Silberberg Larp
 

MENU
 
 

obozy
 
OPIS ŚWIATA
pełna wersja do pobrania lub czytania online
 

obozy
 
Zapraszamy do czytelni!

naszych tekstów zawiera opowiadania, wspomnienia, anegdotki i inne teksty fabularne, spisywane przez kadrę i uczestników od początku Silberbergu, od 2004 roku. Większosć tekstów to opowiadania ze swiata gry.
 

obozy
 
Nowość!

Nazwiska, które warto znać, czyli postaci znaczące dla świata gry.
 

Partnerzy:
 
Nasi partnerzy:






 

obozy
 
SILBERSPACE

LARP + ASG
Zapraszamy na stronę nowego projektu larpa w klimacie military sci-fi.
 

obozy
 
AUTORZY ZDJĘĆ
Zdjęcia, używane na stronie, robili:
REKOGRAFIA - Bartek Janiczek
Kamila "Raisa" Miśkiewicz
Zbyszek Rabenda
Kasia "Demon" Urbanik
Ola Gierko
Magdalena Baraniak
Autorzy montaży i grafik:

Magdalena "Indiana" Baraniak
Paula "Aver" Wajgelt Barbara "Powój" Węgrzecka
 

Rzeczna wyprawa
 
Był uroczy ranek, Nysa odbijała promienie słoneczne, a ptaki ćwierkały. Na brzegu łodzie były już przygotowane.


-A wiec płyniemy razem-powiedział Einhard, patrząc na dwóch krasnali, nekromantę i kapłana.


-Jeszcze Indariel, nie zapominaj-odpowiedział Bożydar z szerokim uśmiechem.


To zdanie widocznie wcale nie poprawiło humoru Einharda . Od początku tej przygody nie przepadał za elfka


-Ha! Może napotkamy jakiś piratów, którzy z chęcią daliby się wyrżnąć-rzucił nagle Heimdall.


-Przydało by się-odpowiedział Shamaroth- od dwóch dni nikogo nie zabiłem, miecz sam ciągnie do walki!


Po 20 minutach wszyscy władowali się do łodzi-Była ona najmniejsza ze wszystkich trzech, mieściła jedynie sześć osób. Tak wiec Einhard majestatycznie objął role głównego flisaka na dziobie. Kapłan Bożydar, krasnoludy Shamaroth i Heimdall oraz nekromanta Varthanis zajęli się mozolna pracą wioślarzy.Za to elfka objęła stanowisko tylnego flisaka.


Po chwili wszystkie łodzie wypłynęły z maleńkiego portu nad Nysa. Na sam przód wysunęła się łódź Einharda i Indariel, za nią druga większą kierowana przez rudobrodego krasnoluda oraz potężnego ciemnowłosego górala, a na samym końcu drużyna Oktawiana, której pomagał polelficki flisak.


-Może coś pośpiewamy!- zarzuciła elfka.


-A śpiewaj sobie, tylko nie każ mi tego słuchać!- Odparł odrzucając Einhard.


Jednakże Indariel nie przejmowała się słowami kapłana, nawet jeśli były by one mile.Wiec zaczęła pierwsza zwrotkę „Sześciu błota stop”, a za nią do śpiewu zerwała się cała kompania, nawet Einharda.


Następnie Varthanis udowodnił, ze zna się na szantach i zaczął zarzucać rożnymi tekstami. Na łódźi naszych bohaterów nekromanta i elfka byli najbardziej rozśpiewani. Gdy po chwili Heimdall rzucił krasnoludzkim przekleństwem w myślach.


-Stop! Stop!- Dopływamy do skały Dziewic-To tu!


-Może będą tu jacyś wrogowie! Wi! Hi! Hi!- Wykrzyknął Bożydar.


-Jak na nią wejdziemy to stanie się skala rozdziewiczonych!-Powiedzieli razem Varthanis, Shamaroth i Heimdall. Na co elfka zrobiła bardzo śmieszną minę, ponieważ zdążyła się już przyzwyczaić do niewybrednego humoru krasnoudow


Gdy Einhard zdążył dobić do brzegu, natychmiastowo z łódźi wyskoczyła czwórka oryginałów, którzy nie bacząc na przeszkody zaczęli biec stromym brzegiem ku szczycie skały. Na samym początku biegł Bożydar najbardziej rozbrykany z całej gromadki.


