle się będzie działo, a on będzie częścią tego wszystkiego! Pochłonięty wizjami przyszłości, nie zauważył samotnej postaci na wzgórzu, która właśnie machnęła ręką, dając znak czekającym w ukryciu jeźdźcom.

Kiedy tylko Selenge otworzyła oczy, tętent kopyt ucichł. Duchy były niespokojne. Duchy drżały przed czymś, co nadchodziło. Przed czymś, czego zajęci wojną ludzie nie dostrzegali. Coś, co ona sama też dostrzegła zbyt późno. „Robię się stara” pomyślała. W pełnej wody misie odbiła się pobrużdżona zmarszczkami twarz, którą okalały białe niczym mleko warkocze, pełne misternych ozdób. Łagodny wiatr poruszał małymi dzwoneczkami. Światło wpadające przez okna zostawiało złote promienie, przebijające się przez opary kadzideł, w jednym miejscu padając na piękny kryształ i rozszczepiając się w na wszystkie kolory tęczy. Selenge, ta której posłuszne były wszystkie duchy, mistyczka i wyrocznia. Architektka sojuszu z Qa, który pozwolił Samni rzucić na kolana ich odwiecznych wrogów z Tryntu. Przeżyła dwóch wielkich kaganów i bardzo nie podobała jej się perspektywa, że tym razem ta sztuka jej się nie uda. Nie podobało jej się też, że kandydatka na wielka kaganię zdawała się swymi podbojami przyćmiewać jej własne dokonania. Jakby ludzie zapomnieli, dzięki komu przez ostatnie lata mogli do woli rabować i napełniać brzuchy. Wprawdzie zwyciężyła w ostatniej walce o wpływy i sojusz z Qa został podtrzymany. Ale dzięki czyim radom, też ludzie szybko zapomną. Tym bardziej jeśli Selenge niedługo umrze, na co powoli się zanosiło.
-Ty stara spróchniała skamielino. Tyle lat próbuję ci wydrzeć twój sekret i tyle lat mi się nie udaje – powiedział w przestrzeń, po czym westchnęła.
Ilu to już ludzi zginęło próbując na jej rozkaz odnaleźć legendarny kurhan Mori Khana? Ile układów z duchami zawarła? Ile włosów na jej głowie stało się białych przez tę sprawę?
Ale tym razem miało w końcu być inaczej. Przez ten cały czas, Selenge nie dostrzegała po prostu jednej z barw tęczy.