-Czekajcie! Nie róbcie niczego bez rozwagi! -Krzyczała do nich elfka(widząc kto prowadzi ta samobójczą wyprawę), ledwo nadążając za reszta kompani, bo dłuższą chwile zajęło jej przywiązanie łódźi na brzegu.


W chwile później cala drużyną kierowała się wąska ścieżką ku skale. Jedynie Einhard został w łódźi, tłumacząc się, ze będzie jej pilnował, a tak naprawdę chciał chwile odetchnąć od piosenek i krasnoludzkich kłótni…


-Czekajcie! Czekajcie! Już do was pędzimy!- Krzyczeli Feariel i Illima, których łódźie właśnie dobiły do brzegu.


-Oho! Kolejni spragnieni samobojcy-rzucil Heimdall, patrząc się na Shamarotha.


-Jak na cos trafimy to będziemy musieli się z nimi podzielic-odpowiedzial drugi z krasnali


-Niefajnie-ze znużeniem rzucił Bożydar.


Pewnie rozmowa toczyłaby się dalej, gdyby nie fakt, ze do kompani Indariel dołączyli Illima i Feariel. Tak wiec, drużyną składającą się z elfki(Indariel), kapłana(Bożydara), nekromanty(Varthaniza), wiedzmina(Feariela), dwóch krasnoludów(Shamarotha i Heimdalla) oraz najemnika(Illimy), wyruszyła ku szczycie skały dziewic. Szli wąska ścieżką, która po pewnym czasie się zatraciła w gąszczu trawy. Nagle doszli do podnóża skały. Nie była wcale taka wysoka, jak się na początku wydawało. Jednak wejście na nią było strome, a ziemia sypała się z pod nóg. Gdy wdrapali się na szczyt Heimdall przeklną w myślach(gdyż nie rozważnie jest przeklinać na glos w towarzystwie elfów), Bożydar rzucił swoim „niefajnie”, Shamaroth powiedział samo „k”, Illima zamilkł, a kolega nekromanta wyglądał jakby złapał „zawiasa”…Wszyscy oni ujrzeli ogromne kłęby czarnych chmur nadciągające w ich kierunku.


No to mamy burze- rzekł Varthanis.


Jak się pospieszymy to może zdążmy uciec !-odpowiedziała mu Indariel-Szybko! Przeszukujcie ta chracholona skale i lecimy!


Po pięciu minutach, krasnoludy znalazły tylko rozkopany dołek, głęboki na 20cm.


-Może to przypadek, a może ktoś nas uprzedzil-rzekl Shamaroth, widocznie nieszczęśliwy z powodu burzy oraz braku wrogów.


-Nie wydaje mi się, ze to przypadek. W tych okolicach grasują piraci, nikt inny tego tutaj nie wykopal-odpowiedzial Bożydar- lecz można by było to głębiej rozkopać.


-Panowie nie chce wam przerywać, ale burza idzie-rzucil stanowczo Feariel.


Tak wiec cala gromada, w miarę możliwości, jak najszybciej podążała do brzegu. Gdy dobiegli do łódźi, zobaczyli Einharda beztrosko rozmawiającego z potężnym flisakiem z drugiego pokładu.


-O! Wy już wróciliście? –Powiedział ze zdziwieniem Einhard.


-Burza nadciąga, zmywamy się! –rzucił w biegu Varthaniz.


W tej chwili mina Einharda pobladła na sama myśl o sześciogodzinnym spływie podczas burzy. Jego obawy były słuszne, ponieważ płynąc mieli jeszcze około sześciu godzin, a burze miedzy dolinami osiadały na długo. Często potrafiło padać przez parę dni bez przerwy, wiec sytuacja podróżników nie była usłana różami.


Po chwili łódź płynęła maksymalnym tempem.


-Shamarothcie! Nie chlap mi w twarz!- Krzykną Heimdall ,całkowicie niezadowolony, ze jego broda jest cala mokra


-Gadasz bzdury! Za to sam byś synchronicznie wiosłował!- odparł oburzony krasnal.


-Wiosłuję tak jak i ty! Wiec przestań się czepiać, głupcze jeden!- wybuchł nagle Heimdall.


Na twarzy Indariel i Einharda pojawiły się uśmiechy. Co jak co, ale kłótnie krasnoludów stłoczonych na maleńkiej łódce wyglądają komicznie. Lecz uśmiech ten nie trwał długo, bowiem po chwili zaczął padać deszcz, zrobiło się zimniej i wszyscy potracili humor. Bożydar miał jedynie na sobie lniana koszule oraz pasiaste cienkie spodnie, krasnoludy były natomiast w identycznych piało niebieskich spodniach(takich jak Bożydar) i do tego mieli bezrękawniki. Varthanis był ubrany w swoje czarne magiczne ubrania, które choć magiczne były przemakalne. Ogólnie ciuszki kompanów nie były przygotowane do tak gwałtownej zmiany pogody. W dodatku ich łódź zaczęła przeciekać, wody mieli po kostki, a resztę ciała zmokniętą.


-No, tylko tego brakowało!- rzekł Bożydar, gdy zobaczył ze mapa, która przechowywał Heimdallowi, przemokła i zaczęła się rozlatywać.


-Uwaga!- Krzyknął Einhard, zobaczywszy mieliznę.


-Panowie! Wiosłować z całych sil! Dać z siebie wszystko!- Wrzeszczała Indariel, niestety w tym momencie łódź w z dużą prędkością uderzyła w mieliznę- Panowie! Zła wiadomość- Wysiadka!- Po czym wszyscy wyskoczyli z łódźi. Woda wydala się o wiele cieplejsza, po chwili ruszyli łódź i po kolei wgramolili się do środka.


Po incydencie z mielizna, próbowali wymijać istniejące przeszkody. Varthanis zaczął kichać, a Bożydar z Heimdallem narzekali, ze im zimno.


-Ach ta góralska zakała! Mogli by dziś przepowiedzieć prawdziwa pogodę, a nie mówić: „płyńcie dziś, będzie ładna i ciepła pogoda”- krzykną ze zdenerwowaniem Einhard.


-Jak wrócimy to łyknę tych waszych elfickich świństw na katar-powiedzial Shamaroth, kierując wzrok na Indariel.


-I ja się poczęstuję…choć niechetnie-rzekl Heimdall.


-Jesteście na nie zbyt gruboskórni, drodzy krasnoludowie, ale postaram się zrobić wszystko co w mojej sile, aby wasze nosy były zdrowe- powiedziała bardzo ironicznie elfka.


-Co to jest do cholery! Patrzcie tam!- Powiedział Varthanis, pokazując przyjaciołom wodospad.


-No to jest na mapie! Chyba zapomniałem wam o tym powiedzieć!- powiedział z zakłopotaniem Heimdall- ale to z pewnością robota elfów- powiedział po chwili, patrząc się na elfke z szerokim uśmiechem.


-No to musimy dobić do brzegu i przenieść łódź- powiedziała z niechęcią Indariel.


Po tych słowach na łodzi wszyscy zaczęli marudzić i przeklinać pod nosem.


Po dobiciu do brzegu krasnoludy i kapłan wciągnęli łódź na brzeg.


-Psss! Psss! Chodźcie tylko cicho-powiedzial Varthaniz do krasnoludzkich kompanów. Gdy Ci podeszli, radość wzięła ich serca- oto nekromanta trzymał sreberko, a na nim malutkie kosteczki czekolady. Trzy kostki na łebka wystarczyły, aby humory lekko się poprawiły. Po dziesięciu minutach wszystkie trzy łodzie płynęły dalej.


-Hej! Wy dawać mi tu mapę, tym razem my będziemy płynęli jako pierwsi!- wykrzyknął rudobrody flisak- zbliżymy się do was a wy ja podacie. Gdy byli już na wyciągniecie ręki Indariel rzuciła


-Jesteśmy lżejsi, popłyniemy pierwsi- i tak oto wybuchła kłótnia miedzy dwoma łodziami, a krasnali, nekromantę i Bożydar nachodziły myśli o ataku na swoich i wysunięciu się na przód.


-Dajcie temu brodaczowi mapę i niech się odczepi- powiedział stanowczo Einhard- i znów wybuchła kłótnia. Heimdall stwierdził, ze nie da nikomu swojej drogocennej mapy szczególnie alchemikowi, który tak wystawiał łapę w kierunku brodatych, ze krasnoludy miały ochotę mu ja odciąć. Poprosił Shamarotha, aby mu ja przechował i w gwarze wyzwisk i kłótni nie oddal mapy, a większa łódź wysunęła się na przód, myśląc ze ktoś ta mapę wziął.


-Te uparciuchy płyną przodem, ale nie wierze w ich bystrość, wypatrujcie wiec ruin świątyni(taki był pierwotny cel podróży)- powiedział Einhard


Po około dwóch godzinach pogoda się poprawiła, za to rzeka nie miała zamiaru. Co chwila nasi bohaterowie trafiali na mielizny, jednakże płynęli najlżejszą łodzią, wiec rzadziej osiadali niż kompania rudobrodego admirała. Nim tamci zauważyli, ze nie posiadają ów mapy Indariel była już daleko przed nimi.