Szmatki przywiązane do jurt powiewały radośnie, tworząc kolorowe, wiecznie falujące morze. Kiedy rok temu zebrał się zimowy wiec, nie był nawet w połowie tak okazały. Ale wtedy nie mówiło się tak otwarcie o pewnym wyborze nowego władcy. Ataman Barghujin uśmiechnęła się. To wszystko dzięki niej. Była razem z Enktoią w Ofirze, a potem w Wergundii. Wzięła w niewolę wiele kobiet i mężczyzn oraz napchała juki zrabowanymi skarbami. Teraz miała zamiar śpiewać i tańczyć. I pokaże tym durnion z plemienia Tarhani kto tu rządzi. Pomyśleć, że śmieli sprzeciwiać się rozkazom jeszcze w Ofirze! Może i ich plemię wydało wielu śmiałych wodzów, ale trzeba wiedzieć, kiedy buławę przejmuje ktoś zdolniejszy! To jest dopiero tupet!
I wtedy ich zauważyła. Jag-bej Bujeg Nayantai i jego przydupas Dhunan Chuuluun. Obaj z plemienia Tarhani, obaj szli szybko rozglądając się ukradkiem i obaj zniknęli między domami Samarkandy. Instynkt od razu podpowiedział Barghujin, że coś jest nie tak. Ruszyła więc za dwójką mężczyzn. Kiedy dotarła do rogu uliczki, na szczęście zdążyła zobaczyć, jak skręcają w kolejną. Jakiś czas śledziła podejrzanych, mając wrażenie, że ci kluczą specjalnie tak, by zgubić ewentualny ogon. Ale nie miała zamiaru się poddać. Oni coś knuli, a ona musiała się dowiedzieć co i ostrzec Enktoię.
W końcu dotarli do pierściania chat przytulonych do muru okalającego miasto. Dhunan odchylił zasłaniającą wejście szmatę, przepuszczając swojego wodza. Zanim wszedł rozejrzał się jeszcze, a Barghujin prawie stanęło serce, bo była pewna, że zatrzymał na niej wzrok przez dłuższą chwilę. Jednak chyba nic nie zauważył, bo wszedł do pomieszczenia. Ataman powoli podkradła się pod sam budynek. Słyszała jakieś głosy, ale nie była w stanie rozróżnić, co mówią. Ostrożnie zajrzała za zastępującą drzwi szmatę. Z miejsca, w którym była, nie ujawniając się zbytnio, widziała nikły poblask kaganka, wynurzający z mroku kilka prostych mebli i trzy pary nóg. Wytężyła słuch.
-Jesteś pewien, że nam pomogą?
-Czytałeś list jag-beju. Dobrze wiesz, jakie jest ich zdanie.
-Tak: „nie dopuścimy, żeby ta pijana krwią suka stanęłą na czele kraju”. Chodzi mi o to, czy możemy im ufać?
-Nikomu nie powinniśmy w pełni ufać jag-beju. Skończyły się czasy otwartych wojen, a nadszedł czas cieni i dymów. Tutaj każdy jest jak ślepiec. Wygra ten, kto lepiej odnajdzie się w nowej rzeczywistości.
-Wiem że twoje plemię lubi mówić zagadkami, ale nie mógłbyś jaśniej?
-Już niedługo sam się przekonasz jag-beju. Właściwie to nasz gość powinien być tu lada chwila.
„Cholera, zaraz ktoś mi może wejść na plecy!” pomyślała Barghujin i pośpiesznie cofnęła się zza kotary. Zbyt pośpiesznie, bo jej ruch wzbudził falowanie materiału.
-Kto tam?! – rozległo się ze środka, a zaraz potem tupot stóp.
Dziewczyna zerwała się do szaleńczego biegu, słysząc za sobą miotane przekleństwa. Musi ostrzec Enktoię. Musi jej powiedzieć, że knują za jej plecami. Musi...
Poczuła szarpnięcie w lewym barku. Tkwiła w nim strzała o niebiesko ufarbowanych lotkach. Złamała ją pośpiesznie i biegła dalej. Musi ostrzec. Musi biec. Musi...
Krwawiła. Czuła jak opuszczają ją siły. Za jej plecami kolejna strzała odbiła się od ściany, krzesząc snop iskier. Nie może teraz upaść. Dla Enktoji. Dla Samni.

Rajni rozczesała swe zupełnie już siwe włosy. Ile to już lat? Dzisiaj miała rozpocząć nauczenia następnej Okhin. Zamknęła na chwilę oczy i wróciła pamięcią do czasów, kiedy to ona sama przygotowywałą się do posługi. Pamiętała przede wszystkim nadzieję, że to przy niej Mori Khan otworzy oczy. Jednak teraz jej włosy były siwe, a on dalej trwał we śnie. Widać nie było jej to pisane. Ciekawe, co pisane będzie jej nowej uczennicy?
Dziewczynka miała okrągłe brązowe oczy, wysokie czoło i włosy zaplecione w dwa warkocze. Już niedługo ozdobią je niebieskie wstążki, pomyślała Rajni.
-Jak masz na imię dziecko?
-Yisu Qatum.
-Usiądź Yisu. Opowiem ci, co to znaczy być Okhin. Boisz się? Dlaczego?
Milczenie i ukradkowe spojrzenie w bok, na niewielki totem z rzeźbioną głową konia, który spoczywał na podwyższeniu.
-Boisz się Władcy Koni? Nie ma powodu moja droga. On się o nas wszystkie troszczy. Jesteśmy przecież jego wybrankami, nigdy by nie pozwolił żeby stała się nam krzywda – mówiąc to Rajni podniosła rękę, by pogłaskać dziewczynkę po głowie; rękaw kaftana obsunął się ukazując poziomą bliznę na nadgarstku – Nigdy nie pozwoli by stała się nam krzywda. Nigdy. Znasz opowieść o nieroztropnym wilku...?

Nad cichym stepem wstawał księżyc. Jego blask oświetlał samotną postać na końskim grzbiecie. Koń stąpał powoli. Rozwiana grzywa i szybko poruszające się boki świadczyły, że niedawno przebył bardzo szybko ogromny dystans. Każdy kolejny krok stawiał coraz wolniej. Z pyska toczyła mu się piana. W końcu zatrzymał się i opuścił głowę. Z jego grzbietu spadł jeździec. Młoda dziewczyna, na której twarzy zastygł wyraz śmiertelnego przerażenia. Jej szeroko rozwarte oczy wpatrywały się martwo w księżyc. Lewy nadgarstek zdobiła pozioma blizna. Dłoń zaciskałą się na niebieskiej wstążce.
Nad stepem poniosło się wycie jakiegoś drapieżnika.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.