Z poprawa pogody przyszła pora na przerwę. Tak wiec wszystkie łodzie zacumowały na kwadrans na prawym brzegu, gdzie podejście było najłagodniejsze. O mało admirał znów się nie pokłócił z Indariel, gdyby nie fakt, ze jej łódź była szybsza. Po krótkiej wymianie poglądów, żartów i przeżyć wszyscy znaleźli się na swoich łajbach.


-Panie admirale, pańska łódź tonie -zaśmiał się głośno Bożydar


-Ziemowit wysiadka, zamienisz się z kimś lżejszym od nas- rzucił natychmiastowo Oktawian-Gotowi? No to w drogę- powiedział po wymianie wioślarzy, a wszyscy jak na komendę ruszyli.


Dużo razy wydawało im się, ze przybrzeżne ruiny to dawna świątynia, lecz za każdym razem Einhard wyprowadzał ich z błędu.


-Za niedługo wpływamy w wąwozy, a piratów nihuhu- rzucił Heimdall


-Może spotkamy ich na tym zakręcie -odpowiedział Varthaniz pokazując palcem na mapie.


-Nie tu znajduje się miasto, nie zaatakują nas tam- powiedziała Indariel


Tak, w mieście nie mogli atakować, wpierw łódź płynęła przez centrum miasta, a następnie pod dwoma starymi mostami, miedzy nimi pokazały się kanały ściekowe, elfce ewidentnie zrobiło się przykro. Ludzie potrafili strasznie niszczyć przyrodę, a elfy jak nikt inny rozumiały w pełni ten problem.


Indariel wydawała się zamyślona, gdy nagle


-Mogę poflisaczyc?- zapytał Heimdall, a słowa te z pewnością śmiesznie brzmiały w ustach starego krasnala.


-Jak chcesz, tylko mnie nie uderz- powiedziała Indariel.


Krasnal objął stanowisko flisaka, uderzając przy tym Shamarotha.


-Przynajmniej poflisacze, bo na pewno dziś już nie powalczę


Po chwili nasi bohaterowie zobaczyli, jakby linę, w mig się ona napięła a na mielizn wyskoczyło z trzydziestu piratów


-Wreszcie!- krzyknęli Bożydar i Heimdall. Ten drugi natychmiastowo chwycił za linę, która zarzucili piraci(miała ona spowodować zatrzymanie się łodzi, co i tak było przez załogę zamierzone) i przyciągną łódź do brzegu, wpadając całkowicie do wody.


Bożydar zabił pierwszego z piratów i wziął się za resztę, Einhard ponuro bez chęci walki zajął się jednym banitom. Shamaroth został zaskoczony nagłym atakiem od tylu i chciał zanurkować, zapominając, ze ma na sobie magiczna kamizelkę elfów. Odbił się od wody a miecz przeciwnika śmignął mu koło brody.


-Ty świnio, brodę chciałeś mi odciąć- krzyknął po czym rozciął jednym ciosem dwóch banitów


W tym samym czasie Varthaniz rozdzielił czaszkę kolejnego pirata swoim buzdyganem, a Heimdall z uśmiechem wyrżnął wszystko, co się ruszało, lecz ku jego zdziwieniu pewien złoczyńca był „mało śmiertelny”. W tej chwili Bożydar rzucił się z wyskoku na przeciwnika krasnoluda i odciął mu głowę.


Po chwili wszyscy piraci byli martwi…wszyscy?


-Ha! Ha! Ha! Ha! Zabiliście moich towarzyszy, ale mnie nie zdołacie! –wykrzyknął tajemniczy człowiek, stojący Kolo malej pieczary na brzegu.


-O to pewnie szef tej całej zgrai- powiedziała Indariel na widok pirata


-Sam się prosi, aby mu łeb odciąć- odparł Heimdall bez zastanowienia rzucając się na złoczyńcę. Ten natomiast zwinnie zablokował cios krasnoluda i pchnął nim w drzewo, nie zauważając nadbiegającego Bożydara, który zwinnie przeciął go po klatce piersiowej. Krew trysnęła, a bandzior zrobił dwa kroki w tył.


-Ha! Ha! Ha! I co wam po tym- powiedział, prostując się i pokazując ze jest nietknięty.


-Tego już za wiele- rzekł Varthanis-miecz Ci nic nie zrobi, ale mój buzdygan rozdzieli twoja czaszkę!- po czym rzucił się na przeciwnika, a za nim cala gromada. Walka była zawzięta, banita walczył dwoma dosyć tępymi mieczami, przez co niewiele robił naszym przyjaciołom. Nagle Shamaroth z całych swoich krasnoludzkich sil ciał pirata. Już wydawało się, ze to koniec, lecz przeciwnik stal nienaruszony.


-Jak go pokonać? Do cholery pytam się! –krzyknął szaleńczo Einharda, w tym samym czasie w głowie Heimdalla zaświtał pomysł. Rzucił się na plecy pirata i zaczął go okładać. Gdy ten przewrócił się pod ciężarem krasnala zjechali po zboczu kawałek w stronę rzeki, w tym momencie krasnolud poczuł jak but wrzyna przeciwnika mu się w brzuch, lecz mimo tego złapał pirata za kark.


-Patrzcie cos mu z kieszeni wyleciało!- powiedział Varthanis, po czym pirat w szale zrzucili z siebie krasnala i chciał złapać ta tajemnicza rzecz, lecz w tym przeszkodził mu Shamaroth przykładając mu miecz do gardła.


-No dobrze poddaje się!- krzyknął banita, a Einharda nie zważając na słowa pirata podniósł go(jeśli można było by ten ruch nazwać podniesieniem) i cisną nim w duży głaz. Wycieńczony bandzior leżał płasko szlochając i krzycząc w agonii.


-Czy to ty spaliłeś i splądrowałeś świątynię Arianrot?- rzekł Einhard przykładając miecz do gardła pirata.


-A, kim ty jesteś, ze mnie o takie rzeczy pytasz?


-Einhard Storeson jak chcesz wiedzieć, kapłan bogini życia!


-Ha! Ha! Ha! - zaśmiał sie pirat


-Co cię tak śmieszy plugawcze?!


-Tak, splądrowałem tą świątynię…razem z twoim dziadem!


-Łżesz! -Krzyknął Einhard, podrzynając mu gardło!


-No i co żeś zrobił, można by było go sprzedać- powiedział z zawodem Shamaroth


-Nie marudź! W pieczarze są pewnie ukryte skarby! Zarobisz swoje!


-Ok. To jeden ze mną do pieczary, o na przykład ty kolego krasnoludzie! A drugi niech pozbiera broń, żeby nie trafiła w ręce ludzi z innych łodzi- rozkazał Bożydar, jakby był szefem, lecz to był bardzo dobry pomysł wiec nikt się z nim nie kłócił.


Po chwili dwóch brudnych oryginałów wyszło z pieczary, a Shamaroth wrzucił cala bron do malutkiej łódeczki.


-Znaleźliśmy skrzyneczkę!- powiedział Bożydar z uśmiechem.


-Chowaj ja! Admirał doplynal-rzek Varthanis


-Co ja tu widzę skarby! Pokaz niech to ja je zobaczę- krzyknął Feariel


-Nie!- odparł z odrzuceniem Bożydar- jeszcze pogubisz zawartość, zobaczymy w obozie(tłumacz: nic nie dostaniesz! Spadaj bo to nasze znalezisko)


-Nie ma czasu na klotnie-wracamy do obozu! Za tym zakrętem jest mały port, w którym możemy się zatrzymać- powiedziała Indariel, po czym wszystkie trzy łódźie odpłynęły w stronę portu. Po tej bitwie rzeka jeszcze długo była krwisto czerwona. Niestety nasi bohaterowie nie odnaleźli ruin świątyni….

 

Komentarze
 
Brak komentarzy.
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 

Oceny
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 

obozy
 
STREFA FORMALNOŚCI

CENY, TERMINY, REZERWACJA
Zapraszamy na naszą stronę organizacyjną
OBOZY-WAKACYJNE.pl
 

obozy
 

Tutaj znajdziesz aktualny
FORMULARZ ZGŁOSZENIOWY
na larpy w 2019 r.
 

facebook
 
Aktualnosci, konkursy, zapowiedzi, liczna społecznosć Silberowiczów - zapraszamy :)
 

kortunal
 
Organizator:

 

Baza WAROWNIA
 
Nasza kwatera larpowa
WAROWNIA

 

Logowanie
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 

Copyright © 2009 Kortunal - Turystyka i Przygoda
Wykorzystanie materiałów zawartych w serwisie bez zgody właściciela zabronione.